Damroka Bogorja | umarła w wieku 19 lat | przetrwała 232 lata | Zmora | dawniej jedna ze Ściągających, obecnie Urzędniczka
Na świat przyszła jako siódma córka z krzykiem w samą Noc Kupały a jej wrzask był zbyt głośny, zbyt długi, jakby ciało od pierwszego oddechu wiedziało, że świat będzie ciasny. Ogień trzaskał, ludzie tańczyli, a ona próbowała przekrzyczeć ich wszystkich, jakby głęboko wierzyła, że jej głos ma znaczenie. Krzyk towarzyszył jej później często. Krzyczała w sobie, gdy matka wbijała jej do głowy jak ma siedzieć, jak się śmiać i komu patrzeć w oczy. Krzyczała stopami, gdy boso przecinała wieś, a ziemia była zimna i lepka po nocy. Krzyczała milczeniem, gdy mężczyźni wołali za nią obietnice i życzenia, których nigdy nie wzięła ze sobą.
Jej ciało było pełne życia, aż do granicy bólu. Skóra zbyt napięta, krew zbyt gorąca. Kochała wszystko, co oddychało, ale pragnęła też smakować — językiem, palcami, zębami — świat, który wydawał się obiecywać więcej, niż pozwalał wziąć. Smaki i doznania zbierała zachłannie, jak jarzębinę jesienią, brudząc dłonie sokiem i nie myśląc o tym, co zostanie na zimę.
Mąż był młody, piękny i zbyt chętny do obietnic, które składał wpierw w narzeczeństwie, a później przed Bogiem. Pachniał drogą i potem obcych miast, a nocami mówił o świecie, który nie kończy się na linii lasu otaczającego wieś. Wierzyła mu ciałem i rozumem, kiedy obiecywał podróże, gdy tylko powije pierwsze dziecko, które na jesień mieli powitać.
Pierwszy ból przyszedł nad ranem w przeddzień rocznicy jej narodzin. Obudził ją skurcz, jakby coś w niej pękało i rozlewało się po wnętrzu. Podbrzusze paliło, nogi drżały, a po udach spływało ciepło — gęste, metaliczne w zapachu. Leżała bez ruchu, wpatrzona w ciemność, czując, jak wraz z krwią uchodzi coś więcej niż życie i niespełnione nadzieje.
Od tamtej nocy ciało zaczęło się zmieniać. Najpierw nieznacznie — głód pojawiał się szybciej, sen stawał się płytki, skóra bolała przy dotyku. Potem przyszły noce bez snu i dni, w których świat wydawał się papierowy, niemal przezroczysty, łatwy do rozerwania. Głód nie dotyczył już jedzenia. Był głębszy. Cięższy. Osadzał się pod językiem i za oczami, a żołądkowa żółć zdawała się palić podniebienie tylko mocniej, gdy ukochany odszedł w ramiona innej.
Gdy pierwsi sąsiedzi zachorowali, jeszcze nie rozumiała. Gdy starzy zaczęli umierać, a młodzi słabnąć jak rośliny bez słońca, wiedziała już, że to ona. Nocą czuła ich jak puls — ciepło, drganie, życie. Wystarczyło być blisko. Wystarczyło oddychać.
Stara Jaworowa spojrzała na nią pewnego dnia tak, jak patrzy się na robactwo znalezione w chlebie. Nie było w tym strachu, tylko pewność. Wskazała ją palcem, a wieś wydała wyrok, nim ta zdążyłaby się nawet spróbować obronić. Uciekła. Las rozrywał jej stopy, gałęzie ciągnęły za włosy, a serce biło zbyt wolno, zbyt ciężko. Za plecami niosły się krzyki, które znała od zawsze — tylko teraz nie były propozycjami ani nagabywaniem, lecz wyrokiem.
Czas przestał ją dotyczyć. Skóra nie starzała się, ale pod nią rosła obcość. Każde spojrzenie było zagrożeniem, każdy zapach zaproszeniem. Przez lata wędrowała od wioski do wioski, za dnia zmuszając ciało do bezruchu i dyscypliny, nocą walcząc z pragnieniem rozszarpania świata i wyssania go do cna. Lata zajęło jej nauczenie się kontroli, brania tylko tyle ile musi i dawania od siebie jak najmniej.
