nagłówek

9.02.2026

[KP] Piekło jest puste. Wszystkie diabły są tu

Wszystkie jesteśmy Lilith... Żadna z nas nie jest Ewą.

LILITH MORVETH

Została stworzona jak Adam, a jednak inaczej, nie z czystego pyłu a z brudu i błota, z materii cięższej i bardziej lepkiej. Była pierwszą i najpiękniejszą z kobiet. Ponoć później żadna z tych, które stąpały po Ziemii nie dorównała jej urodą. Od początku była jednak krnąbrna i miała olbrzymi apetyt seksualny. Była zbyt dzika by podporządkować się komukolwiek. Nie chciała być niżej w hierarchii, pragnęła wolności, nie mogła być posłuszną żoną i służebnicą mężczyzny. 
Była pierwszą kobietą, która powiedziała głośne i wyraźne nie. Wypowiedziała zakazane imię Stwórcy, chcąc opuścić Eden i Adama. Powietrze uniosło ją w górę, a raj zniknął, zupełnie jakby nigdy do niego nie należała. Była błędem w boskim planie, a kara za jej występki przyszła natychmiast. Została przemieniona w pierwszego demona. Zaraz po tym z jej pleców zaczęły wyrastać ostrza, bolesne i obce, które z czasem przybrały kształt czarnych skrzydeł. Uczyła się ich przez lata; kontroli, lotu i bólu, który w pewnym momencie przestał mieć znaczenie.
Odnalazła schronienie przy brzegu Morza Czerwonego, które było przeklęte i zamieszkiwały je Cienie. Tam, wśród istot pozbawionych światła, stworzyła pierwsze podwaliny piekła. Wraz z pojawieniem się w raju Ewy, poczuła kolejne pęknięcie. Spadła na nią kolejna kara; wszystkie jej dzieci miały rodzić się martwe lub przeklęte. Tak też stała się królową-matką dla demonów, sukkubów, inkubów, oraz innych bestii, które oddychały grzechem. Seksualność, spotęgowana do granic możliwości, stała się jej siłą, jak i  przekleństwem. 
W legendach przedstawiano ją jako pięknego, skrzydlatego demona o długich, czarnych włosach. Istniały przestrogi, które wymownie świadczyły o niebezpieczeństwie, które mogła spowodować: Żaden mężczyzna nie może samotnie spać w domu; ktokolwiek śpi w domu sam, ten niechybnie dostanie się w sidła Lilith. Wraz ze swym demonicznym potomstwem, które spłodziła z Cieniami, a potem z Szatanem; jej drugim mężem, siała strach nocą, stając się tematem plotek, ostrzeżeń i legend. Wśród jej dzieci znaczącą rolę pełniły sukuby, czyli żeńskie demony pożądania oraz inkuby, które były ich męskimi odpowiednikami. Za ich sprawą marzenia senne ludzi stawały się lubieżną jawą, aby nad świtem przynieść im jarzmo wstydu. Pożądanie prowadziło do stosunku, a ten do przejęcia życiowej esencji, która stanowiła pokarm dla sukubów, inkubów oraz niej samej.
Gdzieś w odmętach, tuż za Morzem Czerwonym, głęboko pod ziemią powstało piekło. Tam gdzie woda wyschła i ustępowała miejsca ogniu, gdzie żar tryskał w twarz. Z każdym kolejnym rokiem piekło rozrastało się, nabierało nowych struktur a władzę nad nim dzierżyła Lilith wraz ze swoim mężem. Kroczyła obok niego niczym równa, razem dzierżyli władzę nad swoim królestwem. Ich poddani tonęli w mroku i bólu. Ona — królowa nocy i pożądania, on — pan chaosu i upadku. Razem stworzyli początek z grzechu i zatracili się w ciemności. Nic jednak nie trwa wiecznie, prawda? Tak jak kiedyś opuściła Adama, tak samo postąpiła z kolejnym mężem. Jej motywy nie były do końca znane. Nie wiadomo, czy Azyl jest miejscem w którym ukrywa się przed Szatanem, czy może po prostu znudziło ją życie w piekle i mąż. Wszelkie tajemnice trzyma na dnie swojego czarnego serca.






Pojawiła się wraz z początkiem świata — Matka Demonów — Władczyni Piekła, była żona Szatana — Symbol feminizmu, kobiecej niezależności i siły — Pociągająca, lubieżna i zwodnicza — Czarne skrzydła złożone ze sztyletów, zamiast z piór — Jej tęczówki zmieniają kolor pod wpływem emocji — Prawa ręka Belli Strobe, funkcjonariuszka z najdłuższym stażem — Jedna z pierwszych mieszkanek miasteczka — Zamieszkuje dom na wzgórzu, w którym dzieją się dziwne rzeczy.
Cześć! Ostatnio mam za dużo pomysłów na postacie, stąd też powstała Lilith. Wizerunku użyczyła jej Eva Green, a cytaty to Szekspir i Graham Masterton. Szukamy naszej nemezis, czyli Ewki. Oddamy też w czułe rączki dwóch byłych mężów. Jeden nie do końca były, bo demonica zostawiła go bez słowa, dodatkowo zostawiając mu Piekło na głowie (a tam przecież jest tyle roboty...) Jesteśmy chętne na wszystko, im bardziej pokręcone, tym lepiej! Lubię jak się dużo dzieje, a relacje pomiędzy postaciami są głębokie i wielowarstwowe. Zapraszam wszystkie zbłąkane duszyczki! Znajdziecie mnie również tutaj: srebrnakrolowa@gmail.com

17 komentarzy:

  1. [Chyba lubisz silne i niebezpieczne kobiety :P Witaj z drugą postacią - tutaj z tą raczej nikt nie chciałby zadzierać! Jest silna, seksowna, nieposkromiona! Czekam, aż namiesza w okolicy! :)
    Noor, może i by u niej szukała zrozumienia swojej demonicznej natury, ale... może tez by się wystraszyła xD Baw się dobrze z tą krnąbrną panią! ]

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  2. [Lilith wyszła naprawdę świetnie. Idealna w swoich niedoskonałościach, które są jej zaletami :> I gify ukryte w karcie dopełniają ten obrazek! HOOT
    No i, oby znalazła się Ewa i mężusiowie. Od siebie życzę duuużo, dużo weny i samych wciągających wątków <3]

