nagłówek

29.01.2026

[KP] Living past your half-life


𝒜nastasius von Weiss

138 lat (ur. 31.10) ——— lisz; przez swoją trupią aurę wzbudza niepokój, czasem strach, może przez krótki czas kontrolować duchy i używać magii, aby dopomóc sobie w domowych obowiązkach ——— mag nekromanta, z wykształcenia lekarz ——— w azylu dozorca cmentarza, grabarz; zajmuje się też przygotowaniem ciał do ostatniego pożegnania i organizacją pogrzebów ——— przez dwadzieścia lat w azylu dorobił się własnego, małego domu przy lesie, który ma charakterystyczny czerwony dach; obok domu Anastasius postawił szklarnię, w której hoduje kwiaty i zioła ——— ma naturę naukowca, więc część jego domu zajmują książki i notatki; często też szkicuje ——— wciąż przyzwyczaja się do nowego ciała i zdecydowanie nie zamierza zrezygnować ze starej mody; zazwyczaj ubrany elegancko, nie rozstaje się ze swoim srebrnym zegarkiem kieszonkowym, który niegdyś należał do jego pradziadka ——— opiekun Oggy’ego ——— ofiara bezsennych nocy i koszmarów ——— fan popołudniowych herbatek i jabłecznika, najlepiej z lodami waniliowymi ——— ...


  𝖄𝖔𝖚 𝖒𝖎𝖌𝖍𝖙 𝖇𝖊 𝖙𝖍𝖊 𝖔𝖓𝖊 𝖙𝖔 𝖙𝖆𝖐𝖊 𝖆𝖜𝖆𝖞 𝖙𝖍𝖊 𝖕𝖆𝖎𝖓 
  𝕬𝖓𝖉 𝖑𝖊𝖙 𝖒𝖞 𝖒𝖎𝖓𝖉 𝖌𝖔 𝖖𝖚𝖎𝖊𝖙...

    𝒰rodził się w rodzinie, w której karano za słabość i nijakość. Ród Weissów od pokoleń zajmował się nekromancją i badał granicę życia i śmierci. Powiadano, że jeśli ktoś miałby zagrozić Bogu i jego wyrokom, to tylko ktoś z Weissów. Anastasius nauczył się więc, że jest warty tyle, ile jego dokonania. Ostatecznie przekraczanie kolejnych granic przychodziło mu coraz łatwiej, nawet jeśli gdzieś po drodze przestawał mniej czuć, a więcej żądać.

Jego ojciec, Friedrich, miał talent do magii i twardą rękę, matka, Anna, zawsze wydawała się dogorywającym, zwiędłym kwiatem, ściętym przez ręce męża i wsadzonym do brzydkiego, zakurzonego wazonu, a młodszy brat, Augustus, wciąż gonił za dobrym słowem, przekonany o tym, że jest w stanie zdobyć uznanie rodziców, jeśli tylko dokona czegoś wielkiego, niepowtarzalnego.

Anastasius został lekarzem, podobnie jak ojciec, dziadek, pradziadek, dość znanym zresztą i rozchwytywanym, ale nigdy nie marzył o sławie wśród małomiasteczkowych rodzin, dlatego, gdy nadeszła I wojna światowa, zgłosił się jako sanitariusz frontowy. W okopach po raz pierwszy zetknął się z masową, bezsensowną śmiercią i zrozumiał, że ludzkie ciało jest kruchym naczyniem wypełnionym krwią, które pęka zbyt łatwo.

Potem włóczył się po Europie, trafiając do miejsc dotkniętych epidemiami, biedą i konfliktami. Pracował w szpitalach polowych, zakładach psychiatrycznych, prosektoriach. Z czasem jego zainteresowania nabrały konkretny kształt, a Anastasius, zafascynowany śmiercią, zaczął eksperymentować.

II wojnę światową spędził w obozie, gdzie został zmuszony do pracy przy sekcjach zwłok i selekcjach. Grzebał w trzewiach nie tylko ludzkich, ale i istot paranormalnych, które ginęły z rąk oprawców. To wtedy, być może ze strachu o własne życie i duszę, zdecydował się przekroczyć ostateczną granicę i zyskać coś, co wielu nazwałoby nieśmiertelnością. Jakże mylnie!

Po wojnie Weiss zniknął. Przez kolejne lata żył jak cień, posługując się fałszywymi tożsamościami. Rytuał, który ostatecznie uczynił go liszem, nie był spektakularny – był bolesny i samotny, przeprowadzony w opuszczonym, zimnym kościele.

