nagłówek

10.02.2026

[KP] Twoje insygnia to mąka i ziemia, psie

Grimm Ashbrook

ogar śmierci (barghest) – piekarz w Czarnym Piecu – ponad trzydziestoletnie ciało – w Last Salvation od kilku lat – nie pamięta okoliczności pojawienia się w mieście – nie rozumie systemu – zwykle nie sypia w przydzielonym mieszkaniu, ale na leśnym poszyciu lub murach cmentarza – psia forma generowana przez silny impuls lub polecenie – mało je, mało śpi – dużo pali, dużo chodzi – drażliwy na dotyk i nagłe dźwięki – gniew trzymany krótko przy karku, rzadko spuszczany ze smyczy – oczy głodne śmierci – łasi się do ognia

Nie pamięta pierwszego zwiastowania. Amok spłynął znikąd, oblepiając lepko długie, drżące z głodu kły. Wlewająca się pod powieki ciemność, była jak narkotyk, za którym gotów był pobiec na skraj świata. Na kraniec życia. Tego, które miało zostać zabrane. Wezwanie. Głos dudniący mocniej niż uderzenie własnego serca. Echo, które boleśnie dźwięczało w uszach. Miażdżył i tłamsił, by jednocześnie napędzać do działania. Mięśnie drżały na granicy skoku. Gotowe do ruchu, pogoni, ataku. Świat zawężał się do zapachu. Do ciężaru ziemi. Do rytmu krwi, która zaczynała bić szybciej niż myśli. Pamięta tylko impuls. I to, że świat zwolnił, jakby ktoś przycisnął mu kark do ziemi. W miejsce, w którym już pozostanie.

Nie pamięta chłodu tamtego ciała. Odbijających się od lustra księżyca kości, nieśmiało postukujących wraz z krwistym wiatrem. Piekło nie miało imion i twarzy, tylko ścieżki wydeptane przez ogary, które kroczyły zawsze dalej, niż powinny. Węszył między cieniami jak narzędzie, nie pytając o sens ani o koniec. Polecenie.
Zwiastowania przychodziły i odchodziły jak noc. Jedno po drugim. Każde ciche, ciężkie i konieczne. Każde rozrywało tę cienką granicę między krokiem a cieniem, zostawiając po sobie mrok, który nie gasł wraz ze świtem.
Tamto było inne. Nie pachniało strachem, nie cofało się przed kipiącym pyskiem. Stał nad nim dłużej, niż pozwalała natura. Słuchał, jak cisza rozchodzi się po kościach, jakby ktoś wciskał noc w piekielny żar. Jego cień zatrzymał się na tyle długo, by wypalił jego imię. Na tyle krótko, by wziąć to za błąd.

Nie pamięta tropu do miasta. Nie pamięta jak z zewnątrz wygląda brama Last Salvation. Przebiegł przez nią w szale, bo ślad zdawał się prowadzić donikąd. Skręcał, rwał się, cofał, a on czuł jakby ktoś ciągnął go za kark i jednocześnie odpychał. Gniew przyszedł pierwszy. Towarzyszyła mu pustka. Utknął w oczekiwaniu. Tortura. Głód. Zawieszenie.
Czuł, że przybył za wcześnie. Że zwiastowanie przyszło przed śmiercią. Zapach końca był prawdziwy, ale ciało, które miał odnaleźć, wciąż oddychało. Biegł, jakby mógł nadrobić czas, który jeszcze się nie wydarzył.

Nie pamięta jak długo kopał. Pamiętał zapach obcej ziemi, która miała stać się jego nowym posłaniem. Przyjęła jego kark bez oporu, jakby znała ciężar takich jak on. Pazury wbijały się głębiej, rozrywając warstwy ciszy. Każdy ruch był odpowiedzią na wezwanie, którego już nie słyszał, a które wciąż pulsowało gdzieś pod skórą.
Nie wiedział, czy kopie drogę ucieczki, czy własny ślad. Nie wiedział, czy coś czeka pod spodem, czy mamiło go ciepło pustki, nauczonej oddychać jego rytmem.
Rano zostawały tylko dłonie pobrudzone ziemią i uczucie pozornego spełnienia, które ustępowało na tyle szybko, by znów mógł poczuć odległy i kuszący zapach końca.
I tak co noc.

