nagłówek

11.02.2026

[KP] Jak mogę myśleć o przyszłości, nie wiedząc nic o tym, co było?

Senarin Senarin hover
Ortin Herdensen

16.08.1213Około 800 letni sylf , którego ciało pozostało wierne 26 letnim ideałom. Miejsce urodzenia nieznane. Przybył do azylu w pełnym nerwowości amoku nie będąc w stanie wyjaśnić kim jest. Biegle włada językiem angielskim oraz fińskim.Powypadkowa amnezja całkowicie uniemożliwia mu odnalezienie swojej rodziny, o ile taką posiadał.Nigdy nie udało mu się spełnić marzenia o założeniu rodziny choć wielokrotnie próbował. Posiada specyficzne umiejętności,takie jak garncarstwo, których nauki nie pamięta. Zatrudnił się w bliskiej jego mieszkanka knajpce jako kasjer, aka barista.

CHARAKTER

Tylko jasne punkty rozświetlają mroki przeszłości.

Wspomnienia, niczym spadające gwiazdy, niekiedy pojawiają się w jego głowie. Rzadko i niespodziewanie. Stanowią niejako przebłysk. Piękny pryzmat światła, który chciałoby się ująć w dłonie.

Przeszłość zdaje się zatem zacienionym obrazem. Puzzlami o milionie elementów, których nie da się ułożyć w należytych miejscach. Ortin próbował choć trochę poukładać wspomnienia w głowie. Być pewien choćby jednego ciągu wydarzeń. Ale wiedza ta wydaje mu się wymykać, pozostaje blaskiem na granicy pola widzenia i nawet liczne tablice korkowe poprzecinane fioletowymi nićmi rozciągniętymi na długości ścian, nie zdają egzaminu.

Milionami snów.

Życie trwa dalej, nawet jeśli nie wiemy kim jesteśmy

Pewność siebie miesza się w jego muśniętym słońcem ciele w równym stopniu z optymizem, co z lekkoduchem. Wydaje się mało przejęty czymkolwiek, a jego nieprzerwanie rozpromieniona w uśmiechu młoda twarz jest w pełni odporna na przeciwności losu. Nawet gdy mimika zamiera, choć zdarza się to niezwykle rzadko, w pozycji bez podniesionych kącików ust, jego zielone oczy wydają się wręcz płonąć nieprzerwanie płynącą życiodajną energią pozytywnego nastawienia.

Być może nie spotkało go w życiu nic na tyle bolesnego by jego postawa się zmieniła. Być może amnezja, której zakładnikiem się stał, nie pozwala mu spojrzeć na życie inaczej. Albo właśnie żartobliwość to próba ucieczki od bólu, zapomnienia i niepewności kim był.

Nikomu nie udało się zgłębić tajemnicy tego stanu rzeczy. Ludzie, którzy pojawiali się w życiu Ortina bardzo szybko przepadali, a im dłużej trwa jego życie, tym usilniej próbuje nie angażować się w długotrwałe relację.

Po dziesięciu latach egzystencja innych ludzi i tak nie miała znaczenia. Bowiem już i tak ich nie pamiętał. Dekada zmieniała wszystko. Stała się jego własnym czasomierzem, a wskazówki wciąż nieubłaganie krążą po tarczy zegara.

Behawiorytyka władcy powietrza

Ortin nie jest poważnym przedstawicielem własnej rasy. Władcy żywiołów wydają się być poważnymi osobnikami stawiającymi wolność ale również uważność na wysokich szczeblach wewnętrznej hierarchii. Aby panować nad próbującą się wyrwać okowom bezczynności mocom, należy w sobie mieć cierpliwość i dyscyplinę. Wiedzieć kiedy należy uspokoić oddech i choć w najmniejszym stopniu znać techniki przekierowywania nagromadzonej energii.

Chłopak z całego majestatycznego panteonu cech godnych władających żywiołami, zapamiętał tylko jedną lekcję. Tą mówiącą o swobodzie i lekkości. W kompletnym odrętwieniu pamięciowym i niejako w oderwaniu od wszelkich technik uczenia się, Ortin wydaje się nie spełniać wymogów podstawowego szkolenia. Jego moc niejednokrotnie wyrywa się spod jego panowania. Wydaje się wręcz osobnym bytem, a jej stabilność zależy w większym stopniu od aktualnego nastroju władającego, niż prawidłowych technik.