Rok później odważył się wrócić do domu, rodzinnej rezydencji, która, jak się okazało, spłonęła. Ojciec skończył z pękniętą czaszką, matce odcięto głowę, a brat został powieszony. To wtedy Anastasius przekroczył granicę jeszcze raz. Wziął ciało Augustusa, oczyścił je, pieczołowicie oddzielił skórę i mięśnie od kości, a potem zabrał szkielet ze sobą. Tak, z łaską bogini Mors, narodził się Oggy – jego najwierniejszy kompan, który nie stał się obrońcą ani strażnikiem, a nieco niezdarnym pomagierem, jego jedyną rodziną.

W azylu pojawił się dwadzieścia lat temu. W nowym ciele, które opętał, bo stare zostało zbyt dotkliwie zranione podczas ucieczki. To nie był pierwszy raz, gdy Anastasius to zrobił, a jednak tym razem było… inaczej. Młode ciało, stary umysł, stare przyzwyczajenia. Nie czuje już bólu w palcach, nie ma drżenia rąk ani zaników pamięci. I być może by się cieszył, gdyby nie to, że jego nowe ciało w ogóle do niego nie pasuje; tatuaże, kolczyki w dziwnych miejscach, za szerokie ramiona, za dużo mięśni. Trudno to wszystko ukryć pod gustowną koszulą i frakiem.

Obecnie zajmuje się cmentarzem, dba o groby i dusze, odprawia modły i pilnuje, żeby martwe pozostało martwe. Najczęściej to Oggy wykonuje brudną robotę – z podniesioną czaszką szoruje najpierw swoje kości, a potem kamienne płyty, sycząc przy tym przyjaźnie. Oggy’ego da się porównać do dziecka, które zafascynowane jest wszystkim wokół, nawet zwykłym kamieniem. Raczej nie da się z nim porozmawiać o skomplikowanych rzeczach, bo umie jedynie syczeć, harkać i chichotać, ale parzy idealną herbatę, całkiem nieźle szoruje buty i uwielbia guziki.

Anastasius ściśle współpracuje z Radą i chętnie dzieli się swoją wiedzą oraz obserwacjami. Po godzinach przyjmuje chorych, którzy nieco niepewnie do niego zaglądają, licząc, że lekarz, nawet jeśli nieco ekscentryczny i uznawany za wcielenie kostuchy, nieco im ulży – i faktycznie, Anastasius pomaga, choć, przez ograniczenie mocy, jest to raczej pomoc doraźna i każdorazowo taka wizyta kończy się poleceniem odwiedzenia tutejszej apteki. Po cichu dogląda też rannych po walkach, które są organizowane na Arenie, choć zdecydowanie nie dlatego, że jest tak dobry i empatyczyny. Z zafascynowaniem bada naturę wszelakich istot paranormalnych, ale to jego mały, brudny sekret, który zabierze ze sobą do grobu.


KILKA SŁÓW ODE MNIE: 
Anastasiusowi buźkę użyczył Ronnie Radke, w karcie przewijają się utwory Sleep Token i Falling In Reverse. Kreacja mojego lisza to przede wszystkim inspiracja Dragon Age, mitologią i miłością do dojrzałych bohaterów ze skomplikowaną historią. ♡ W karcie, gdy poklikacie, zobaczycie Oggy'ego i więcej hot Ronniego. :>
Lubię emocje i przemyślenia, retrospekcje i nieoczywiste konflikty. Pozwólcie mi się rozpisać o tym, jak bardzo Anastasius hejtuje dzisiejszą modę i jak „kiedyś to było, a teraz to nie ma”, a ukocham mocniutko.
Przyjmiemy właściwie wszystko, ale oficjalnie ostrzegam, że Anastasius bywa nieco szorstki i trochę nie za bardzo umie w kontakty międzyludzkie, mimo że ogólnie to dżentelmen i zapewne rzuciłby marynarkę w błoto, żeby panienka nie pobrudziła sobie bucików. Listy można słać na: ayliri.lunah@gmail.com. 