Pamięta płomienie świec, które odbijały się od martwych nazwisk. Uczucie ciepła zmarzniętych murów. Ciepło pieca i rytm wyrabianego ciasta, powtarzalny jak oddech, którego nie potrafił uspokoić. Pamięta smak ognia i alkoholu oraz ulgę, która przychodziła tylko na chwilę, zanim znów wracał głód.
Pamięta, po co przybył do Last Salvation. Jest zwiastunem czyjejś śmierci.
A może
Śmierci Nas wszystkich.

* * *

cześć, u mnie nieszczęścia zwykle chodzą parami
można głaskać, ale nie obiecujemy trzymania zębów przy sobie, haha
fc: Pinterest; wedsdxxc@gmail.com

11 komentarzy:

  1. [no szalejesz dziewczyno ;) rozumiem, że jest piekielnym ogarem? No słodki, ale i mroczny - lubię takie postacie, bo mają głębię. Aż strach mieszkać w lesie hehe
    Powodzenia z drugą postacią i ciekawych wątków ;) ]

    Hotarubi

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby Noor wiedziała, że kundle chodzą wolno po ulicach azylu, zastanowiłaby się dwa razy, nim zgodziła na to schronienie, które trzyma każdego w kagańcu. Gdyby ktoś ją ostrzegł, że tu szepty cuchną padliną i warczą z budy, wspomogłaby Ratusz w zatrudnieniu hycla.
    Wracaj do kopania dołów, kundlu. Wykop w końcu ostatni dla siebie.

    [Moją opinię już znasz. Czekam na moment przełamania i wyzwolenia najgorszego! Ten mrok i tragizm, jakieś nieszczęście i nieuchronność losu aż we mnie zgrzyta.
    Niemniej... Tak mnie bolało, gdy pisałam z nienawiścią! >.<]

    Noor Dubois

    OdpowiedzUsuń
  3. [Moja pierwsza myśl: piesek! No, ale to nie jakiś tam piesek!
    Ładnie napisana karta, wszystko ujęte tak, że chce się poznawać Grimma i jakoś mu trochę pomóc, oswoić? Chociaż podobno dzikie zwierzę to dzikie zwierzę, niezależnie od czego, czy jednak dało się je wytresować :>
    Od siebie dodam, że wizerunek bardzo mi się podoba, pasuje do tego mrocznego vibe'u.
    Niedługo tutaj przyjdziemy!]

    Baldwina Heart & Anastasius von Weiss

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Cudowny jest Twój Pan. ♥ Moje panie z pewnością chciałyby poznać go bliżej. Co prawda z Minervą mogliby się pożreć, ale Lilith z przyjemnością wzięłaby go pod swoje demoniczne skrzydła.]

    Lilith Morveth & Minerva Cove

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dla Ciebie to nieszczęścia, a dla nas jako administracji szczęście, że jesteście tak aktywni i wpadacie na tak wspaniałe pomysły! ♥ Cieszę się, że rozgościłaś się już w Azylu i mam nadzieję, że i Grimmowi będzie tutaj dobrze.
    Zdjęcie jest mega hipnotyzujące i przez dłuższą chwilę po prostu się na nie patrzyłam. Samych wspaniałości! ♥]

