Wszystkie jesteśmy Lilith... Żadna z nas nie jest Ewą.
LILITH MORVETH
Została stworzona jak Adam, a jednak inaczej, nie z czystego pyłu a z brudu i błota, z materii cięższej i bardziej lepkiej. Była pierwszą i najpiękniejszą z kobiet. Ponoć później żadna z tych, które stąpały po Ziemii nie dorównała jej urodą. Od początku była jednak krnąbrna i miała olbrzymi apetyt seksualny. Była zbyt dzika by podporządkować się komukolwiek. Nie chciała być niżej w hierarchii, pragnęła wolności, nie mogła być posłuszną żoną i służebnicą mężczyzny.
Była pierwszą kobietą, która powiedziała głośne i wyraźne nie. Wypowiedziała zakazane imię Stwórcy, chcąc opuścić Eden i Adama. Powietrze uniosło ją w górę, a raj zniknął, zupełnie jakby nigdy do niego nie należała. Była błędem w boskim planie, a kara za jej występki przyszła natychmiast. Została przemieniona w pierwszego demona. Zaraz po tym z jej pleców zaczęły wyrastać ostrza, bolesne i obce, które z czasem przybrały kształt czarnych skrzydeł. Uczyła się ich przez lata; kontroli, lotu i bólu, który w pewnym momencie przestał mieć znaczenie.
Odnalazła schronienie przy brzegu Morza Czerwonego, które było przeklęte i zamieszkiwały je Cienie. Tam, wśród istot pozbawionych światła, stworzyła pierwsze podwaliny piekła. Wraz z pojawieniem się w raju Ewy, poczuła kolejne pęknięcie. Spadła na nią kolejna kara; wszystkie jej dzieci miały rodzić się martwe lub przeklęte. Tak też stała się królową-matką dla demonów, sukkubów, inkubów, oraz innych bestii, które oddychały grzechem. Seksualność, spotęgowana do granic możliwości, stała się jej siłą, jak i przekleństwem.
W legendach przedstawiano ją jako pięknego, skrzydlatego demona o długich, czarnych włosach. Istniały przestrogi, które wymownie świadczyły o niebezpieczeństwie, które mogła spowodować: Żaden mężczyzna nie może samotnie spać w domu; ktokolwiek śpi w domu sam, ten niechybnie dostanie się w sidła Lilith. Wraz ze swym demonicznym potomstwem, które spłodziła z Cieniami, a potem z Szatanem; jej drugim mężem, siała strach nocą, stając się tematem plotek, ostrzeżeń i legend. Wśród jej dzieci znaczącą rolę pełniły sukuby, czyli żeńskie demony pożądania oraz inkuby, które były ich męskimi odpowiednikami. Za ich sprawą marzenia senne ludzi stawały się lubieżną jawą, aby nad świtem przynieść im jarzmo wstydu. Pożądanie prowadziło do stosunku, a ten do przejęcia życiowej esencji, która stanowiła pokarm dla sukubów, inkubów oraz niej samej.
Gdzieś w odmętach, tuż za Morzem Czerwonym, głęboko pod ziemią powstało piekło. Tam gdzie woda wyschła i ustępowała miejsca ogniu, gdzie żar tryskał w twarz. Z każdym kolejnym rokiem piekło rozrastało się, nabierało nowych struktur a władzę nad nim dzierżyła Lilith wraz ze swoim mężem. Kroczyła obok niego niczym równa, razem dzierżyli władzę nad swoim królestwem. Ich poddani tonęli w mroku i bólu. Ona — królowa nocy i pożądania, on — pan chaosu i upadku. Razem stworzyli początek z grzechu i zatracili się w ciemności. Nic jednak nie trwa wiecznie, prawda? Tak jak kiedyś opuściła Adama, tak samo postąpiła z kolejnym mężem. Jej motywy nie były do końca znane. Nie wiadomo, czy Azyl jest miejscem w którym ukrywa się przed Szatanem, czy może po prostu znudziło ją życie w piekle i mąż. Wszelkie tajemnice trzyma na dnie swojego czarnego serca.