    Baldwina Heart & Anastasius von Weiss

    OdpowiedzUsuń
  3. [No ja nie wiem, czy mieszkańcy Azylu, szczególnie panowie, są bezpieczni z taką osóbką na pokładzie :>
    Cześć i czołem, cieszę się, że wena dopisuje i zjawiłaś się u nas z drugą postacią! Zgadzam się z Sol - podobnie jak ona widzę, że masz ulubiony typ postaci i dlatego coś mi się widzi, że w Azylu będzie się działo! :>
    Baw się dobrze także z Lilith, ale może mimo wszystko nie za dobrze, hm...? ;)]

    LEVI ACKERMANN 🐈‍⬛

    OdpowiedzUsuń
  4. [Słonko, odezwę się na @ :)]

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  5. [Hej. Dziękuję za przywitanie mojego łysego sierściucha! Odezwę się na maila, bo ciężko byłoby oprzeć się połączeniu dwójki piekielników.
    Ależ hot gify. Pasują idealnie! Lilith zdaje się być perfekcyjną Lilith ;3]

    Grimm

    OdpowiedzUsuń
  6. Szepty mieszkańców na temat pozornego bezpieczeństwa Last Salvation spływały jak rdza. Mówili o murach, o kontroli i porządku, który miał chronić ich przed światem. Buntowali się przed stawianiem ograniczeń i runami, które miały zabierać ich sedno, jakby ktoś wyrywał z nich coś żywego i zamykał głęboko w płonącym gnieździe. Grimm słuchał tego z obojętnością, której nauczył się dawno temu. W piekle też były granice. Też były ścieżki, którymi wolno było kroczyć i takie, którymi smagano spopielone plecy na znak zapomnienia. Różnica była prosta, tam nikt nie udawał schronienia. Tam rozkazy dudniły w kościach, tutaj lśniły podle zgodnie z życzeniem władzy.
    Problemy Azylu zdawały się być jedynie drzazgą płonącego stosu. Drobne pęknięcia w ludzkich murach, które i tak miały się rozpaść. Pachniały strachem przebranym za troskę i ciszę zbyt czystą, by mogła być prawdziwa.
    System był dla niego obcy. Miasto – jeszcze bardziej, choć po latach nauczył się warować przy jego nodze. Nie Azyl wzbudzał jego niepokój, a drżenie własnych stóp, jakby w kościach wciąż dudnił bieg, który nie odnajdywał końca.
    Najczęściej nocą, gdy krążył przy cmentarnych murach i ocierał plecami o chropowate, chłodne pnie drzew. Z wytężonym wzrokiem, niemal do granic, rozmywał przed sobą połacie wartkich, pędzących wspomnień i nasłuchiwał kroków cieni, które nie należały ani do miasta, ani do warczącego w nim piekła.
    Noc oddychała nierówno. Łakoma, giętka. Wiatr ucichł, jakby ktoś przycisnął go dłonią do ziemi. Drżenie wróciło tym samym, znajomym impulsem. Grimm zatrzymał się, a jego barki napięły się nim jeszcze pojawił się zapach.
    Jego cień przybrał piekielną formę. Nie było twarzy, gniewu. Kipiał instynkt.
    Rozlał się pod skórą jak gorzki dym, kiedy coś przecięło przestrzeń zbyt blisko jego karku. Ogar nie widział ruchu, ale poczuł go w ścięgnach i nagłym szarpnięciu, które wyrwało go z równowagi. Ziemia cofnęła się o pół kroku, a świat zwinął się do kilku pulsów. Ciepło krwi, szorstkość kamienia i echo kroków, rozpływających się jeszcze zanim zdążyły nabrać kształtu.
    Powietrze wyrywało się z płuc sykiem, ginącym w wilgotnej ciszy cmentarza. Grimm cofał się o krok, potem o drugi, ale cień nie odpuszczał. Ciężar uderzeń był równy, metodyczny, jakby ktoś sprawdzał, jak wygląda kraniec jego wytrzymałości. A on, popędzany piekielnym żarem spychał obcy cień niebezpiecznie blisko jego własnej granicy.
    Świat chwiał się pod nim, ale ogar nie padł. Szarpnął się w bok, barkiem roztrącając powietrze. Instynkt warczał, by gryźć, rozszarpać, lecz coś głębiej kazało wycofać się mimo narastającego gniewu. Nie ucieczka. Przetrwanie.
    Grimm ruszył w popłochu, choć jego kroki wyglądały jak zwykłe potknięcia. Klatka piersiowa zapadała się głęboko w rytmie, który pamiętał z innych, głębszych tafli wspomnień. Nie szukał drogi. Ciało prowadziło go samo, skręcając tam, gdzie powietrze stawało się cieńsze, słodsze i niepokojąco znajome.
    Dom wyrósł jak pal. Pozostawiając za sobą strugi parującej krwi, ledwie wciągnął się po stromych schodach. Łapy ślizgały się na kamieniu, a pazury zgrzytały z niemym piskiem. Oddech rwał się krótkimi szarpnięciami, jakby coś próbowało wyrwać mu płuca spod palących żeber.
    Zatrzymał się tuż pod progiem.
    Nos uderzył w drewno. Wciągnął zapach zachłannie. Ciepło, echo i coś równie przyległego, co własne blizny pod szorstkim futrem.
    Krtań ogara zadrżała, a z pyska wyrwało się wycie, niskie i zadarte. Przetoczyło się po murach, zawisło ciężko ponad ziemią.
    Oparł bok o framugę, osuwając się powoli. Futro nasiąkało krwią, a ogon drgnął krótko, nerwowo, jakby szukał równowagi. Z gardła wydobyło się kolejne, krótsze skomlenie — głuche, przytłumione i niosące w sobie coś równie starego, co znajomego.
    Łeb opadł na próg, a oddech zwolnił tylko na tyle, by nie zgasnąć całkowicie. Jego uszy drżały przy każdym szmerze, lecz ciało nie miało już siły ruszyć dalej. Instynkt kazał zostać. Czekać. Warować, jak kiedyś, zanim piekło nauczyło go pogoni.
    Tkwił pod drzwiami jak cień, który pamięta drogę, choć zapomniał imienia.