Azyl był pierwszym miejscem, gdzie nie musiała uciekać od razu. Została. Uwierzyła. Sprowadzała innych takich jak ona — złamanych, głodnych, nienazwanych, przestraszonych i straszących innych. Aż jesienią zeszłego roku, w wilgoci gnijących liści, spotkała Uboże przywiązane do cudzego domu jak pies do progu. Od tamtej pory jej czujność ma imię. Jej noc nie jest już całkiem pusta. Nadal jest potworem — ale potworem, który pilnuje ognia, zamiast go gasić.


[Cześć :) Nie widzę niepisania w ani jednym zdaniu! Za to historia Damroki przewinęła mi się przed oczami pieknymi, kolorowymi, a potem coraz bardziej szarymi i ciemnymi obrazami. Pięknie przedstawiłaś postać, trochę marzy mi się obejrzeć taki film o niej... z światłami bawiącymi się lasem, a potem szumem, grającym z wiatrem! O matko, aż się we mnie jakaś wrażliwość budzi po tym tekście <3
OdpowiedzUsuńBardzo chętnie napisałabym wątek dwóch nieszczęśliwych dusz, poznała, jak teraz radzi sobie ta pani, gdy jej głłd nie rozszarpuje ;) Jestem pewna, że ciekawych propozycji i relacji do rozpisania Ci nie zabraknie, więc życzę udanej zabawy i czasu na te wszystkie historie, a w razie chęci chodźcie do nas :) ]
Noor
[Witam wspólniczkę nocy. Będziemy wydzierać z siebie wstęgi mroku?
OdpowiedzUsuńUwielbiam ten słowiański klimat, ciepło i chłód pod skórą. Tekst gra z moimi zmysłami, co bardzo mi się podoba.
Życzę wspaniałości i dobrej zabawy <3
Co do wątku, to przegryziemy się mailowo!]
Asta
[cześć, oby powrót był owocny ;)
OdpowiedzUsuńKarta klimatyczna, to smutne co ja spotkało, no ale wierze, że w Azylu odnajdzie to co potrzeba ;>
Dużo wątków i powiązań. Zapraszam jak coś ;)]
Hotarubi
[no Hota. za dzieciaka była psotnikiem i figlarzem - natura lisa wychodziła litrami - a potem no cóż. Nie lubiła siedzieć długo w jednym miejscu, stąd też ciągle migrowała.
OdpowiedzUsuńCzemu nie, nie widzę przeszkód. Kto zaczyna? ;>]
Hotarubi
[aż tak się nie pali, żeby było dziś ;p ja dziś i tak przelotem...więc mogę poczekać]
OdpowiedzUsuńH.
[Co za piękna karta! Przeczytałam ją i miałam niedosyt. ♥ Płynęłam z jej nurtem, który okazał się zaskakujący! Damroka to cudownie wykreowana postać, z tekstu karty bije ogromna samotność. Moja Rory również ją poznała, choć w innym wymiarze, więc pewnie gdyby nie była sobą, to uściskałaby tę biedną zmorę.
OdpowiedzUsuńNa ten czas życzę Wam udanego pobytu, masy ciekawych wątków i ogromu weny. ♥]
Rory Nielsen
[Zdecydowanie przerwy w pisaniu nie widać! Całkiem możliwe, że działa to na zasadzie jazdy na rowerze :)
OdpowiedzUsuńSmutną ma historię, jak większość paranormalnych stworzeń, mam nadzieję że w Azylu (mimo wszystko) znajdzie swoje miejsce.
Życzę wielu porywających wątków i w razie chęci zapraszam na burzę mózgów :)]
Faith Smith
[Bardzo ciekawa historia, choć ponura, to jednak z zaskakującym zakończeniem i myślę, że mimo wszystko jednak dobrym? O ile tak można ująć fakt, że trafiła do miejsca, które pod wieloma względami dobre nie jest. W każdym razie, fajnie, że jesteście! Życzę dużo dobrej zabawy na blogu i w razie ochoty zapraszam w swoje progi! :)]
OdpowiedzUsuńZayden Ward
[To prawda, Zayden posiada zdolność szybkiego adaptowania się do otaczających go warunków, a pobyt w azylu jest dla niego jedynie jednym z wielu etapów na drodze istnienia, dlatego nie budzi w nim żadnych szczególnych emocji. On, oczywiście, zdaje sobie sprawę z tych wszystkich faktów, utraconej autonomii, itp. ale gorszych rodzajów niewoli doświadczył w swojej bogatej przeszłości, więc tu jest jakby luksusowo, haha :D Zdecydowanie wolę ustalenia mailowe, więc jak Tobie też tak pasuje, to zapraszam!]