Pojawiła się wraz z początkiem świata — Matka Demonów — Władczyni Piekła, była żona Szatana — Symbol feminizmu, kobiecej niezależności i siły — Pociągająca, lubieżna i zwodnicza — Czarne skrzydła złożone ze sztyletów, zamiast z piór — Jej tęczówki zmieniają kolor pod wpływem emocji — Prawa ręka Belli Strobe, funkcjonariuszka z najdłuższym stażem — Jedna z pierwszych mieszkanek miasteczka — Zamieszkuje dom na wzgórzu, w którym dzieją się dziwne rzeczy.
Cześć! Ostatnio mam za dużo pomysłów na postacie, stąd też powstała Lilith. Wizerunku użyczyła jej Eva Green, a cytaty to Szekspir i Graham Masterton. Szukamy naszej nemezis, czyli Ewki. Oddamy też w czułe rączki dwóch byłych mężów. Jeden nie do końca były, bo demonica zostawiła go bez słowa, dodatkowo zostawiając mu Piekło na głowie (a tam przecież jest tyle roboty...) Jesteśmy chętne na wszystko, im bardziej pokręcone, tym lepiej! Lubię jak się dużo dzieje, a relacje pomiędzy postaciami są głębokie i wielowarstwowe. Zapraszam wszystkie zbłąkane duszyczki! Znajdziecie mnie również tutaj: srebrnakrolowa@gmail.com

[Chyba lubisz silne i niebezpieczne kobiety :P Witaj z drugą postacią - tutaj z tą raczej nikt nie chciałby zadzierać! Jest silna, seksowna, nieposkromiona! Czekam, aż namiesza w okolicy! :)
OdpowiedzUsuńNoor, może i by u niej szukała zrozumienia swojej demonicznej natury, ale... może tez by się wystraszyła xD Baw się dobrze z tą krnąbrną panią! ]
Noor
[Lilith wyszła naprawdę świetnie. Idealna w swoich niedoskonałościach, które są jej zaletami :> I gify ukryte w karcie dopełniają ten obrazek! HOOT
OdpowiedzUsuńNo i, oby znalazła się Ewa i mężusiowie. Od siebie życzę duuużo, dużo weny i samych wciągających wątków <3]
Baldwina Heart & Anastasius von Weiss
[No ja nie wiem, czy mieszkańcy Azylu, szczególnie panowie, są bezpieczni z taką osóbką na pokładzie :>
OdpowiedzUsuńCześć i czołem, cieszę się, że wena dopisuje i zjawiłaś się u nas z drugą postacią! Zgadzam się z Sol - podobnie jak ona widzę, że masz ulubiony typ postaci i dlatego coś mi się widzi, że w Azylu będzie się działo! :>
Baw się dobrze także z Lilith, ale może mimo wszystko nie za dobrze, hm...? ;)]
LEVI ACKERMANN 🐈⬛
[Słonko, odezwę się na @ :)]
OdpowiedzUsuńNoor
[Hej. Dziękuję za przywitanie mojego łysego sierściucha! Odezwę się na maila, bo ciężko byłoby oprzeć się połączeniu dwójki piekielników.
OdpowiedzUsuńAleż hot gify. Pasują idealnie! Lilith zdaje się być perfekcyjną Lilith ;3]
Grimm
Szepty mieszkańców na temat pozornego bezpieczeństwa Last Salvation spływały jak rdza. Mówili o murach, o kontroli i porządku, który miał chronić ich przed światem. Buntowali się przed stawianiem ograniczeń i runami, które miały zabierać ich sedno, jakby ktoś wyrywał z nich coś żywego i zamykał głęboko w płonącym gnieździe. Grimm słuchał tego z obojętnością, której nauczył się dawno temu. W piekle też były granice. Też były ścieżki, którymi wolno było kroczyć i takie, którymi smagano spopielone plecy na znak zapomnienia. Różnica była prosta, tam nikt nie udawał schronienia. Tam rozkazy dudniły w kościach, tutaj lśniły podle zgodnie z życzeniem władzy.
OdpowiedzUsuńProblemy Azylu zdawały się być jedynie drzazgą płonącego stosu. Drobne pęknięcia w ludzkich murach, które i tak miały się rozpaść. Pachniały strachem przebranym za troskę i ciszę zbyt czystą, by mogła być prawdziwa.