    Grimm

    OdpowiedzUsuń
  7. Bodźce docierały do niego z opóźnieniem. Kreśliły na poranionym psim ciele znaki pylistych, cuchnących wspomnień, w których mógł topić się bez opamiętania. Bezkresne połacie mroku lgnęły do jego kości, śmiało dążąc do zacierania się świadomości. Balansował gdzieś na granicy pachnącej krwią rzeczywistości i nieprzytomności. Ta splatała się ze śmiercią w niebezpieczną, pławiącą się sieć.
    Świat zwęził się do drżących linii światła i cieni. Słabnący organizm z trudem odczytywał kolejne rysy w dynamicznie zmieniających się obrazach. Pod sierścią, wraz ze strugami śmiało cieknącej krwi, drżała niepewność. Nie wiedział czemu, ale mimo świadomego wyzbywania się kontroli, nie czuł potęgującego się strachu. Coś kazało mu tkwić na granicy upadku, uparcie podtrzymując go w tej cienkiej szczelinie między instynktem a posłuszeństwem. Nie rozumiał dlaczego, ale jego ciało pamiętało ten dotyk silniej niż ginące myśli.
    W odmęcie czerniejących obrazów, odnajdywał woń zaciskającą się na zmysłach ciasno, jak dobrze znany trop. Podążył za nim, wsłuchując się w dźwięk lgnących do niego dłoni.
    Ciepło wpełzło pod skórę powoli. Rozluźniało napięte mięśnie jeden po drugim, jakby ktoś cierpliwie rozplatał w nim węzły, których sam nie potrafił dosięgnąć.
    Odruch walki, podsycony niespodziewanym bólem szarpnął nim jeszcze raz, ale zbyt słabo i bez przekonania.
    Potem opadł.
    Ciężar psiego ciała rozmył się w obcej łagodności, a świadomość zsunęła się głębiej, posłuszna otulającej go nocy, której nie mógł odrzucić. Zasnął.
    A gdy wrócił do brzegu własnego oddechu – nie był już ogarem. Ludzka forma miała przynieść więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
    Powieki z trudem przyjęły ciężar poranka. Pojedyncze strugi powietrza przedzierały się przez wąskie szczeliny pomiędzy zasłonami, drażniąc bladość jego skóry. Świat wracał powoli, warstwa po warstwie, jakby ktoś nieostrożnie zszywał rozerwaną rzeczywistość.
    Płytki oddech przysuwał do niego obce ciężary. Drżał. Mięśnie zaprotestowały natychmiast, jakby ktoś wypełnił je gorącym ołowiem. W gardle uwięzł niski, zdławiony dźwięk będący bardziej ludzkim, niż powinien.
    Ktoś poruszył się w oddali, a Grimm zesztywniał odruchowo. Przejechał zimną dłonią po twardej powierzchni, niemal uginającej się pod jego rannym ciężarem.
    – Wstał – ktoś szepnął w oddali, potęgując uśpioną dotąd czujność – Budzi się, widzisz? Trzeba powiadomić…
    Grimm próbował podnieść się na barkach, ale ból w okolicach żeber uderzył w niego natychmiast – ostry, rozlewający się szeroko, jakby ktoś wbijał pod skórę rozgrzane haki.
    Powietrze uciekło z jego płuc krótkim, urwanym szarpnięciem. Opadł na plecy.
    – Gdzie jestem? – warknął cicho, mrużąc oczy. Źrenice zwęziły się niebezpiecznie, gdy spróbował jeszcze raz poruszyć dłonią. Sztywne palce odpowiedziały, lecz z opóźnieniem – ciężkie, ale posłuszne, jakby między myślą, a ruchem ktoś wcisnął cienką warstwę niepokojącej bezradności.
    Zmarszczył brwi, czując, jak pod skórą coraz śmielej przesuwa się ledwie znajome napięcie.
    Zapach krwi był coraz słabszy, ale uderzył go znacznie mocniej niż ból. Grimm zacisnął szczękę, czując pod językiem własne kły – krótsze, tępe… ludzkie. Dopiero to wyrwało z jego gardła niski, chropawy pomruk, wypełniony bardziej irytacją niż gniewem.
    – Gdzie jestem? – powtórzył – Czemu nie mogę się ruszyć? Ta krew… – zawył wpół ludzko, wpół zwierzęco.
    Drzwi skrzypnęły cicho. Zapach w pomieszczeniu zmienił się natychmiast. Był głębszy, pociemniały, nabrał tej gęstej, słodko-gorzkiej nuty, którą pamiętał aż za dobrze.
    Po jego skórze przebiegł dreszcz, a bordowe piegi na twarzy rozżarzyły się jakby na powitanie.
    Połać czarnego aksamitu niewidzialnie otuliła jego ciało i zacisnęła się wokół jego szyi. Nie wiedział jeszcze czemu, ale wydobyła z jego zmęczonej twarzy ostatnie tchnienie krzywego, niebezpiecznego uśmiechu.
    Lilith.


    Grimm

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dzień dobry! Na wstępie dziękuję za powitanie. Wpadłam tutaj, bo zdecydowanie z Lilith Belial może przybić sobie piątkę. Nie wiem czy piszesz się na to, żeby znali się jak łyse konie, ale tak sobie pomyślałam, że może to dzięki Lilith mój gagatek dowiedział się o The Last Salvation? Taka luźna myśl mi zakiełkowała, ale jeśli masz jakąś inną wizję, to śmiało daj znać!]