13 komentarzy:

  1. [Po pierwsze: hej – i tak, ten wizerunek jest obłędny.
    A po drugie, to nie byłabym sobą gdybym nie podglądała. Cała kreacja tego Pana wciągnęła mnie bez reszty i jest tak bardzo w moim stylu, że chyba zazdroszczę mu klimatu życia, haha. Piękna, gęsta karta.
    Bezsenne noce i koszmary uznajemy jako zaproszenie, a w połączeniu z jego zdolnością do kontroli duchów widzę tu przestrzeń na coś głębszego niż przelotne przecięcie ścieżek snu. Jestem otwarta na skomplikowańce!
    Asta lubi wszystko co straszne i nie do końca normalne... mogliby się dogadać ;>
    Życzę pięknych, mrocznych wątków i pysznych jabłek w jabłeczniku (najlepsze ciasto, wiadomo). Baw się wspaniale. I przede wszystkim - zapraszam do Asty, bo trudno mi tu przejść obojętnie.]

    Asta

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, fajnie że już jesteś :D
    Troszkę makabrycznie tak może mu się coś kilka razy w życiu przydarzyło... ale ogólnie kartę napisałaś w zaskakująco zgrabny sposób, jak na samotny, okrutny i wymagający los, jaki mu wymyśliłaś. Rodzina - szorstka i oceniająca, nie dająca ani okruszka ciepła. Doświadczenie - paskudnie obijające. No ale Oggy (poza tym jak i z kogo powstał) wydaje się takim uroczym stworzeniem, że marzy mi się, aby Noor darzyła go sympatią i dostawała serdeczne zadowolone syczenie na powitanie! Szczególnie w te bezsenne noce urozmaicone spacerami, gdzie nie wolno!
    Bije tu chłód i samotność i to tak strasznie, aż przełamie chyba oziębłość i pozory Noor, bo w niej mimo wszystko jakaś troska i dobro siedzi, choć się dziewczyna wstydzi przyznać. No nie można go takim pozostawić do końca świata przecież! <3 Trzeba się naprzykrzyć, trzeba osłodzić każdą bezdźwięczną noc i zimny wieczór. No nie ma rady, czuję, że los nas tu wzywa, hahaha!
    A już na serio, zbudowałaś tu kawał porządnej historii, smutnej, ciężkiej i pełnej pęknięć. Świetny klimat!]


    Na skraju ukrytego azylu, gdzie cienie tańczą z delikatnym szumem liści, Noor odwiedzała cichy cmentarz co kilka nocy, choć nie spoczywał tu nikt jej bliski. To miejsce pełne tajemniczych nagrobków i często staroświeckich inskrypcji, które opowiadały historie sprzed lat, koiło ją ciszą. Gdy bezsenność dokuczała jej znów zbyt mocno, gdy wychylona lampka wina nie pozwalała zasnąć, a napary zielne nie przynosiły wyciszenia, po prostu opuszczała mieszkanie i jeśli nie miała umówionych odbiorów zamówień w aptece po zmroku, szła tam, gdzie nikt jej nie gonił i nie szukał. Tam gdzie mogła odrobinę się odsłonić i świadkowie jej nie zdradzą, bo śmierć rzadko wybiera słowa. W tej mistycznej scenerii, mrok nocy splatał się z delikatnym światłem księżyca, powietrze pachniało inaczej, wiatr śpiewał ciszej, a ona wiedziała, że nic jej nie dosięgnie. To właśnie tutaj, gdzie tak bardzo nie pasowała, czuła się niebywale swobodnie i kroczyła bez pozorów - kobieta o słodkiej urodzie, pełna życia i światła, której obecność zdawała się walczyć z przeznaczeniem cmentarza.
    Noor była połączeniem dwóch światów i pogwałceniem natury, delikatna, niemal nieuchwytna, jakby wyrosła z samej magii, a jednocześnie nosiła w sobie coś mrocznego i nieuchwytnego. Jej skóra miała odcień ciepłego piasku, a jasne oczy błyszczały głębią, która zdawała się skrywać niewypowiedziane nigdy tajemnice. Była w połowie wiedźmą o łagodnym spojrzeniu i spokojnym uśmiechu, który koił nawet najdramatyczniejsze dusze, a w połowie istotą demoniczną, pełną zmysłowej siły i niebezpiecznego magnetyzmu. Ta sprzeczność przejawiała się w każdym jej ruchu i słowie. Z jednej strony były gesty delikatne, pełne szacunku, wyrażające starą mądrość w młodym ciele, a z drugiej pewne, pełne ukrytego napięcia i nieprzewidywalności. Jej aura tworzyła supeł sprzeczności i ci co znali ją dłużej mogli dostrzec, że to splątanie sięga głebiej i nie opuszcza jej nigdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W aptece była zorganizowana, precyzyjna, rzeczowa, nie pozwalając sobie na błąd, ani żadną miękkość. Tu była inna. Szła między nagrobkami, poprawiając z troską bukieciki zwiędniętych kwiatów i stawiając przewrócone znicze, jakby pragnęła przywrócić im choć odrobinę życia i pamięci. To działanie pełne czułości i empatii, nie pasowało do jej zimnego spokoju, jakby próbowała wynagrodzić samej sobie własne zagubienie w świecie, który nie do końca rozumiał jej naturę. Jakby dawała upust temu, co nieustannie w sobie więzi. Balansowała na cienkiej linii pomiędzy światłem a cieniem, szukając własnego miejsca w świecie i była już zmęczona.
      Jej lekkie, drobne kroki nie odbijały się echem po alejach, a tonęły jak melodia w szumie drzew. Jej obecność nie była natarciem, a ona nie czuła się jak intruz, choć wiedziała, że ten, który czuwa nad spokojem cmentarza, może mieć inne zdanie. Niespecjalnie, nieintencjonalnie, ale też wcale nieprzypadkowo zbliżała się do domu z czerwonym dachem i im była bliżej, tym częściej podnosiła głowę, pozwalając odbić księżyc zielonym tęczówkom na siarkową żółć, jakby ostrzegała, że jest z otchłani i cokolwiek znów chce jej powiedzieć, nie powinien przesadzać. Wcale się go nie bała.