OdpowiedzUsuńZayden Ward
Czas zajmował jej poznawaniem najbliższej okolicy. Więcej była po futrze niż używała nóg. No i było wygodniejsze niż myślenie w co się ubrać lub co znaleźć do jedzenia. Potrafiła głodować długie miesiące a jak już coś jej się trafiło, to nie pogardziła nawet szpikiem z kości. Dobre. Tylko raz albo dwa zaryzykowała pójściem do miasta, będąc cały czas na baczności, bo wyczuwała w nim wymieszaną aurę stworzeń wszelakich. Kursowała uliczkami z zaciągniętym kapturem nosząc na sobie mocno wysłużoną kurtkę. Spacerowała i oglądała witryny sklepowe bardziej z nudy niż z rzeczywistej potrzeby kupowania. Raz się wyłamała, gdy znalazła jakąś mocno wysłużoną tkaninę, która trochę przypominała prześcieradło a trochę koc. Śmierdziało z niego okropnie, ale wyprany później w rzece robił wrażenie świetnego "namiotu". Widział on lepsze czasy, to było pewne, ale pasował idealnie. Wracając z nim do swej nory nieraz wyczuwała czyjąś obecność, ale nie wydawało się aby ktoś miał zaraz rzucić się z siekierą. Jeszcze. Nawet parę razy widywała parę takich osób, które albo myślały że jest normalna albo że kilka dodatkowych ogonów to złudzenie optyczne. Dzięki ci Inari za śnieg.
OdpowiedzUsuńDlatego postanowiła zrobić coś na kształt opuszczonego miejsca biwakowego. Późniejszy opad śniegu jeszcze bardziej go wpasował w otoczenie. A potem wróciła do swej formy, aby nałożyć zaklęcie mylące. Subtelne, gdyż miało sprawiać wrażenie, że jak ktoś by się pojawił nagle by stwierdził iż ma coś pilnego do załatwienia. Zdawała sobie sprawę, ze nie wszystkich oszuka tym sposobem, bo nieraz podczas drzemek wybudzała się, gdy ktoś próbował zrobić włam na jej bazę, ale było jednak za słabe i odchodziło.
A potem otrzymała wezwanie. Sierść jej się zjeżyła na myśl o rozmowach i siedzeniu na tych twardych krzesłach. Odszukanie budynku a potem biura trochę jej zajęło. Niechętnie zapukała i otworzyła drzwi, ale nie przekroczyła od razu progu tylko węszyła. Nie była pewna z czym ma do czynienia. Kobieta wytwarzała dziwną energię wokół siebie, jednak kącik ust uniósł się lekko, gdy usłyszała przekleństwo.
- arigato - mruknęła i w końcu weszła przymykając drzwi. Nie zamknęła ich tylko po to aby móc w razie potrzeby stąd zwiać. Nie lubiła ciasnych przestrzeni - nory przy tym nie uwzględniała, bo ostatnio ją rozszerzyła - gdyż czuła ograniczenia. Taak wolność uderzyła jej do głowy podczas całego czasu podróżowania.
Przechyliła głowę na bok patrząc to na jej wyciągniętą rękę a to na nią samą. Skinęła jednak głowę.
- przepraszam, ale wolałabym się dowiedzieć co ja tu robię? - zmrużyła oczy chcąc szybko dojść do sedna sprawy i odejść.