    Rory Nielsen

    OdpowiedzUsuń
  6. Baldwina Heart przybyła do azylu jako jedna z pierwszych istot, pomagając zadbać o to miejsce, choć tak naprawdę ona równie mocno potrzebowała pomocy. Chciała przestać uciekać, przestać być kukiełką w czyichś rękach. Ktoś mógłby powiedzieć, że w miasteczku też była marionetką. I być może ten ktoś miał rację, ale tym razem Baldwina nie chodziła w łachmanach, nie była głodna, nie bito jej ani nie opluwano, nie karano jej i nie zmuszano do odkrywania ciała. Miała tutaj swoje małe, zagracone mieszkanko, swoją bezpieczną przystać, ubierała to, co chciała i miała pełny żołądek.
    Obserwowała, jak miasteczko się rozwija, jak przybywa tutaj więcej istot, które były tak inne, kompletnie odmienne. Mierzyła się więc z różnymi charakterami, temperamentem, który czasem ogniście objawiał się, gdy nakładała runy ograniczające moce. Najgorzej znosiły to osoby, które do tej pory widziały w swoich umiejętnościach własne ja, zupełnie jakby tylko one określały to, kim były. Bez nich stawały się więc gorszą wersją siebie, tą wersją, którą zamknięto w więzieniu, które miało imitować miasteczko – kiedy ta okrutna prawda docierała do niektórych, pojawiała się agresja i niezrozumienie, a Baldwina po prostu czekała. Każdy byt traktowała tak samo, nakładała runy, tłumaczyła, co się dzieje, odpowiadała rzetelnie i wyczerpująco na pojawiające się pytania, uśmiechała się. To, czy ktoś potem widział w niej wroga, zależało tylko od jego samego, bo Heart nie czuła żalu ani niechęci. Po prostu wykonywała swoją pracę.
    Istota taka jak Baldwina, czyli stary, skomplikowany byt, miała w sobie sporo wyuczonej rezerwy. Poza tym była inna, gdy nie pracowała, wtedy zamieniała się w zwykłą Baldwinę Heart, która piekła ciasteczka, tańczyła w salonie do starych, ludowych piosenek i dziergała – niewielu znało ją właśnie taką.
    Ułożyła dokładnie dokumenty i sprawdziła je sześć razy. Lubiła liczby parzyste, były lepsze od nieparzystych, choć w jej gestach czasem pojawiały się nawet one. Baldwina miała wiele dziwactw, ale były one niegroźne i zazwyczaj dotyczyły jej życia osobistego, a nie zawodowego. Jako urzędniczka była dokładna, uważna i nie wahała się, aby zareagować. Podchodziła do każdego z mieszkańców z pewną dozą empatii – próbowała zrozumieć, pomóc i zazwyczaj niczego nie utrudniała. Nie lubiła jednak chaosu i nieuzasadnionego buntu, który nic sobą nie wnosił, a jedynie sprawiał, że wszystko stawało się męczące – nie tylko dla urzędu, ale i innych mieszkańców.
    Podniosła się z miejsca, wygładzając białą, delikatną sukienkę i sięgnęła po ciemny płaszczyk. Zapięła wszystkie z guzików, owinęła szyję szalikiem i złapała za bawełnianą, dużą siatkę, w której trzymała o wiele za dużo rzeczy.
    Czarny Piec był jedną z najstarszych piekarni w azylu. Baldwina dokładnie pamiętała moment, kiedy się otworzyła i chwilę, w której posmakowała czegoś innego niż ochłapów, które dotychczas jadła. Chleb, bułki śniadaniowe, bagietki, drożdżówki – smakowała wszystkiego, co widziały oczy. I w tamtym momencie, gdy naprawdę mogła zjeść coś, co jej smakowało, a nie to, co było, żeby nie głodować, poczuła, że też chce nauczyć się piec. Od tamtego czasu minęło wiele, wiele lat, a Baldwina umiała przygotować pyszne ciasteczka z czekoladą, bakaliami i suszonymi owocami czy ciasta, które wychodziły nawet w jej wysłużonym piekarniku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weszła do środka, mówiąc grzeczne dzień dobry. Była stałym bywalcem w Czarnym Piecu i zazwyczaj wychodziła stąd z pełną siatką. Pierwsze, co poczuła, to przyjemny zapach mąki i pieczonego chleba. Rozejrzała się dookoła po prostym wnętrzu, niezmiennym od lat – to był jeden z uroków tego miejsca.
      — Witaj, Grimm — odezwała się, zauważając znajomą sylwetkę. Jej wzrok omiótł jego twarz, omijając oczy, a usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu. Zaraz potem Baldwina przerzuciła spojrzenie w stronę ostatnich wypieków. — Zostało coś słodkiego, czy znowu się spóźniłam?
      Zapewne gdyby wychodziła z pracy punktualnie, to nie musiałaby walczyć o ostatnią drożdżówkę z owocami, ale Baldwina sprawdzała wszystko przed wyjściem po sześć razy – gdy tego nie robiła, czuła niemal bolesne mrowienie w palcach.