System był dla niego obcy. Miasto – jeszcze bardziej, choć po latach nauczył się warować przy jego nodze. Nie Azyl wzbudzał jego niepokój, a drżenie własnych stóp, jakby w kościach wciąż dudnił bieg, który nie odnajdywał końca.
Najczęściej nocą, gdy krążył przy cmentarnych murach i ocierał plecami o chropowate, chłodne pnie drzew. Z wytężonym wzrokiem, niemal do granic, rozmywał przed sobą połacie wartkich, pędzących wspomnień i nasłuchiwał kroków cieni, które nie należały ani do miasta, ani do warczącego w nim piekła.
Noc oddychała nierówno. Łakoma, giętka. Wiatr ucichł, jakby ktoś przycisnął go dłonią do ziemi. Drżenie wróciło tym samym, znajomym impulsem. Grimm zatrzymał się, a jego barki napięły się nim jeszcze pojawił się zapach.
Jego cień przybrał piekielną formę. Nie było twarzy, gniewu. Kipiał instynkt.
Rozlał się pod skórą jak gorzki dym, kiedy coś przecięło przestrzeń zbyt blisko jego karku. Ogar nie widział ruchu, ale poczuł go w ścięgnach i nagłym szarpnięciu, które wyrwało go z równowagi. Ziemia cofnęła się o pół kroku, a świat zwinął się do kilku pulsów. Ciepło krwi, szorstkość kamienia i echo kroków, rozpływających się jeszcze zanim zdążyły nabrać kształtu.
Powietrze wyrywało się z płuc sykiem, ginącym w wilgotnej ciszy cmentarza. Grimm cofał się o krok, potem o drugi, ale cień nie odpuszczał. Ciężar uderzeń był równy, metodyczny, jakby ktoś sprawdzał, jak wygląda kraniec jego wytrzymałości. A on, popędzany piekielnym żarem spychał obcy cień niebezpiecznie blisko jego własnej granicy.
Świat chwiał się pod nim, ale ogar nie padł. Szarpnął się w bok, barkiem roztrącając powietrze. Instynkt warczał, by gryźć, rozszarpać, lecz coś głębiej kazało wycofać się mimo narastającego gniewu. Nie ucieczka. Przetrwanie.
Grimm ruszył w popłochu, choć jego kroki wyglądały jak zwykłe potknięcia. Klatka piersiowa zapadała się głęboko w rytmie, który pamiętał z innych, głębszych tafli wspomnień. Nie szukał drogi. Ciało prowadziło go samo, skręcając tam, gdzie powietrze stawało się cieńsze, słodsze i niepokojąco znajome.
Dom wyrósł jak pal. Pozostawiając za sobą strugi parującej krwi, ledwie wciągnął się po stromych schodach. Łapy ślizgały się na kamieniu, a pazury zgrzytały z niemym piskiem. Oddech rwał się krótkimi szarpnięciami, jakby coś próbowało wyrwać mu płuca spod palących żeber.
Zatrzymał się tuż pod progiem.
Nos uderzył w drewno. Wciągnął zapach zachłannie. Ciepło, echo i coś równie przyległego, co własne blizny pod szorstkim futrem.
Krtań ogara zadrżała, a z pyska wyrwało się wycie, niskie i zadarte. Przetoczyło się po murach, zawisło ciężko ponad ziemią.
Oparł bok o framugę, osuwając się powoli. Futro nasiąkało krwią, a ogon drgnął krótko, nerwowo, jakby szukał równowagi. Z gardła wydobyło się kolejne, krótsze skomlenie — głuche, przytłumione i niosące w sobie coś równie starego, co znajomego.
Łeb opadł na próg, a oddech zwolnił tylko na tyle, by nie zgasnąć całkowicie. Jego uszy drżały przy każdym szmerze, lecz ciało nie miało już siły ruszyć dalej. Instynkt kazał zostać. Czekać. Warować, jak kiedyś, zanim piekło nauczyło go pogoni.
Tkwił pod drzwiami jak cień, który pamięta drogę, choć zapomniał imienia.
Grimm