Dodatkowo inni przedstawiciele rasy, z całą pewnością, złapaliby się za głowę słysząc, iż zamiast owych zdolności używać w celach użytecznych, Ortin od kilku miesięcy próbuję zrobić jak największą falę kiedy akurat idzie surfować.

Ciekawoski

Choć jego pamięć zawodzi na ogromnej liczbie płaszczyzn, są też niejako plusy takiej sytuacji. Co kilka miesięcy jego hobby zmienia się drametralnie, prowadząc do posiadania przez chłopaka niesamowitej ilości odmiennych umiejętności.

Posiada swoją ulubioną knajpkę w azylu, w której to postanowił pracować. Co kilka miesięcy zapomina, iż się tam zatrudnił. Jednakże właściciel jest na tyle uprzejmy by delikatnie przypominać mu o zobowiązaniach.

Ze względu na regularną ignorancję swoich zdolności, nie jest zbyt wyćwiczonym władcą wiatrów. Stąd też raczej rzadko kto prosi go o jakąkolwiek pomoc. Stanowi swego rodzaju słabe ogniwo własnego podgatunku.

Od autorsko

Hejka wszystkim na KP tego pięknego Pana sylfa. Tak,tak też niekiedy czytam to jako syfa xD.

Kilka słów o mnie. Ogółem jestem serdecznie otwarta na wszelkie wątki, choć nie należy się po mnie spodziewać bardzo regularnej aktywności-bowiem niedługo zostanę młodą mamą. Aczkolwiek nie martwcie się, postaram się odpisywać pomiędzy przewijaniem małego, karmieniem go, a 15 drzemką w ciągu dnia.

Wizerunku użyczył Jack Wright. Niech podmuch wiatru będzie z wami!

7 komentarzy:

  1. [Cześć! Jaki cudownie pozytywny chłopak! Pasuje idealnie do azylu, gdzie niekiedy mam wrażenie, robi się bardzo ponuro i mrocznie 😎 Witajcie!
    Noor na pewno będzie stałą klientką kawiarni. Na pewno też będzie z przyjemnością patrzeć na pogodny uśmiech i ładne oczka tego pana, żeby rozchmurzyć własne ponure myśli! Gdyby byli sąsiadami, to już w ogóle byłoby fajnie!
    Baw się dobrze i gdybyś miała pomysł, możemy wplątać naszych bohaterów w tarapaty ;)]

    Noor ✨

    OdpowiedzUsuń
  2. [Zgadzam się z Sol, choć sama przyprowadziłam tutaj ponuraków xD Ortin to wyjątkowe słoneczko, totalnie kupuję ten wakacyjny vibe! Wizerunek tylko dopełnia tę swobodę i wolność bijącą z karty :D
    Od siebie życzę dużo, dużo weny i samych wciągających wątków, a gdybyś miała ochotę, zapraszam do Baldwiny, myślę, że może wyjść nam coś zabawnego, bo są totalnymi przeciwieństwami!]

    Baldwina Heart & Anastasius von Weiss

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! Ale słońce zawitało do Last Salvation! :) Początkowo patrząc na jego zdjęcia, pomyślałam, że jego moc w jakimś stopniu będzie związana z wodą, od tych zdjęć bije totalnie surferski vibe. Ale wiatr też do niego bardzo pasuje.
    Nie wiem czy chcesz pchać Ortina w szpony którejś z moich pań, bo wydaje się takim dobrym chłopakiem... :D Ale w razie chęci przyjmiemy Was z otwartymi ramionami, choć nie obiecuję, że nie będziemy próbować ściągnąć Was na złą drogę. <3]

    Minerva Cove & Lilith Morveth

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ortin jest cudowny, oficjalnie zostaję jego fanką 🩵 W stu procentach zgadzam się z moimi przedmówczyniami, potrzeba nam tutaj takiego słoneczka! A jednocześnie jest mi Ortina szkoda ze względu na tę jego niepamięć, choć z drugiej strony... Patrząc na to, ile lat już przeżył, może niektórych rzeczy jest mu lepiej nie pamiętać...?
    Na pewno jestem ciekawa, co jest przyczyną jego amnezji i po cichutku mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nam to zdradzisz ;) Tymczasem życzę udanej zabawy na blogu i trzymam kciuki za to, żebyś odnalazła się w nowej roli i żeby wolny czas na pisanie dopisywał! 🩵]