    Belial

    OdpowiedzUsuń
  9. W bezksiężycową, kolejną bezsenną noc, kiedy gwiazdy skryły się za warstwami ciemności, Noor ruszyła ku wzgórzu oddalonym od centrum miasteczka. Noc była wyjątkowo mroczna i zimna, jakby sama śmierć rozlała się na ziemię, pochłaniając wszelkie światło i ciepło. Powietrze było gęste, niemal kleiste, zatrzymane w bezruchu, bo nie targał nim żaden wiatr, jakby sama natura wstrzymywała oddech, obserwując ten niepewny krok dziewczyny.
    Od pięciu lat była w miasteczku, ale nigdy nie odważyła się dojść do tego ogromnego domu, by spotkać Lilith. Teraz jednak, gdy miotała się w swojej dwoistej naturze, to ona mogła dać jej jakiekolwiek odpowiedzi.
    Noor czuła, jak serce jej bije szybciej, a oddech staje się płytki i nierówny. Każdy kolejny krok stawiała uważniej, ale nie wolniej. W głębi duszy wiedziała, że to, co robi, jest niepewne i bardzo ryzykowne. Każdy krok na tym odległym wzgórzu wymagał od niej pokonania własnych wątpliwości, lęków i niepewności. Jej dłonie drżały lekko, choć próbowała ukryć niepokój, a spojrzenie utkwione miała w ciemność, jakby szukając w niej odpowiedzi, czy to, czego pragnie i czego oczekuje, jest tego warte.
    Otaczająca noc zdawała się być żywym bytem, zimna, nieprzyjazna, a zarazem pełna tajemnic, oblepiała jej drobne ramiona, osiadała na miękkich pasmach kasztanowych włosów, zatrzymywała się na długich rzęsach, wgryzała na prostym ubraniu - jeansach, traperkach i płaszczu w kolorze błota. Powietrze było tak gęste, że wydawało jej się, że w płucach truje ja niczym smoła, ale nie zawróciła po pokonaniu bram. Noor czuła, jak jej zmysły wyostrzają się w tej ciszy i ciemności, jakby sama noc próbowała ją ostrzec i zmusić do powrotu do domu.
    Podjęcie tego kroku wymagało od niej odwagi i zmierzenia się z przeszłością, ale też świadomości własnych słabości. W głębi duszy, jako pół demon, pół czarownica, wiedziała, że spotkanie z Lilith - matką demonów, może przynieść jej odpowiedzi, ale równie dobrze zagrozić jej własnej istocie. I mimo tego wszystkiego, Noor posuwała się dalej, nie wiedząc, czy to, czego szuka, będzie dla niej błogosławieństwem, czy przekleństwem, ale nie bała się już niczego.
    Dotarła do ciężkich drzwi, do gmachu tak wielkiego, że gdy zadarła głowe, nie była w stanie dostrzec dachu ponad sobą. Poczuła się przytłoczona i zupełnie mała, słaba. Wzdrygnęła się, czując jak ciężki od wilgoci płaszcz klei jej się zimnem do drobnego ciała i uniosła dłoń, by zapukać kołatką. Drobne palce oplotły metal, a huk uderzenia sprawił, że zadrżała kolejny raz, opierając się wolno o czarne drewno. Potrzebowała Lilith, aby uwolnić się od przeszłości i to nie ulegało wątpliwości.

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  10. Znała wiele rytuałów, była kiedyś kołdunią, później kościeją, a wraz z wiedzą swojego poprzednika przejęła talent zarówno do wróżenia, klątw i wywoływania chorób, jak i leczenia i zdejmowania uroków. Ale nigdy nie mówiła o tym głośno. Nie popisywała się ani nie próbowała bawić się miasteczkowe układy. Odpowiadało jej to, że była Baldwiną Heart, że nie wyróżniała się niczym szczególnym, bo w azylu znajdowało się wiele barwnych, głośnych bytów, które doskonale czuły się, będąc w centrum różnych wydarzeń. Baldwina za to przyglądała się, zazwyczaj cicha, ale nie nieśmiała – jej fioletowe oczy widziały i rozumiały naprawdę wiele, choć Heart nigdy nie angażowała się w coś, co bezpośrednio jej nie dotyczyło. Poza tym miała swoje dziwactwa i nie była zbyt łatwa w obsłudze.
    Znała wiele rytuałów, więc to, co zobaczyła, gdy przekroczyła próg domu Lilith Morveth, nie było dla niej ani przerażające, ani odrażające. Nie przeszkadzało jej też to, że była tutaj jedynym białym punktem; ubrana w jasną, delikatną sukienkę z guziczkami przy dekolcie, w rozpiętym, ciemnym płaszczyku i rozpuszczonych, długich włosach, które przypominały pajęcze nitki. Jednym z przekleństw albinizmu była swojego rodzaju charakterystyczność – Baldwiny nie dało się przeoczyć, nie dało się jej pominąć.
    Weszła do domu Morveth, bo były umówione, a gdy zapukała, drzwi się lekko uchyliły. Ktoś lub coś zapomniał je domknąć. Kiedy zrobiła kilka kroków, wyczuła w powietrzu zapach kadzidła i czegoś metalicznego. Już wtedy powinna uświadomić sobie, co to może oznaczać, ale nie zawróciła.
    Przesunęła wzrokiem po kręgu ze świec, które cicho syczały. Wokół była rozsypana sól, a narysowane symbole wydawały się zbyt pewne, aby ktoś, kto to robił, nie wiedział, co one oznaczają. W środku stała Lilith – miała wysoko uniesione ręce, jakby chciała coś złapać, może przywołać. Jedna ze świec zgasła.
    — Witaj, Lilith — odezwała się, obserwując kobietę. Zręcznie unikała kontaktu wzrokowego, patrzyła tylko tam, gdzie jej oczy mogły się zatrzymać. — Przyniosłam ciastka — dodała, wskazując małe, czarne pudełeczko.
    Baldwina lubiła piec i gotować, choć stosunkowo niedawno się tego nauczyła. Wcześniej – jeszcze przed azylem – jadła raczej to, co znalazła w lesie, a gdy jeszcze mieszkała w wiosce, kradła jedzenie świniom, żeby zapełnić czymś żołądek. Teraz, kiedy miała własną kuchenkę, gdy tak łatwo mogła zjeść coś pysznego, czuła, że podjęła dobrą decyzję, osiadając się w tym pokręconym miasteczku, które miało swoje sekrety i układy.
    — Rada o tym wie? To chyba nie jest coś, co każdy funkcjonariusz praktykuje po pracy. — Baldwina nie cofnęła się, widząc zbierające się demony. Wiedziała, kim była Lilith i z czego ją stworzono. Grzech. A mimo to dogadywały się jakoś przez te wszystkie lata. Morveth, kusząca i piękna, i Baldwina, zawsze chłodna i zdystansowana.
    Lilith powinna więc wiedzieć, że Heart nie pyta o to, aby złożyć donos czy wytknąć jej niebezpieczne działania. Dopóki to, co robiła, nie uderzało w runy, które Baldwina nakładała, to równie dobrze demonica mogłaby tu sobie urządzić demoniczną operę.
    Rozumowanie Baldwiny w tej kwestii było niezwykle proste: jeśli coś zagrażało miasteczku lub jego mieszkańcom, nie wahała się tego zgłosić. Nie interesowały ją żadne układy ani obietnice, ignorowała też pokusy i szepty. To, co tutaj miała, było wystarczające, a Baldwina naprawdę nie potrzebowała wiele. Małe, zagracone mieszkanko, ulubiony gramofon i działająca kuchenka. Dlatego dla wielu osób była niewygodna, a w oczach innych miała kij w tyłku albo była co najmniej niebezpieczną dziwaczką.