      Baldwina Heart

      Usuń
  7. [Dobry wieczór, cześć i czołem, witam serdecznie Twoją drugą postać!
    Levi i Grimm to chyba powinni żyć ze sobą jak przysłowiowi pies z kotem? xD Bez wątpienia ciekawie, a może także zabawnie byłoby ich ze sobą zestawić, ale tak bardzo nie mam już miejsca na wątki, że kolejny byłby dla mnie strzałem w kolano - a wystarczy, że stopę mam skręconą ;c
    Karta bardzo ładnie napisana, lubię Twój styl, podoba mi się :) Jestem też ciekawa, jaka historia kryje się za dotarciem Grimma do Azylu, bo szkoda, że ten nie pamięta okoliczności zjawienia się w Last Salvation - na jego miejscu na pewno byłabym sfrustrowana :/
    Życzę udanej zabawy z druga postacią i mnóstwa czasu na pisanie, bo tego sama chciałabym mieć więcej!]

    LEVI ACKERMANN 🐈‍⬛

    OdpowiedzUsuń
  8. Last Salvation było dla niej czymś na kształt domu. Ułożyła tu swoje życie skrawek po skrawku, będąc jedną z pierwszych mieszkanek miasteczka. Była lojalna wobec Rady, a jej brutalna dłoń funkcjonariuszki pomagała zachować porządek w mieście. Choć ona sama często wprowadzała tu chaos, ale czyż to nie leżało w naturze demona? Na szczęście swoje grzeszki skutecznie tuszowała i nigdy nie została przyłapana na gorącym uczynku. Przynajmniej nie przez członków Rady. Od początku zajęła dom na wzgórzu, zdecydowanie na uboczu, z dala od innych istot i budynków. Z biegiem lat w domu zaczęły pomieszkiwać też demony: sukkuby, inkuby i cienie. Każdy z jej krwi był tu mile widziany. I choć czasem działy się tu dziwne rzeczy, a miejscowi plotkowali o rytuałach odprawianych przez demony nocy, to wciąż były to jedynie plotki, bez żadnych dowodów. Nikt nie był w stanie udowodnić jej winy, a demony były jej wręcz fanatycznie wierne.
    Noc wydawała się być spokojna, choć gdzieś w oddali było słychać przerażające wycie, które przecięło noc niczym ostrze. Lilith zerknęła na księżyc będący w pełni i winę na to całe zamieszanie zrzuciła na wilki. Uświadomiła sobie w jak wielkim błędzie była dopiero kiedy usłyszała skomlenie pod drzwiami. Poczuła go. Jego ból i cierpienie. Uniosła głowę znad stołu, przy którym inni demony szeptały między sobą, kartkowały księgi lub ostrzyli broń nie z potrzeby walki, lecz z przyzwyczajenia. Płomień świec zadrżał, choć nikt nie poruszył powietrza.
    — Idźcie po niego. — zwróciła się do dwóch demonów, siedzących po jej prawej stronie. Ci bez dyskusji zostawili ostrza na stole i wtachali bestię do środka. Za nimi lał się strumień świeżej krwi, która sączyła się z ran ogara. — Połóżcie go na stół. — powiedziała cicho i rzeczowo.
    Jej bose stopy dotknęły chłodnych desek, a cień, który rzucała, poruszył się odrobinę wolniej niż ona sama, jakby niechętnie podążał. Kiedy dotknęła jego futra piekielna krew w jej żyłach zareagowała, rozlewając się ciepłem pod skórą.
    — Kim jesteś i jakie licho Cię tu przyniosło? — szarpnęła za kark bestii i warknęła cicho.
    Lilith zacisnęła szczękę, zirytowana własną bezradnością. Zapach był znajomy, aż nazbyt, ale rozmyty, jak wspomnienie przeciągnięte przez popiół. Forma ogara była zbyt niestabilna, zbyt głęboko zakotwiczona w instynkcie, by mogła sięgnąć głębiej. A Last Salvation dodatkowo tłumiło to, co w piekle było dla niej naturalne jak oddech.