    LEVI ACKERMANN 🐈‍⬛

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuchnia, którą zdecydowałam się wybudować oraz urządzić w Azylu, w niczym nie przypominała żadnego z odpowiedników, jakie wspólnie stworzyliśmy kilkukrotnie kiedyś z Walterem. Nie było to w pełni spowodowane chęcią unikania przeze mnie dawnej, ukrytej przez nas symboliki, powiedzonek, żartów czy gustu samego w sobie. Od początku do końca wszystko było podyktowane potrzebą efektywnego wychowywania dzieci, zatem rządziła tutaj prostota, łatwość do sięgania przez wszystkich domowników do różnych przedmiotów czy sprzętów, a także szałwiowa zieleń z drewnem brzozowym, na które mój były małżonek nigdy by mi nie pozwolił... Ze względu na swoje odmienne upodobania (stąd w tych kwestiach często musieliśmy robić kompromisy). Najbardziej jednak podobała mi się w tej kuchni ta wszechogarniająca jasność z okien w ciągu dnia czy kompleksowe, minimalne oświetlenie o późniejszych porach, co nie tylko było funkcjonalne, ale również dodawało klimatu. Chcąc nie chcąc efekt był taki, że wraz z minionym czasem, naprawdę polubiłam spędzany tutaj czas. Gotowanie. Rozmawianie. Słuchanie płyt winylowych zgodnie ze swoją dawno wymarzoną fanaberią.

    Nigdy jednak nie byłam fanką nastawiania muzyki na maksymalną głośność, stąd od początku narzuciłam obojgu dzieci konkretny zakres wartości tej przyjemności i nadal konsekwentnie się go trzymałam. Z tego więc powodu głosy z nagranej bajki o kucykach docierały do kuchni tylko lekkimi taktami, zdecydowanie bardziej wyraźne z kolei były sapnięcia Lupina, gdy Eufemia z krwiożerczym zadowoleniem zawiązała mu nową, różową kokardę na szyi – przyniesioną na jej specjalną prośbę od jednego z bliższych mi Łączników... Upominałam go już wielokrotnie, że rozpieszczanie małej nie jest najlepszym pomysłem, ale spotkałam na swojej drodze już wielu mężczyzn – ten z kolei był jednym z najbardziej upartych.

    - Mamo, Lupin może być moją księżniczką do herbatki?! Powiedział, że mam się ciebie najpierw zapytać!

    - Oczywiście, skarbie! Nie zapomnij o tiarze!

    W międzyczasie lukrowanych tortur mojego nawa, na jakie nie za bardzo zwracałam uwagę ze względu na robienie schabowego wedle najnowszych wskazówek od dokładnie tego samego Łącznika, do domostwa w końcu raczył zawitać mój syn (marnotrawny):

    - Oliwier, która jest godzina? - Zapytałam w ramach powitania, wycierając dłonie w ręcznik i poprawiając beżowy fartuszek, gdy kątem oka zobaczyłam, jak znajoma (niemal tak samo wysoka jak ja) sylwetka kładzie swój (mrocznie czarny) plecak w sieni.

    - Jestem godzinę przed milicyjną! - Mój nieletni znawca historii rozkoszował się w powielaniu słownictwa, którego używaliśmy z Walterem jako weterani działań wojennych w Polsce, zanim wyprowadziliśmy się z nim na północ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Chodziło mi o kawę, którą wypiłeś, zanim wszedłeś do domu. - Posłałam mu znaczące spojrzenie i oparłam dłonie na biodrach.

      Oliwier chuchnął sobie w dłoń z wyraźnie zagubioną miną, po czym pokręcił głową z niedowierzaniem.

      - Taaak, pamiętam, że nie powinienem pić po siedemnastej... - Przyznał niechętnie Oliwier, błyskając kłami z głupkowatym, rozbrajającym uśmiechem, na jaki zdecydowanie reagowała pewna rówieśniczka ze szkolnej ławki (nadal nie wiedział, że ja wiem). - ...ale na jutro mam rozprawkę jeszcze do napisania i pojutrze sprawdzian z algebry. Mówiłaś też, że mam wybrać sobie zajęcia, z których nie zrezygnuje po miesiącu chodzenia.

      - I wybrałeś?

      - Nie, ale wziąłem kolejne ulotki. Zastanowię się nad tym dzisiaj. Obiecuję. - Nastolatek położył sobie prawą dłoń na klatce piersiowej, jakby właśnie przede mną przysięgał jakieś harcerskie honory.

      Przewróciłam oczami.

      - Skup się i jak zaśniesz przedwcześnie, to przyjdę do twojego pokoju, żeby cię obudzić. Może przynajmniej sprzątniesz rzeczy do prania, których nadal nie wyniosłeś do kosza w swojej łazience.