Hotarubi
Ze swobodą całkiem nieadekwatną do warunków pogodowych opierała się o maskę szarego Volkswagena daleko od domu. Kaptur ciemnej bluzy zarzucony na głowę jako jedyny chronił przed nieprzyjemną mżawką atakującą bezlitośnie okolicę tworząc aurę przepełnioną smutkiem i melancholią. Dłonie skrzyżowane na ramionach nieco ocieplały temperaturę jej ciała, choć nie odczuwała dotkliwie zimna jesieni — a przynajmniej jeszcze nie odczuwała. Pozwoliła sobie na moment ciszy; na umysł pozbawiony gonitwy myśli i ciągłych analiz sytuacji, do których tak bardzo była przyzwyczajona. Wbiła wzrok w nieudolnie chowające się za tajemniczą mgłą szczyty gór widoczne z oddali. Osiemdziesiąt lat życia wciąż nie było wystarczającym okresem, aby zwiedzić cały świat. Był to jeden z powodów, dla których cieszyła się z genów, jakimi łaskawie podzielił się z nią jej ojciec. Otrzymała możliwość zgłębienia tajemnic świata. Dzięki temu widok Gór Kaledońskich przed nią stał się rzeczywisty, a ona wbiła w ziemię kolejną flagę z napisem Faith tu była. Podobnie było z książkami; wiedzą, jaką karmiła swój umysł poruszając go do coraz intensywniejszych dywagacji. Podważanie teorii, zgłębianie ścisłej nauki, odkrywanie zjawisk przyrodniczych, a co najważniejsze obserwowanie jak z każdą kolejną dekadą zmienia się świat. Jak szybko i naiwnie sam stacza się ku całkowitej zagładzie, do której prawdopodobnie dołoży swoją przeważającą cegiełkę. Tylko z tego powodu jej ojciec podzielił się swoimi boskimi genami.
OdpowiedzUsuńOdwróciła się machinalnie w stronę dochodzącego głosu swojej towarzyszki wyprawy. Z pewnością praca w pojedynkę przynosiła Faith lepsze efekty, co udało już jej się poprzeć silnymi dowodami podczas wcześniejszych wypraw z innymi Ściągającymi. Niestety na nic zdały się jej argumenty przy zderzeniu z kontrą przełożonego w postaci hordy wilkołaków, choć Faith była przekonana, że poradziłaby sobie sama.
Rozejrzała się po okolicy, która zaczęła wydawać się znacznie bardziej przerażająca wraz z wieścią o samotnym pobycie.
W ślad za Damroką podeszła do bagażnika i zarzuciła na ramię torbę sportową, swoją drogą jej jedyny bagaż. Nie mogła nadziwić się ilości rzeczy, które jej towarzyszka musiała ze sobą zabrać mając aż taki ekwipunek.
Zatrzasnęła drzwi i sprawnie zamknęła auto kluczykiem ściskanym w dłoni. Rzuciła ostatnie tęskne spojrzenie na szczyty gór i poczłapała za Damroką w stronę ich domku.
Przekraczając próg ściągnęła całkiem przemoczony kaptur przeczesując wilgotne włosy do tyłu. Przez moment stała na środku oceniając ich dom na najbliższe (miała nadzieję, że tylko) parę dni. Zmarszczyła czoło obserwując niechlujnie rzucone gdzie popadnie bagaże koleżanki, która aż paliła się do pracy wyglądając momentalnie laptopa. Faith bez słowa przeszła przez salon z aneksem kuchennym, po czym otworzyła drzwi do ich sypialni, gdzie oprócz dwóch pojedynczych łóżek po przeciwnej stronie tuż pod oknami, szafek nocnych z lampkami ustawionych obok, za drzwiami upchnięta została mała szafa. Otworzyła ją i na środkową półkę wrzuciła torbę sportową. Odpięła zamek i wyciągnęła jedną z niewielu bluz, jakie ze sobą zabrała i zmieniła przemoczone ubranie, aby później powiesić je na ramie łóżka.
— Możesz mi opowiedzieć. — rzuciła krótko siadając na kanapie, gotowa do myślenia. Nogi zarzuciła na stolik kawowy i zamknęła oczy. Nie była zwolenniczką planowania czy szukania suchych informacji zanim przejdzie się do akcji. Wolała adrenalinę, odkrywanie tajemnic, eksplorowanie na własną rękę, zamiast szukania poszlak w jałowym Internecie. Znacznie częściej dostarczał fałszywych tropów lub plotek śmiertelników, aniżeli faktów. Z takim przekonaniem też postanowiła wsłuchać się we wskazówki odnaleziona przez Damrokę, choć nie odrzuciła ich całkowicie. Każda poszlaka mogła zawierać namiastkę prawdy — należało ją tylko przepuścić przez ogromne sito i odnaleźć te pozłacane ziarnko, czym zamierzała się właśnie zająć.