      Noor

      Usuń
  3. [no w końcu cześć ;) Pan wyszedł interesujący i mroczny mający swój urok, szkoda braciszka, no ale jednak jest nieważne w jakiej formie. ;>
    Baw się dobrze i masy porywających wątków ;>]

    Hotarubi

    OdpowiedzUsuń
  4. [Motyw igrania ze śmiercią kusi. O tyle, że sama zastanawiałam się nad postacią bezpośrednią z nią związaną, ale ostatecznie wylądowałam z wiedźmuchą i też mi dobrze. :D
    A jeszcze mi lepiej, jak patrzę na to, jak ponosi Was tutaj fantazja! ♥
    Anastasius jest cudowny i szkoda, że jako lekarz z wykształcenia zajmuje się teraz grzebaniem ciał zmarłych, tak jakby... trochę nie po drodze, ale kto go wie, jak wcześniej się z nimi bawi. ;>
    Ty za to baw się tutaj dobrze, masy wątków, jeszcze więcej weny i jeśli znajdziesz chęci, pomysł, to zapraszam.]

    Rory Nielsen

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ktoś kto lubi herbatę i ciasto musi być ostatecznie słodki ;> Posłałam list z wywodem.]

    Asta

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej, dzień dobry!

    Udało Ci się wykreować kogoś z niesamowitym potencjałem oraz bagażem historycznym! Zdradzasz nam dużo więcej na samym początku, co oczywiście doceniam, choć mam wrażenie, że nadal wolałabym czytać na jego temat. Ciągle mi mało! :D

    Wpadłam na kilka pomysłów, aktualnie w gmailu zdradziłam ten wydaje mi się najciekawszy, aczkolwiek jeśli przyjdzie chęć oraz wena, to bardzo serdecznie zapraszam do pani von Lossow <3]

    Klementyna

    OdpowiedzUsuń
  7. [Jakiż on jest interesujący! Podoba mi się wykorzystanie toposu szalonego naukowca, kogoś takiego bardzo tutaj brakowało.
    Klikając w link kierujący do zdjęcia Oggy'ego, myślałam, że zobaczę pieska — spotkało mnie coś znacznie lepszego. XDD W Last Salvation dobrze mieć jakiegoś towarzysza, inaczej naprawdę można oszaleć.
    Mnie Anastasius bardzo się podoba, ale Morrigan zapewne unikałaby go jak ognia. Nie muszę chyba nawet za bardzo tłumaczyć, z jakiego powodu... Jeśli jest ochota na wspólne wymyślenie i napisanie jakiegoś wątku, to zapraszam! Tak czy siak, życzę Ci dużo zabawy i weny! <3]