      Wybitnym wyrazem buntu przeciw normom domowym tym razem było coś na pograniczu stęknięcia z wiązanką przekleństw pod nosem, że niby skarpety można nosić przez trzy dni i nic się jeszcze nikomu od tego nie stało. Oliwier na koniec podreptał po szerokich schodach na górę, taszcząc za sobą torbę z naszywkami z różnych anime, metalowych i rockowych kapel tej epoki, a także najważniejszą, którą była emo wersja Hello Kitty osobiście wybrana dla niego przez Eufemię z okazji jego urodzin. Nigdy nie pozwoliłam mu jej wyszyć. Nadal uważam tą decyzję za jedną z najlepszych w swoim życiu.

      Postanowiłam w międzyczasie wziąć sprawy w swoje ręce i porozmawiać z pracownikami kawiarenek w miasteczku Azylu. Gdyby to była ludzka aglomeracja, nigdy nie miałabym takiej siły przebicia, jak na czymś pokroju silnie kontrolowanej, średniowiecznej wioski, gdzie wszyscy się tutaj znali, a co za tym idzie: nieustannie plotkowali, dowiadywali nowych rzeczy, wymieniali informacjami. Głupiutka prośba o wciskanie młodemu bezkofeinowej wydała mi się zatem misją do wykonania w bardzo krótkim czasie, bo w końcu to nie jest taki problem, aby zapamiętać nierozgarniętego, nieco piegowatego rudzielca o za długim języku, który chodzi do jedynej szkoły w Azylu.

      Jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak bardzo mogłam się w tej kwestii pomylić.

      Usuń
    2. Niewielki lokal Vanha Juro wytropiłam z dziecinną łatwością, podążając śladami oraz zapachami Oliwiera nadal tkwiącymi w skandynawskiej zmarzlinie. Azyl tępił głównie moce w swoim słynnym polu, ale moje fizyczne zmysły oraz zdolności nie doznały na tym działaniu jakiegoś specjalnego uszczerbku. Zapewne bardziej bym odczuwała związane z tym niedogodności, gdybym rzeczywiście pozostała czarownicą, ale wtedy z kolei nie dożyłabym aż tylu stuleci. Stąd też nigdy nie poświęcałam temu zbyt wielu myśli, aczkolwiek z pewnością znacznie bardziej współczułam tutejszym miotaczom zaklęć różnych ras, nadal pamiętając tamto życie. W pewnym sensie byłam dwoma wcieleniami w jednym ciele, patrząc na to, jak skrajnie odmienne są to rasy, ich cele czy same style funkcjonowania. Mój Ojciec często powtarzał, że zabił tamtą dziewczynę i bardzo długo się tym zadręczał, co nieustannie próbowałam hamować już w zarodku. Być może nigdy nie udało mi się w pełni pojąć jego perspektywy, ale dla mnie sprawa układała się tragicznie prozaicznie; mogłam stać się tym, kim byłam dzisiaj dzięki jego pomocy lub pożegnać się wtedy z Jawią jako znacznie kruchsza śmiertelniczka.

      Dla mnie wybór był prosty.

      Płynnym, wręcz nadmiernie drapieżnym ruchem weszłam do przybytku, natychmiast zwracając uwagę węchem na nadmiar kurzu, zbyt intensywną woń ziaren kawy znajdujących się dosłownie wszędzie oraz przede wszystkim dużą ilość testosteronu. O tej godzinie również dawały o sobie znać środki czystości – szybciej poczułam płyn do mycia podłóg w roztworze znajdującym się w plastikowym wiadrze, niż rzeczywiście go zobaczyłam za ladą w towarzystwie jasnowłosego pracownika, który ni to się krzątał, ni faktycznie pracował. Młody mężczyzna raz nawet uderzył w oparty kij mopa, rozchlapując nieco zawartość przedwcześnie i dokładając sobie sprzątania na koniec zmiany. Nie chciałam zbyt szybko dać o sobie znać, dlatego najpierw pozwoliłam mu się uporać z mokrym problemem i dopiero wtedy kulturalnie chrząknęłam:

      - Dobry wieczór – Dopiero wtedy zauważyłam, że ten nieporadny dorosły dzieciak też zmoczył sobie lewego buta oraz nogawkę jeansów. Kącik ust pomalowanych lśniącą, bordową szminką mimowolnie mi ruszył ku górze. - Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy można pomóc i w międzyczasie porozmawiać?

      Klementyna

      Usuń