Faith
Była jak dryfująca łódź, przygięta ku falom. Poruszała się lekko, miarowo, szukając przesmyku, który wyrzuci ją na brzeg. Pławiła się w głębinach ludzkich myśli, wyszytych na nocnej połaci snu. Palcami dotykała miejsca, w którym tafla łączyła się z powierzchnią, cienką, drżącą granicą.
OdpowiedzUsuńMiękko, chłodno i bezkreśnie. To było jej miejsce.
Słowa spływały po niej jak po śliskim płaszczu, szeleszczącym mocniej z każdym krokiem. Nie zostawały przy niej długo, jak emocje czy gesty. Te natomiast lepiły się pazernie, kotwicząc ją po tej stronie świata – wśród ciał, cudzych oddechów i napięć, których kierunku często nie dało się określić.
Azyl niewiele jej zabierał. Azyl niewiele jej dawał. Był kolejnym zawieszeniem, tak naturalnym i giętkim, że ciężkim do dojrzenia. Nie wiedziała jeszcze jak mocno wpłynie na jej równowagę i sposób istnienia, ale w tę krótką chwilę życia pozwalał na namiastkę normalności, której nie potrafiła namalować sobie w snach.
Pracę w Ratuszu podjęła niemal od początku pobytu. Była jej obojętna, ale czasem przyjemnie drapała jej dłonie. Prosta, fizyczna, tak bardzo ludzka i zwyczajna, że przypominała o ciele, zanim znów rozpływała się w chmarach nocy.
Nie wszyscy jednak potrafili zachować dystans, który ludzka mara rozpraszała wokół siebie miarowo. Jeden z urzędników mylił stanowisko z przyzwoleniem. Dłonie miał ciężkie i zbyt pewne siebie, a głos lepki od uśmiechów, które nie były prośbą. Zatrzymywał się zbyt blisko i zbyt długo, sprawdzając, jak wiele można wziąć bez zapytania.
Asta obserwowała, jak drobne ramiona kobiet kulą się w pośpiechu, gdy jego wartki oddech odbijał się od ścian. Ona sama, zaczynała kulić się nieopodal wysokich regałów, przemykać prawie niezauważona między pokojami. Do czasu, aż jego dłoń nie spoczęła na jej wąskich plecach.
Nocą była kimś innym. Duchem, który pławił się w mroku, rozkochiwał w sobie strach. Jej drobna sylwetka rozciągała się nienaturalnie, przenikając przez bezkres ciemności. Jej dłonie nie były już małe, a rozpostarte palce szukały w popłochu czegoś, czego mogły się chwycić i ujrzeć.
Chciała go tylko trochę nastraszyć. Żeby trochę się bał, ale spał smacznie, długo i wyboiście. Wpłynęła gdzieś przez przesmyk jego lęków, mieszających się nienaturalnie z fantazjami nagich ciał i bezbronnych twarzy.
Prawie podskoczyła, gdy na suchym polu, ledwie wyłaniającego się z odmętu mglistych myśli, dojrzała Ją.
Zachichotała bezdźwięcznie, ale subtelna wibracja pognała wokół nocy.
Pewnie obie wiedziały, że trzeba pozbawić go kontroli. Że koszmar, który miały przynieść miał być odzwierciedleniem jego pierwotnych lęków, prostych i zwierzęcych. Urzędnik miał poczuć, że nie jest sam, że błądzi i że nie ma tu władzy nad tym wszystkim, co tak ulegle spuszczało wzrok.
Wyciągnęła dłoń w kierunku zjawy i przywołała ją palcem. Na rozmytej twarzy widniał przeraźliwy uśmiech. Asta czuła, jak wokół jej czarnych kości drży dziecięca radość cudzych win.
Sen drgnął, jakby ktoś przesuwał ciężar na drugą stronę. Przestrzeń zaczęła się powielać, a z odmętu mroku wysuwały się znajome obrazy. Te same korytarze, drzwi, ten sam zapach potu i papieru. Urzędnik stał pośrodku, nagle zbyt świadomy własnego ciała, lecz zupełnie nieświadomy, kto go obserwował.