    Morrigan

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochanka nocy, dryfująca gdzieś na granicy ludzkiego strachu i wyobraźni. Przygięta ku falom mroku, poruszała się miarowo, z lekkością niegodną cierpień. W ciszy, ledwie przerywanej krzykiem i szeptem, którego sama była źródłem, błądziła w poszukiwaniu przesmyku, który wyrzuci ją na brzeg. Tam, gdzie strach jeszcze nie nosił jej imienia, a myśli wciąż próbowały się bronić. W ucisku drżących ramion i spierzchniętych ust, ledwie majaczących w dusznej otchłani.
    Znała ten moment najlepiej, tę chwilę tuż przed snem, gdy człowiek był gotów oddać wszystko, by tylko przestać czuć.
    Nie była karą ani wybawieniem. Pojawiała się bez pytania, ale z czułością chwytała za bolączki i niepokoje, tlące się pod skórą. Nie do końca określona. Nie do końca potrzebna, choć często była odpowiedzią na coś, co zbyt długo pozostawało bez odpowiedzi.
    Nie potrzebowała zaproszenia. Wystarczało, że ktoś przestał wierzyć, że noc minie sama.
    Zawsze tam, gdzie noc była najczulsza. Tam była ona.
    Nocna mara.

    Asta miała swoje ulubione koszmary. Takie, w których strach nie uciekał, a wyobraźnia jeszcze próbowała negocjować z rzeczywistością. Sunęły po nagich, kościstych ramionach jak miękki woal. Przemijały tym szybciej, im gwałtowniej buzowała krew w jej zapadniętych żyłach.
    Gwałtowne i hałaśliwe dawały jej krótkie, ale wartkie nasycenie, zaś ciche i osiadające pod skórą kotwiczyły ją coraz mocniej w odmętach grząskich myśli.
    Fakt, że traktowała cudze koszmary jako niewinną metodę poznania, nie wymagał w jej mniemaniu żadnego usprawiedliwienia. Zmartwienia same w sobie były uchylonymi wrotami, w które wsuwała się zwykle zupełnie niepostrzeżenie, by rozpanoszyć się w cieniu i strachu, będących wytworem obcej wyobraźni. Wzniecanie za jej sprawą bolesnych wspomnień było przecież moralnie szare, kwestią był tylko punkt widzenia.
    Jego koszmary były na swój sposób wyjątkowe. Zaczytywała się w nich jak w wielotomowej powieści, powolnej, ciężkiej, spisywanej każdej nocy od nowa. Asta początkowo trzymała się z tyłu, ledwie majacząc w oparach stygnących ciał i lżejących ramion. Do czasu, aż bohater nie zhańbił jej bytu w sposób, którego nie mogła zignorować.
    Podążała więc coraz śmielej, przybierając coraz to nowe twarze, zrywając firany kolejnych majaczących na wietrze wspomnień. Tak jak i tej nocy.
    Wśród zimnych ciał i zapachu skrzepniętej krwi. Niewidoczna, choć jej rozmyte krawędzie drżały za sprawą obcego impulsu, który na krótką chwilę nadał jej kształt zbyt wyraźny, by wciąż mogła udawać, że jest tylko mrocznym zwierciadłem.
    Męska dłoń zacisnęła się znikąd na jej szyi, a ona, rozciągnięta, poddawała się gęstniejącym połaciom jego snu. Jęknęła z zaskoczenia, a jej blada twarz nakryła się rumieńcem. Dobrze wiedziała przecież, kto był bohaterem przerażających snów.
    – Spotkaliśmy się. I spotykamy się znów – mruknęła beznamiętnie, choć jej twarz, dziwnie ożywiona sytuacją, nakreśliła się wyraźniej wraz ze słodkim uśmiechem – I pewnie spotkamy się jeszcze wielokrotnie, bo koszmary nie są niczyją własnością.
    Gdy cofnął dłoń, nabrała metalicznego powietrza w płuca. Oparła się plecami o srebrny stół, na którym jeszcze przed momentem leżało jedno z powstałych ciał. Nie mogła się ich bać, bo nawet mając na nią apetyt, nie mogły zrobić jej niczego złego. Była przecież duchem. Niewinną, drobną dziewczyną o wielkich, czarnych oczach i lichej, brudnej od krwi sukience. Patrzyła na niego z zadartą głową, ale dumna i pełna charakterystycznej dla siebie, niepokojącej ciekawości.
    Czuła jednak, że mężczyzna panuje nad sytuacją bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wzrok był czujny, a jego obecność odciskała się na niej jak pełne świadomości piętno.
    Drobne dłonie sunęły po plamach zaschniętej krwi, a czujny wzrok przebiegał po twarzy mężczyzny. Dobrze ją znała, choć przez te wszystkie lata snów zmieniła się nie do poznania.
    – Zakłóciłam ci coś ważnego?