    Baldwina Heart
    [Mam nadzieję, że początek wyszedł w miarę okej! ;___;]

    OdpowiedzUsuń
  11. Baldwina raczej nie próbowała zaprzyjaźnić się z Lilith. Ta relacja rozwijała się wraz z upływem lat, bo im starsze były, tym lepiej się rozumiały. Najważniejsze jednak było to, że obie działały w imię dobra miasteczka i mieszkańców. Heart robiła swoje, zawsze sumiennie, w żaden sposób nie dając się skusić obietnicom czy układom, które być może byłyby dla niej opłacalne, gdyby nie podejście Baldwiny do tego, co już miała. Ostatecznie nie dbała o nic, jak tylko o bezpieczeństwo, ciepły kąt i pełny żołądek.
    — Zapukałam, ale drzwi były nieco uchylone — odparła, choć nie po to, żeby się tłumaczyć. Mówiąc to, być może chciała dać Lilith jasny sygnał, że to ona powinna bardziej dbać o takie niuanse. Nie chodziło nawet o to, co ktoś mógł tutaj zobaczyć, a o to, że demony bywały przewrotne, a w azylu raczej nie trudno o wypadek magiczny lub niemagiczny.
    — Nie chciałam przychodzić z pustą ręką — odpowiedziała. Wzięła ten zwyczaj jeszcze z czasów, gdy chodziła do namiotów innych osób z grupy cyrkowej; wtedy dobrze widziany był drobny upominek, co miało być dowodem sympatii.
    — Gdybym otworzyła cukiernię, nie miałabym czasu piec ulubionych ciasteczek, bo musiałabym dostosować się do innych — wytknęła, jakby naprawdę rozważała ten pomysł. Baldwina jednak przejęła stanowisko inspektorki ds. run, bo było to zajęcie, które pozwalało jej być blisko mieszkańców; nawet jeśli większość osób trzymała w sobie urazę do run i działań Heart, to Baldwina ochoczo przyglądała się, jak nowo przybyły szuka sobie miejsca w azylu, a ostatecznie staje się częścią miasteczka. Lub nie. W końcu zdarzało się, że ktoś nie umiał się dopasować lub ewidentnie próbował walczyć z systemem, który nie lubił łamania zasad.
    Była niższa od Lilith, drobniejsza; demonica wyglądała jak pokusa, jak chodzący grzech, była idealna w tym, co sobą prezentowała. Baldwina przy niej wyróżniała się jedynie niskim wzrostem i białymi włosami, bo z całą pewnością Lilith kradła każdą przestrzeń.
    — Myślę, że twoje hobby może być nieco problematyczne dla Rady — oznajmiła, ale nie miała zamiaru się wtrącać. Lilith była funkcjonariuszką, zapewne zdawała sobie sprawę z tego, że igra z panującymi w miasteczku zasadami. — Poprawię twoje runy, ale doskonale wiesz, że będę musiała to wszystko opisać w raporcie, z uwzględnieniem tego, że zostały one naruszone przez magię noszącego.
    Lilith nie powinna być zdziwiona. Baldwina była w swoim obowiązkach perfekcyjna aż do porzygania. I właśnie dlatego zdarzało się, że dla niektórych stawała się niewygodna. Urzędniczka, która się nie łamie, która zawsze sprawdza wszystko co najmniej sześć razy – to nie pozwalało dokonywać przewrotów.
    — Dopóki nie robisz czegoś, co może zagrozić naszej pracy czy miasteczku, nie mam zamiaru się wtrącać. Obie znamy swoje obowiązki, wierzę, że jesteś w stanie kontrolować to, co tutaj robisz — odpowiedziała. Nie przeszkadzała jej bliskość Lilith, była do tego przyzwyczajona, bo demonica zazwyczaj w ten sposób wchodziła w jej przestrzeń.
    Nie mogła jednak spojrzeć w jej oczy. To było dla Baldwiny zbyt intymne, dlatego, nawet jeśli Lilith tak się wydawało, spojrzenie Heart jej umykało – urzędniczka prawie nigdy nie nawiązywała kontaktu wzrokowego, ale siedząc tak blisko, Lilith mogła zauważyć, że oczy Baldwiny delikatnie pulsują, tańcząc swój cichy taniec. Nie było to jednak coś, co zaburzało widzenie; kościeja nie doświadczyła symptomów albinizmu, które mogłyby utrudniać jej życie, były raczej urozmaiceniem jej osoby.
    Delikatnie złapała jej nadgarstek i odsunęła smukłe palce od swojej twarzy. Nie zrobiła tego gwałtownie czy chaotycznie, raczej miękko.

    Baldwina Heart

    OdpowiedzUsuń
  12. Czuła na sobie spojrzenia, a obecność demonów sprawiała, że wrażenie pełzania po włosach, po skórze i ubraniach czegoś nieczystego się nasilało. Przez jedno uderzenie serca pożałowała przyjścia, ale... potem to minęło. Nie czuła się swobodnie, nie była u siebie, nie utożsamiała się z tymi stworzeniami, ale miała cel i to ją sprowadzało.
    Ruszyła za ślicznym sukkubem, a jej spojrzenie, choć pełne rezerwy uciekało do uwodzicielskim, idealnych wręcz kształtów ciała, do nieskazitelnie ułożonej fryzury i miękkości w ruchach. To wszystko było jej poniekąd znajome, widywało to u siebie w lustrze, ale też nie do końca aż tak. Noor stanęła w drzwiach, czując pod skórą mieszankę niepokoju i ciekawości. Wyczuła szałwię, a gdy drzwi za nią trzasnęły, aż lekko podskoczyła, wbijając spojrzenie w kobietę. Przyglądała się Lilith, odwiecznej pani mroku i czuła, jak jej własne demoniczne instynkty wyczuwają coś więcej, coś nieuchwytnego, co można nazwać zarówno siłą, jak i zagrożeniem. Coś ciężkiego przewróciło jej się pod sercem, a oddech zaczął drażnić krtań. To nie był niepokój, to... coś się w niej budziło.
    - Nie przyszłam po lekcje - odparła cicho, próbując ukryć drżenie głosu. - Szukam odpowiedzi. Coś się dzieje ze mną, ja... jestem rozdarta. Czuję to… jakbym nieustannie traciła coś ważnego. Chcę wiedzieć, kim jestem, chce wiedzieć, czy ty to wiesz - powiedziała wprost.
    Czuła, jak serce jej bije szybko i niespokojnie. Obecność Lilith i świadomość, jak potężną jest istotą ją przytłaczała i onieśmielała. Zbliżyła się nieco, choć wciąż niepewnie, i usiadła na kanapie, próbując opanować emocje, które wirowały w niej coraz szybciej i szybciej, aż dziewczyna czuła, że odrobinę kręci jej się w głowie.
    - Jesteś matką demonów musisz znać mojego ojca. Kim on jest? I kim ja jestem przez to? - dociekała, naciskała i nieustępliwie wwiercała jasne, piekielnie żółto-zielone oczy w bladą twarz Lilith.