Zmora i mara.
Nie mogły go dotknąć. Jeszcze nie. Wystarczyło, że wiedział, że ktoś jest blisko. Że ktoś patrzy.
Asta pozwoliła, by cień wydłużył się o krok, a chłód otulił go kurczowo. Gdy spróbował się odezwać, sen połknął dźwięk.
To wystarczyło.
Asta
[Dzień dobry :) Witam się z opóźnieniem, bo nadal nie potrafię wygrzebać się z zaległości po chorobie, ale cały czas dzielnie z tym walczę ^^
OdpowiedzUsuńPięknie napisana karta postaci i muszę zgodzić się z moimi przedmówcami - tej przerwy w pisaniu absolutnie nie widać :) Ja natomiast cieszę się, że ta przerwa skończyła się wraz z dołączeniem na TLS i mam nadzieję, że w spokoju i z przyjemnością sobie tutaj u nas odrdzewiejesz ;)
Damroka to ciekawa postać, podoba mi się jej historia i ukazanie tego, jak powstała - to, że wierzenia ludzkie były tutaj kluczowe. Oby Azyl mimo wszystko pozostał dla niej tym azylem, którego zawsze szukała!]
LEVI ACKERMANN 🐈⬛
Coś w zielonych tęczówkach, przywołujących na myśl wiosenne kwitnienie, drgnęło złowróżbnie, gdy Noor szykując się do zamknięcia apteki zorientowała się, że na ladzie leżała od kilku godzin niezabrana paczuszka. To był długi dzień, dotarło do niej wiele przedmiotów z zewnątrz i zaskakująco wiele osób przyszło po najbardziej banalne leki, ale to... to nie zapowiadało niczego dobrego i nawet będąc wiedźmą w połowie, wiedziała że to nie przypadek. Coś nad nią wisiało.
OdpowiedzUsuńNoor została właścicielką małego interesu w miasteczku, po kilku miesiącach od przybycia, bo przecież musiała mieć tu jakąś rolę. Znała się na ziołach, wiedziała co leczy migrenę, co pomaga na swędzenie i alergie, co łagodzi podrażnienia, ale samej sobie nie potrafiła pomóc i borykała się od kilku tygodni z poważnym kryzysem zdrowotnym. Jej codzienność to nie tylko prowadzenie apteki, ale także podwójne obowiązki związane z dodatkową działalnością, którą prowadzi obok, po zmroku za zamkniętymi drzwiami. Chciała bezpieczeństwa, więc dotarła do azylu, ale chciała też spokoju i miała nadzieję, że jej praca i interesy nie sprowadzą na nią kłopotów z strony Rady. Obciążenie tym wszystkim zaczynało odbijać się na jej samopoczuciu, a ostatnio coraz trudniej było jej znaleźć chwilę wytchnienia, bo bezsenność, jaka dręczyła ją od wczesnych nastoletnich lat, teraz dobijała się do niej okrutnie. Noor praktycznie nie sypiała.
Ze zmęczeniem i nieustannym uczuciem osłabienia, Noor czuła, jak jej siły słabły, a powieki pieką niemal od tego braku regeneracji. Była rozdrażniona, miała migreny i dystansowała się od wszystkich i wszystkiego, zamykając w sobie coraz bardziej. Przypominała jeżozwierza, zupełnie tak, jak w dniu przybycia do tego miejsca, choć nawet to nie ujmowało jej urody i wdzięku, co emanowała od niej na każdym kroku przez to, kim była. Popołudniami, zamiast spokojnie zasnąć przed nocą w aptece, jej ciało i umysł były przepełnione niepokojem. Bezsenność dokucza jej coraz bardziej, a w głowie pojawiały się dziwne myśli, które nie dawały jej spać nawet po zażyciu tych leków, które już wielokrotnie przynosiły ulgę. Coś wpełzało jej do myśli, coś brnęło boleśnie do najczulszych zakamarków jej umysłu, coś doskwierało i czuła to pod skórą. To jakby niechciana zmora, która się jej uczepiła i nie pozwala odetchnąć, jak zły urok rzucony z zawiści, albo przekleństwo, z którego nie potrafiła się oczyścić. Zaczynała blaknąć i wiedziała, że jeśli sama czegoś z tym nie zrobi, odbije się to na niej i ją po prostu połamie.