    Asta

    OdpowiedzUsuń
  9. W ciemności, którą zdawało się rozświetlać jedynie subtelne migotanie cienia i oddechu, Noor zatrzymała się na chwilę, jakby słysząc echa własnej duszy w głębi mrocznej przestrzeni. Jej spojrzenie, choć słodkie i bezczelnie urokliwe, skrywało coś więcej - tajemnicę, którą tylko ona znała, wyczuwalną jedynie dla tych, którzy potrafili słuchać szeptów nocy. Była mieszańcem, miała nieczystą krew i uważała to nie tylko za grzech natury, ale własną ułomność. Nie godziła się z tym, czym była i sprzeczność, w jakiej się miotała z roku na rok utrudniała jej egzystencję. Rozejrzała się wokół, ale nie dostrzegając innej żywej duszy, ruszyła dalej przed siebie, muskając mijane nagrobki z czułością. Wierzyła, że ci którzy byli chowani z godnością, za życia musieli mieć bliskich, dla których byli drodzy.
    Kiedy dotarła do azylu, mogła wreszcie odetchnąć. Tutaj odnalazła bezpieczeństwo i tylko tego szukała, nie oczekując niczego więcej i nie mając złudzeń, że otrzyma również spokój. Chciała się nie bać. Chciała móc oddychać bez lęku, że jej ciało jest przy tym zbyt głośne. Chciała móc w końcu zasnąć, bez zwracania uwagi i pilnowania, czy skierowana jest w stronę drzwi, na wszelki wypadek, by móc szybko uciekać, jak tylko dostrzeże lub wyczuje groźbę... Kiedy tu dotarła, szybko się odnalazła, dostosowując do narzuconych zasad, ale też budując własne granice.
    Dostrzegła go, gdy wyszedł z domu. Nie zatrzymała się, uśmiechnęła jedynie delikatnie, jakby w odpowiedzi na słowa tego uroczego powitania, a jej spojrzenie prześlizgnęło się po jego stroju i zatrzymało na kaszkiecie, który jak zawsze niebywale ją zdumiewał. Noor nie umiała zrozumieć, dlaczego nogi niosły ją tutaj w te najokrutniejsze noce, ale wiedziała, że nie przychodzi na cmentarz.
    choć była tak blisko, jakby zniknęła w cieniu, a jednocześnie była tuż obok, gotowa znowu się pojawić. Głos jej był miękki, lecz pełen ukrytej zmysłowości, jakby słowa wypowiadane z rozmysłem, by nie tylko informować, lecz i oczarować.
    - Czasem, to nie noc jest bezsenna, a ja sama, jak zjawa, która nie potrafi znaleźć spokoju - wyszeptała miękko, a jej słowa zabrzmiały jak delikatny szum wiatru, który pieści stare drzewa i niesie ze sobą sekrety zmarłych.
    Minęła go, nie przyjmując swetra i otarła się ramieniem o ramię, jakby chcąc go zaczepić i zachęcić, by podążał za nią równie ufny jej, jak ona swoim podszeptom. Nie szukała ucieczki, ani odpoczynku, nie chciała też obcować z mrokiem i tajemnicą. Tutaj po prostu czuła, że istnieje przestrzeń, która nawet w azylu mogła nazwać się niczyją. Miejsce, gdzie oddech nie boli, a myśli nie mąci żadna siła.
    Jej oczy lśniły jak dwa kryształy, które odbijały światło księżyca, i choć jej słowa były pełne słodyczy, to kryła się w nich zaczepna nuta. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, jakby dostrzegła coś, czego on nie mógł zobaczyć. Zatrzymała się dwa kroki za nim, przy domu i powoli obróciła w jego stronę, zaczesując luźny kosmyk z policzka w tył i jej ruch był płynny, pełen zmysłowej niewinności. W jej krwi płynęła siarka i ogień, nie musiał tego rozumieć i nie musiał nawet jej tego wybaczać, powinien za to przewidzieć, że Noor lubi chwytać się chwili.
    - Nie przychodzę tu co noc... Ale co noc pan o mnie myśli, prawda? - jej usta rozciągnęły się apetycznie, a plecy wyprostowały z tą myślą - Czy to przeze mnie nie może pan w nocy spać, panie von Weiss? - zapytała słodko, unosząc dłoń jeszcze raz, jakby chciała dotknąć jego twarzy, lecz zatrzymała się w powietrzu, pozostawiając go z uczuciem, że jest tylko chwilą w jej nieuchwytnej grze pozorów. Zatrzymała jasne spojrzenie nieruchomo w jego oczach i cofnęła się krok w tył z bezczelną pewnością, że wie, na jak wiele może sobie pozwolić. - Noc jest rzeczywiście chłodna, ale nie potrzebuję swetra. Zaprosi mnie pan na herbatę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Jej głos uciekał gdzieś na granicy szeptu i delikatnych dźwięków, jakby czarująca melodia, którą tylko wybrani mogą usłyszeć. I w tej chwili mężczyzna mógł poczuć jak nikła magia Noor oblepia jego umysł, rozbudzając ukryte pragnienia i tajemnice, które dotąd były uśpione. Pozostawała spokojna, grzeczna, czarująca, ale wsiąkała głębiej. Sięgała po wszystko, co pozwalał jej wyciągnąć. Runa, jaką wypalano jej pod żebrami ograniczała magię, ale nie zmieniała tego, kim jest.
      W tym ulotnym momencie, wydawało się, że przyszła specjalnie do niego, a wszystko co było, zanurzyło się w słodkim, lepkim mroku jej oddechu, który obiecywał więcej, niż można było zrozumieć i więcej, niż można było odważyć się wyśnić.