    — Nieważne. — syknęła pod nosem, puszczając kark bestii. Ogar poruszył się niespokojnie, jakby wyczuł zmianę w jej nastroju. Jego pazury zadrapały blat stołu, zostawiając w drewnie płytkie, nierówne ślady. Lilith położyła dłoń na jego łopatce, przyciskając ją pewniej, nie brutalnie, ale wystarczająco stanowczo, by przypomnieć mu, gdzie się znajduje. Teraz liczyło się jedno: ogar wciąż oddychał, choć każdy jego oddech brzmiał jak zgrzyt łamanej stali.
    — Zamknijcie drzwi i okna. — jej głos nie podniósł się ani o ton, a jednak cienie w pomieszczeniu natychmiast zgęstniały, posłusznie spełniając rozkaz. — Nikt stąd nie wyjdzie przed świtem. Ani nikt tu nie wejdzie. — mruknęła, mając świadomość, że istota, która mu to zgotowała wciąż mogła być niedaleko.
    Ogar drgnął, gdy przecięła resztki futra wzdłuż jego boku. Jego rany były głębokie, zadane ze wściekłością i w amoku. Krew pulsowała powoli, ciężka i ciemna. Lilith zanurzyła w niej palce bez wahania. Piekielny żar pod jej skórą odpowiedział natychmiast, choć słabiej niż dawniej. Last Salvation tłumiło stare moce, wysysało je jak truciznę, ale nie potrafiło odebrać jej wszystkiego.
    — Trzymajcie go. — poleciła. Inkuby przytrzymały masywne łapy, ostrożnie lecz stanowczo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odeszła na chwilę, sięgając po flakon stojący na półce przy ścianie. Ciecz w środku była gęsta, ciemna, reagowała na jej dotyk subtelnym światłem. Nie była to czysta magia, raczej obejście. Jedno z wielu, których nauczyła się, odkąd Last Salvation zaczęło narzucać swoje zasady. Wylała zawartość na dłonie i ponownie pochyliła się nad ogarem. Gdy substancja dotknęła ran, ciało bestii zadrżało, a z gardła wyrwał się niski, zduszony dźwięk.
      — Będzie cholernie bolało, ale przynajmniej przeżyjesz. — uniosła kącik ust w uśmiechu. Pracowała w milczeniu, skupiona, metodyczna. Nie próbowała zaglądać głębiej, nie szarpała się z tym, czego i tak nie mogła teraz dosięgnąć. Tożsamość musiała poczekać. Forma musiała się ustabilizować. Dopiero wtedy, jeśli w ogóle, będzie sens zadawać pytania. Po dłuższej chwili odsunęła się i wyprostowała powoli.
      — Będzie żył — stwierdziła krótko. — Ale na razie musi zostać w tej formie. — odchyliła się lekko, pozwalając, by ktoś podał jej wilgotną szmatę. Wytarła dłonie, choć krew i tak wsiąkła w linie papilarne, jakby chciała tam zostać.
      — Obserwujcie go, a jeśli będzie się miotał, bądź odzyska swoją ludzką formę, powiadomcie mnie. — Lilith rzuciła szmatę na podłogę i zaraz zniknęła na krętych schodach.
      Cienie skinęły głowami, sukkuby rozpłynęły się przy ścianach, a dom na wzgórzu znów zapadł w czujną ciszę.

      Lilith 🖤

      Usuń
  9. [Wow, jak tu mrocznie. Chyba niełatwy los ma ta istota, szczególnie w azylu, z którego nie będzie mogła się wydostać, aby zwiastować śmierć gdzieś indziej. Dla niego to może być prawdziwe więzienie. Nie jestem pewna czy Tove może mu się do czegoś przydać, jednak gdyby była ochota, serdecznie zapraszam. :)]

    Tove Sandvik

    OdpowiedzUsuń