Udawała, że nie widzi paczuszki, jakby życzyła sobie, że pakunek zniknie, ale ostatecznie minute przed końcem dnia pracy, zapominalski klient wróci i zabierze swoje zakupy, nie przyprawiając jej o zmartwienie i kolejny powód nasilający pulsowanie w czaszce. Zamiotła zimny gres posadzki miotłą, koniecznie od końca zaplecza w kierunku drzwi - nie odwrotnie. Zerknęła w kierunku witryny, wypatrując kogoś, a potem... cicho westchnęła, wiedząc, że sama się łudzi i zamknęła lokal. Pół godziny później opatulona wełnianym szalem i w długiej kurtce, brnęła do kobiety, która popołudniu przyszła po parę ziół i najwidoczniej zaplątała się we własne myśli, zapominając pakunku. Noor nie lubiła tego... nawiązywania relacji, zacieśniania więzi, budowania kontaktów. Nie ufała nikomu, nie wierzyła innym. Dobrze jej było, gdy tkwiła w swoim punkcie sama, zakotwiczona ledwie w rzeczywistości, zapomniana i nierozumiana - do tego przywykła. Ale nie była tylko pomiotem otchłani, była też córką wiedźmy i cała ta ludzka, głupia wrażliwość siedziała w niej głeboko, więc nie mogła odpuścić. Dotarła do drzwi urzędniczki i zmarzniętymi bladymi palcami uderzyła w drewno, aż po ulicy rozniosło się echo pukania.
Noor
Westchnęła ciężko w końcu siadając
OdpowiedzUsuń- źle sformowałam pytanie: co ja robię w pani biurze?! - sprecyzowała ostrożnie badając otoczenie. Patrzyła dosłownie wszędzie oprócz kobiety, która być może była miła, ale nie ufałam ludziom. Chyba zdecydowanie zbyt długo biegała w futrze. Odgarnęła włosy za siebie.
- tak wiele pytań... - zerknęła na teczkę leżącą na biurku i zamilczała - nie zamierzałam tu zostać na stałe a co za tym idzie zgłaszać swoja obecność komukolwiek. No chyba, że to jakaś zbrodnia łamiąca jakieś przepisy, o których nie wiem - dodała z nuta zniecierpliwienia w głosie.
Zastanawiała się po co w ogóle pytała o takie rzeczy, skoro patrząc na papiery na biurku odniosła wrażenie, że każdego tutaj katalogowano. A co za tym idzie, przeszło jej przez myśl, w co się właśnie wplatała.
- Mozecie wierzyć czy nie, ale jestem samowystarczalna. Mam gdzie spać a praca? Czasem trochę komuś w czymś pomogę i mi to wystarcza.
Namyśliła się.
- Wyjątkowym? O co dokładnie pytacie? - trochę się nad tym dziwiła, bo nie brzmiało to jednoznacznie - a co jedzenia... natura daje wszystko czego potrzebuję. Zima co prawda trudniej, ale jeśli tym pytaniem chcecie stwierdzić czy stanowię zagrożenie to nie? Jestem już w odpowiednim wieku, by wejść w dorosłość - dodała pogodniej patrząc się w końcu w rozmówczynie - Nie potrzebuje zbyt wiele, ale też nie lubię ograniczeń... i nie było to groźbą - wyszczerzyła biała ząbki w uśmiechu - co może mi dać Azyl? Święty spokój. Co ja? Nie mam pojęcia do czego zmierza to pytanie.
lisek
[Przychodzę z opóźnionym powitaniem, pięknie napisana karta, a dobór zdjęć podkreśla klimat treści i całokształt postaci :) Życie jej nie oszczędzało, mam nadzieję, że w azylu znajdzie szczęście i bezpieczeństwo, nawet jeśli to w pewnym sensie nadal niewola :) Życzę dużo weny, a w razie chęci zapraszam do wrednego kambiona :)]
OdpowiedzUsuńMalphas
Zniknięcia owiec… zniknięcia turystów… Jak słusznie zauważyła Damroka, nie wskazywały na nic konkretnego. Co więcej, nie chcąc przykleić niewdzięcznej łatki dosadnie wskazującej na bestialstwo wilkołaków, w ogóle nie powinny zwracać na to uwagi.