      Noor

      Usuń
  10. [Jest i nasz pan zarządcza cmentarza! Dobry wieczór, kłaniam się nisko! :D Przyznam szczerze, że opadła mi szczęka w momencie, kiedy przeczytałam o Oggy'm - nie tak wyobrażałam sobie kostka, którego opisałaś nam w mailach, a na pewno nie spodziewałam się, że będzie miał taką historią... Porażający plot twist :D
    I wiesz, co mi się jeszcze podoba? Ten kontrast pomiędzy Twoją osobowością - tą bijąca z maili - a Anastasiusem. Jesteście chyba jak yin i yang, co? :D
    Nie powinnam, naprawdę nie powinnam myśleć o wątkach, ale kiedy czytałam kartę, w mojej głowie zupełnie same zaczęły pojawiać się luźne pomysły... Bo Leviemu zdarza się chodzić z obitą gębą lub innymi urazami, bo ojciec Levi'ego jeździ na wózku i pewnie potrzebuje opieki, bo Ackermannowie mieszkają w Azylu juz 11 lat i pewnie Anastasiusa dobrze znają...
    Także w razie ochoty, zapraszam do siebie, a tymczasem życzę udanej zabawy na blogu!]

    LEVI ACKERMANN 🐈‍⬛

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jeśli będę miała jakieś pytania w tym zakresie, to już wiem, komu je zadać :D
    Levi trochę jest łobuzem, a przynajmniej mnie samej tak się wydaje, kiedy piszę odpisy, bo choć tworzę postać z pewnymi założeniami, to ostatecznie kształtuję ją w wątkach właśnie. Gdyby natomiast Levi usłyszał, że jest uroczy, to głośno by protestował :D
    Oczyma wyobraźni widzę tę relację tak, że owszem, Anastasius mógłby trochę ojcować Leviemu, co pewnie samemu Leviemu by się nie podobało, bo jednego ojca już ma i to w dodatku upierdliwego, ale zgaduję, że Anastasius miałby u Leviego fory ze względu na to, że kiedy Thatcher wrócił do miasteczka już sparaliżowany, to pomógłby Leviemu jakoś tę ich nową rzeczywistość ogarnąć?
    Natomiast zastanawiam się nad tym, co mogłybyśmy rozpisać dla nich tu i teraz. Najprościej byłoby jakoś uszkodzić Leviego, żeby Anastasius mógł się wykazać, ale co dalej? Poza tym mam już kilka takich wątków, w których Levi jest uszkadzany. Poratujesz jakimś pomysłem? :D

    PS. Tak, tak i jeszcze raz tak! Nawet w dopisku odautorskim mam dodane, że kto wie, po kim mój Levi ma imię i nazwisko, dostaje wątek w gratisie ^^]

    LEVI ACKERMANN

    OdpowiedzUsuń