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  13. Zadrżała, wyraźne, mocno, tak że żadne starania nie ukryłyby tego, jak reaguje na Lilith. Przyszła po odpowiedzi nie gierki, targana wewnętrznym chaosem, szukała spokoju. Wierzyła, że Lilith, która wie wszystko o demonach i istotach mroku, odpowie i pozwoli jej się wyciszyć... Nie wzięła pod uwagi przewrotności losu i tego, że sama Lilith jako matka demonów, również jest jednym z nich. Więc układy z nią zawsze wiązały się z ryzykiem. Więc ostatnie czego mogła chcieć, to dać gotowe odpowiedzi po usłyszeniu żądania, pytania, lub zwykłego ludzkiego "proszę".
    Zacisnęła drobne, szczupłe palce na materiale jeansów przy kolanach i gdy poczuła na twarzy dłonie kobiety, szarpnęła głową, uciekając od jej dotyku. Bała się, to było już oczywiste i nie zdradzało jej tylko zachowanie, a kołatające w galopie serce, zagryzane co chwila wargi, niepewne spojrzenia zerkające ku drzwiom. Noor nie umiała tego ukryć, a może nie chciała... Pozory były jej tarczą, budowała z nich wysokie i grube mury wokół siebie, ale nie była aż tak głupia i bezczelna, by igrać na nosie istocie jak Lilith.
    - Nie jestem demonem! - oznajmiła głośno, twardo i surowo. - Nie jestem tylko demonem - dodała z naciskiem, uparcie, bo nie chciała aby cokolwiek definiowało ją w ten płytki i błahy sposób.
    Lilith miała rację. Noor negowała swoją naturę, odrzucała jednak zarówno mrok jak i smugi światła wdzierające się w jej serce. Chciała być tym wszystkim na raz, co otrzymała i dzięki czemu się narodziła. Nie opowiadając się za jedną z stron, bo tworzyły ją i dopełniały obydwie. Balansowanie na krawędzi i poszukiwanie równowagi było trudne, ale nie niemożliwe i gdy znajdowała balans, gdy wyciszała chaotyczne rwące pragnienia w sobie i pozwalała nadejść fali łagodności i dobroci, wtedy przychodziły też te najsłodsze chwile. Nie wiedziała, czy to z winy jej matki, czy to przez krew ojca, ale czuła świat zbyt mocno, gubiła się i sama sprowadzała zgubę. Możliwe że to przez to, że nikt nigdy jej nie pokazał czym jest i co potrafi, jak może samą siebie okiełznać i jak panować nad sobą... ale teraz to nie było najważniejsze, bo runy chroniły i ją i tych wokół niej i dzięki temu azyl był dla niej najlepszym możliwym miejscem do życia. Od Lilith potrzebowała tylko odpowiedzi, czy to uczucie rozrywania kiedyś minie i skąd się wzięło. I kim jest jej ojciec, chciała go poznać.
    Zimna obręcz zacisnęła się wokół niej, gdy spojrzenie Lilith się zmieniło w ostre, zimne, takie które może przebić ją i unicestwić pod wpływem kaprysu. Pod powiekami coś jej drgnęło, poczuła pod skórą silne pełzanie i odetchnęła płytko, szybko, czując że znów powietrze jest zbyt ciężkie, nieprzyjemne. Była demonem tylko w połowie, a więc w połowie człowiekiem po matce czarownicy i wszystko to, co demon mógł wyrządzić człowiekowi, działało również i na nią. Poczuła, jak serce jej bije coraz szybciej. Czy Lilith naprawdę wie wszystko? Czy zna ją lepiej, niż ona sama siebie? Czy naprawdę byłaby sprowadzić jej ojca i zamknąć wszystkie pytania do wschodu słońca? Próbowała zebrać myśli, ale słowa zamarły na jej języku. Nie padła żadna odpowiedź, bo wiedziała, że układ oznacza nieczystą grę... A ona nie wiedziała, jak wiele może i chce oddać, szczególnie teraz, gdy w jej życiu pojawiło się wiele przewrotów.
    - Więc zamykasz to w układ, jakich wiele... - wyszeptała w końcu, starając się zachować spokój, choć w głosie czuła drżenie, pulsowanie i zaczął ja na domiar złego boleć brzuch. - Nie jestem tu, by się z tobą kłócić, przekonywać ciebie czy samą siebie, ani błagać, ale też nie zamierzam dać ci niczego, na co nie jestem gotowa. Ale jeśli naprawdę byłabyś gotowa pomóc mi odnaleźć ojca, to może… powiedz czego chcesz, a ja zdecyduję, czy mogę ci to dać - powiedziała niepewnie. - Wiem, że potrafisz to zrobić, wiem że podlega ci każda istota z otchłani i jednym skinieniem sprowadzisz odpowiedniego demona - mruknęła jeszcze, jakby urażona, że Lilith traktuje ją jak idiotkę. Nie mogła z nią zadzierać, ale nie kryła swojego niezadowolenia z przebiegu spotkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Dla Noor nic nie było czarno-białe, ona sama lawirując pomiędzy sprzecznymi światami, wiedziała doskonale że w każdym mroku i zgniliźnie można odnaleźć barwy światła i w każdym najbardziej nasłonecznionym miejscu czai się cień. Demony miały paskudną opinię i rzekomo to, czego pragnęły najmocniej to ludzka dusza... a ona nie chciała się z swoją rozstawać, choć nie była pewna, czy w ogóle jako pół-demon taką ma.
      Czuła niepokój, to aż drgało jej pod skórą, łaskotało między kręgami i wiedziała, że sama obecność Lilith ma na nia tak silny wpływ. Czy jako pół-demon podlegała jej w jakimś stopniu? Czy Lilith mogła ją gdzieś sprowadzić, albo unicestwić? Nie wiedziała i chyba wiedzieć nie chciała.
      - Jeśli pozwolę sobie być demonem stracę część siebie i nie będę sobą w pełni - dodała, jakby chcąc aby kobieta ją zrozumiała, aby pojęła czemu tak zażarcie się opiera i walczy o to, by pozostać mieszańcem, by nie ulegać żadnej z sił do końca. Przecież taka była od zawsze, to ją stworzyło i taka się narodziła. Taka gotowa była też umrzeć, bo świat choć trudny i bolesny, potrafił też zachwycać. Nic nie było czarno-białe.