OdpowiedzUsuńKażdy mieszkaniec Azylu przez całe życie stykał się z szykanowaniem, wytykaniem palcami, groźbami – często uskutecznionymi – spalenia na stosie. Różnili się jak dzień od nocy, a jednak wszyscy dźwigali na barkach ciężar mroku. Dopiero uświadamiając sobie ten jeden wspólny mianownik, każdy, kto przekroczył bramy Azylu, winien być za niego wdzięczny. Tak jak ona była wdzięczna.
Jak miała w zwyczaju, zmarszczyła brwi i podciągnęła się, opierając łokcie na krawędzi kanapy – zaintrygowana nagłą żądzą Damroki, by wędrować nocami przez lasy. Zdała sobie sprawę, że choć przez chwilę jej niespokojny, wiecznie pobudzony umysł nie podsunął myśli o pochodzeniu towarzyszki.
Na pierwszy rzut oka jej delikatna uroda szeptała o łagodnym usposobieniu, lecz lata pracy jako Ściągającej nauczyły ją, że pod tą mgłą delikatności często czai się coś zupełnie innego.
Odwróciła się w stronę dziewczyny sugerując zainteresowanie tematem, bowiem pracując zespołowo należało poznać talenty wszystkich członków, zanim przeszło się do tworzenia planu. Niczym pies przekręciła głowę w bok analizując słowa Damroki starając się wyciągnąć ze zlewających się, szybko wyrzucanych słów najważniejsze informacje.
Wyczuła jej skrępowanie, więc skutecznie ugryzła się w język choć impulsywne Czego się wstydzisz? drapało nieprzyjemnie w gardło próbując wydźwięczeć w przestrzeni. Zamiast tego przewróciła oczami w teatralnym uniesieniu i podniosła się ze – swoją drogą okropnie niewygodnej! – kanapy.
– Ja jestem Faith Smith i potrafię wypić kufel piwa w dwadzieścia sekund. – uśmiechnęła się zawadiacko spoglądając przy okazji na zegarek wskazujący dziewiętnastą. Idealna godzina na odwiedziny w pobliskim barze.
– Chodź, idziemy stąd. Ta chata ciągnie mnie ku melancholii. – dodała lekko chwytając kluczyki do auta, po czym zadzwoniła nimi zachęcająco.
– Jak mamy rozmawiać o tym kim jesteśmy, najlepiej zrobić to przy opróżnionym kuflu. – podeszła do drzwi wcześniej zarzucając kaptur – tym razem suchej – bluzy na głowę. Nie wspomniała, że ich wieczorny wypad mógł łączyć przyjemne z pożytecznym. Z doświadczenia wiedziała, że najwięcej plotek, doniesień, dziwacznych i pokręconych historii można było usłyszeć od lokalnych barmanów i mieszkańców. A alkohol skutecznie rozwiązywał języki.
Faith
[Cześć! W karcie można odnaleźć dużo smutku, ale też promyk nadziei — końcówka jest piękna, świetnie napisana. Damroka imponuje też swoją dyscypliną, kontrolą nad własną naturą. To znacznie trudniejsze, niż można przypuszczać, a wiele istot w Azylu raczej nie ma ochoty nawet na podjęcie takiej próby. Naprawdę jestem oczarowana Twoją postacią! <3
OdpowiedzUsuńBaw się dobrze i spełniaj pisarskie marzenia! <3]
Morrigan
[Jeśli Levi choć odrobine przyczynił się do tego, że zdecydowałaś się dołączyć na bloga, to nie, nie mam nic przeciwko dalszemu podglądaniu 😈
OdpowiedzUsuńJa również bardzo lubię wątek z Morrigan, pytanie, czy tak samo ten wątek lubi Morrigan, ponieważ Levi bardzo, ale bardzo tam marudzi 😅
Wątek z Klementyną również mogłabym polubić, ale chwilowo fizycznie więcej wątków nie udźwignę i muszę sama siebie nieco przystopować, ale jeśli chcę wszystko ogarniać, to nie da się inaczej. Także porywam ciasteczka i uciekam pisać, a jeśli zacznę mieć więcej czasu na pisanie, to wiem, gdzie Klementyny szukać ^^]
LEVI ACKERMANN 🐈⬛