      Wystraszona, ale wciąż dzielna Noor

      Usuń
  14. Baldwina znała różną magię, skomplikowane rytuały i obrzędy. Była kościeją i swego czasu potrafiła rzucać dość upiorne klątwy, które mogły ciągnąć się przez pokolenia – umiała też je ściągać, co zresztą wykorzystywała, gdy ktoś przychodził do niej po pomoc. Wtedy zajmowała się dokładnie tym, żyjąc głęboko w lesie, przemierzając hektary boru, który był jej domem. Teraz jednak, mając ograniczone moce, była raczej dość niegroźna, choć pewnie gdyby się postarała, umiałaby rzucić jakimś urokiem, raczej nie śmiertelnym, ale uporczywym.
    Nie zamierzała więc wypytywać Lilith, co dokładnie robiła, bo tego typu sprawy bywały dość delikatne. Nikt raczej otwarcie nie mówił o swoich rytuałach, co nie powinno być zaskakujące. Baldwina jednak bardziej zainteresowała się samym czynem, a nie jego celem – jeśli Lilith próbowała czegoś, co mogło zagrozić miasteczku, Baldwina miała obowiązek zgłosić to wyżej. I to niezależnie od tego, czy darzyła demonicę sympatią, czy też nie.
    Pozwoliła Lilith mówić, a ostatecznie kiwnęła lekko głową. Baldwina nie rozumiała za bardzo gonienia za poszukiwaniem większej mocy. W miasteczku trzeba było nosić runy ograniczające, więc i tak nie dało się wykorzystać pełnego potencjału rozwijanych darów. Co więc miał zmienić rytuał? Może chodziło o władzę? Heart wiedziała, że najgorzej radziły sobie tutaj byty, które określały siebie poprzez swoją naturę i umiejętności, ostatecznie, gdy te zostawały ograniczone, budziło to bunt i poczucie krzywdy. Lilith zapewne wcale nie cierpiała z tego powodu, ale jej naginanie zasad było czymś, co Baldwina mogłaby nazwać szukaniem pęknięć w idealnej strukturze miasteczka.
    Nie skomentowała jej dalszych słów i sugestywnego uśmiechu. Wiedziała, że Lilith ma taką naturę, ale Heart nie kręciły jednorazowe przygody – i to nie tak, że nie odczuwała pożądania. Po prostu, kiedy miała kontrolę nad tym, co je, jak się ubiera czy porusza, chciała wybierać sobie partnerów, a nie uginać się pod ciężarem kogoś, kto miał dość władzy, aby móc ją do czegoś zmusić. Nie lubiła więc gierek, w które bawiła się Lilith. Bardziej ceniła ją jako przyjaciółkę, a nie pokusę.
    — Aktualnie cieszę się z tego, że mogę piec i jeść tyle słodkich rzeczy, ile zapragnę — odparła. Baldwina nie potrzebowała wielu rzeczy, aby czuć się szczęśliwa, bo jeśli pełen żołądek i ciepły kąt były definicją owego szczęścia, to Heart właśnie to czuła. Nie musiała być przy tym samolubna ani ignorować potrzeb innych; nie była demonem ani bytem, który radowałby się nieszczęściem innych. Była po prostu kościeją.
    — Nie piję — odpowiedziała. Heart rzadko piła alkohol, preferowała raczej kawę lub herbatę. Nie lubiła smaku alkoholu, odkąd, dawno, dawno temu, została zmuszona do wypicia cierpkiego trunku, który sprawił, że przez moment świat wydawał się dość znośnym miejscem, mimo że wtedy stała się marionetką w obcych rękach.
    Spojrzała w stronę demonicy, dostrzegając jej zachwianie. Zaraz potem w ręce Lilith pękła szklanka, szkło skaleczyło jej dłoń, a za jej plecami pojawiły się skrzydła. Baldwina nie odezwała się – patrzyła po prostu, jak kobieta sięga po ręcznik. Nie zapytała o to ani nie dopytała, czy wszystko w porządku. Lilith nie była kimś, kto chciałby o tym rozmawiać. Poza tym raczej nie oczekiwała wsparcia ani współczucia.
    — Czy ostatnio były jakieś problemy? — spytała, mówiąc o pracy. Zazwyczaj rozmawiały właśnie o tym, czasem zahaczając o inne tematy. Baldwina jednak nie naciskała ani nie próbowała wyciągać z Lilith informacji. Wierzyła w to, że demonica opowie jej więcej o sobie i piekle, gdy będzie tego chciała – i to w odpowiednim dla siebie momencie.

    Baldwina Heart

    OdpowiedzUsuń
  15. Zdaniem Noor nie zawdzięczała Lilith nic, a mrok jaki w sobie niosła podarował jej ojciec, nie mogąc zapanować nad rozporkiem i angażując się w romans z młodą czarownicą, którą potem porzucił jej własny sabat. Wiedziała że kobieta jest potęgą nocy sama w sobie, ale nie czuła się fizycznie z nią w żaden sposób związana. Może poniekąd dlatego, bo ona nigdy nie miała rodziny, którą czuje, która otacza opieką, która dba. A moze to dlatego, bo tak negowała swoją demoniczną naturę i uciekała od tego, co wzywało ją za każdym razem głośniej, gdy zapadał zmrok.
    Wciągnęła powietrze przez zęby, sycząc przy tym cicho, gdy długie, silne palce oplotły jej nadgarstek. Odruchowo chciała się wyrwać, ale ta siła trzymała ją ciasno i nie sięgała tylko skóry, ciała, czy kości, brnęła głębiej przez tkanki do jej rdzenia. Lilith mogła zrobić z nią wszystko.
    - Prędzej odrzucę ciebie i mrok, którym się szczycisz - mruknęła, pozostając w bezruchu, by nie narażać się na ból tego żelaznego dotyku. - Jesteś przesiąknięta tym, co jest na jednym, skrajnym biegunie, nie masz pojęcia jak szeroki jest świat - wycedziła, nie z złością, nie z współczuciem, ale pewnością, że jej słabość, dla niektórych jest przewagą, jakiej nigdy nie dotkną.
    Lilith była matką demonów, stworzyła piekło jako swoje królestwo, w nędzy, w gniewie, zbrodni i bezkresnej rozpaczy budując imperium. A jednak trafiła do azylu, była związana runami jak każdy. Była jak każdy. Noor mogła czuć miłość, współczucie, pomagać i cieszyć się z cudzych postępów... mogła czuć to, co dla LIlith jej nieosiągalne. Ta myśl uderzyła w nią gwałtownie, aż drgnęła.
    - Nieważne, którą stronę wybiorę , ta druga zawsze będzie się upominała i rozrywała mnie do końca... - powtórzyła. - A jesli wybiorę drugą stronę? Nie proszę cię o nawrócenie, bo nie szukam swojej drogi przy tobie, chcę dowiedzieć się czegoś o ojcu - powiedziała jeszcze raz, ale głos jej zadrżał. Wahała się. Bała nieustannie i czuła że wsiąka to w nią jak coś zimnego, mokrego, obrzydliwego i kieruje się coraz bliżej serca.
    - Puść! - zażądała i zniecierpliwiona próbowała się wyrwać. Raz, potem drugi, a ręka w żelaznym chwycie bolała ją coraz mocniej. I w końcu Noor pochyliła się do Lilith, objęła ją mocno i przytuliła do siebie, ukąłdaąc wolną rękę na jej odkrytym nagim skrawku pleców. - Proszę, Lilith... Spadłaś. Zostałaś odtrącona, wiem że rozumiesz mój ból... Proszę, puść mnie. I pomóż mi - odezwała się cicho, miękko, z pewną tęsknotą. Ale to nie za domem tęskniła, a za wolnością i spokojem. Za czymś, czego nigdy nie poznała, ale wiedziała, że jest i że na nią czeka.


    Noor 🖤

    OdpowiedzUsuń
  16. Baldwina uważała przyjaźń z Lilith za dość oczywistą – obie były w azylu bardzo długo, znały się i niejedno przeżyły w trakcie służby dla Rady. Ufała więc demonicy, że nie robiła nic, co mogłoby zagrozić miasteczku. Ta miała jednak sensualną, grzeszną naturę, której wcale się nie wstydziła, wręcz przeciwnie, wykorzystywała swój wdzięk i nie wstydziła się bycia kobietą – to sprawiało, że była niebezpieczna. Ostatecznie Baldwina w jakiś sposób lubiła obserwować funkcjonariuszkę nie tylko w trakcie pracy, ale i poza nią – wydawało jej się, że Lilith, niezależnie od tego, gdzie była, potrafiła oczarować każdego.
    — Tak, jest zdecydowanie spokojnej niż zazwyczaj — przyznała. Heart nie wiedziała, co mogła zapowiadać owa cisza, ale jeśli było to coś złego, zapewne przetrwają również i ten chaos. Nie pierwszy raz w azylu działoby się gorzej, choć większość incydentów była tuszowana. Nikt w końcu nie chciał, aby wśród mieszkańców szerzył się niepokój.
    — Nie jestem spięta — odparła, zerkając w stronę demonicy. Baldwina taka po prostu była, wyprostowana, z idealnie ułożonymi ramionami, nienaganną sylwetką. Nie czuła się jednak aż tak komfortowo w domu Lilith, aby faktycznie napić się czegoś mocniejszego. Poza tym, może niesłusznie, podejrzewała, że demonica skorzystałaby z okazji, gdyby zobaczyła, że alkohol zaszumiał jej w głowie.
    Gdy Lilith podała jej szklankę, Baldwina podziękowała krótko, ale nie napiła się. Teraz jednak mogła czymś zająć dłonie – przesuwała palcami po szkle, zahaczała paznokciami o krawędzie, rysowała wzory.
    — To całkiem proste, po prostu dobrze prowadzę dokumentację i robię niektóre rzeczy równolegle. Poza tym ściśle współpracuję z funkcjonariuszami porządkowymi, więc problemy z mieszkańcami, którzy nie chcą pojawić się w urzędzie, rozwiązujecie wy — powiedziała. Lilith była funkcjonariuszką i wiedziała, jak to wszystko działa; umiała też radzić sobie z delikwentami, którzy łamali zasady i jawnie ignorowali prośby o wstawienie się w Ratuszu.
    — W moim poprzednim życiu? — powtórzyła. Wbiła paznokieć w szkło, stuknęła w nie dwa razy i przesunęła po szklance palcem. — Chyba tak.
    Być może to owa skrupulatność sprawiła, że Baldwinie udało się przeżyć. Najpierw jako dziecko, później w lesie, a ostatecznie jako zabawka w rękach cyrku. Za każdym razem wszystko musiało być idealne – perfekcja niwelowała błędy, a więc ryzyko, że zostanie zabita czy złapana, malało. Teraz jednak, będąc kościeją, nie mogła umrzeć tak po prostu – owszem, dało się ją zranić, i to dotkliwie, ale rany szybko się goiły, choć ciało pamiętało; blizny i relikty po upadkach czy atakach były mniej lub bardziej widoczne. Baldwinie to jednak nie przeszkadzało.
    — Stworzyłaś sobie tutaj własne królestwo — stwierdziła, wzrokiem omiatając ściany. Dom, który należał do Lilith, był tylko jej i raczej nikt nie śmiałby tutaj bezczelnie wkroczyć. — Poza tym masz swoje demony przy sobie… Myślę, że właśnie tak miało być. Jesteś tutaj potrzebna, Lilith, nie tylko jako urzędniczka, ale jako ty. Po prostu ty. Twoja obecność zapewne pomaga innym podobnym do ciebie istotom. Dobrze wiesz, jak niektórym trudno jest zrozumieć zasady miasteczka i zaakceptować nową rzeczywistość. Rzadko mówimy o tym, że czasem bezpieczeństwo to nie tylko dom czy praca, ale także ktoś, kto może cię zrozumieć.
    Baldwina wiedziała, że niektórzy szukają tutaj osób, które były podobne lub takie same. Demony, wiedźmy, wampiry, duchy czy upiory – często chodziło o prostą przynależność.

    Baldwina Heart

    OdpowiedzUsuń