Do not look for my heart any more; the beasts have eaten it.
MINERVA COVE
Jest trochę jak wyrwana z innego świata, oderwana od rzeczywistości, którą woli kreować na swój własny sposób. Pochłania ją tysiąc myśli na minutę i otacza wieczne pragnienie, którego nie jest w stanie kontrolować. Krew budzi jej najgorsze instynkty, a czując jej zapach, ulega im całkowicie. Są momenty kiedy wpada w Krwawy Szał, atak powszechny wśród młodych wampirów pierwotnych, które nie zostały nauczone samokontroli. Wtedy wszystko przysłania jej krew, nie ma nic poza nią. Atak zazwyczaj trwa kilka dni, a po nim zostawia sznur ciał, budząc się naga i zakrwawiona na jakimś pustkowiu. Nigdy nie pamięta tych ataków, nie wie co wtedy się dzieje z nią, ani kim są jej ofiary. Ta luka, niczym klątwa pozostaje w jej umyśle na zawsze.
Jest krwistym stekiem, nie angielskim kwiatkiem. Jest zwinna, bardzo szybka i często niewidoczna. Potrafi błyskawicznie zniknąć w tłumie, pozostawiając po sobie jedynie metaliczny zapach krwi, zmieszany ze słodkim zapachem jej ciała. Ten kontrast, choć absurdalny, idealnie do niej pasuje. Potrafi zajść ofiarę niezauważona i pozbyć się ciała tak, aby nigdy nie zostało odnalezione. Jednak dla niej jest to... nudne. Lubi to uczucie, tą niezdrową ekscytację, kiedy ofiara wie, że się zbliża. Zanurzając swoje kły w ciele, potrafi odczytać emocje danej osoby, a nawet wejść do jej umysłu na tyle głęboko by poznać jej myśli lub wspomnienia. Polowanie jest dla niej świetną zabawą, a zostawianie swoich ofiar przy życiu, to jak cicha obietnica, że kiedyś po nich wróci. Pozwala nakarmić ich nadzieją, a kiedy wraca, jako kochanka, w zamian na namiętną noc, zabiera całą krew. Bo najlepiej smakuje jej strach zmieszany z pożądaniem. W głębi swojej dzikiej natury jest jednak istotą pierwotną. Gdy gra trwa zbyt długo, kiedy emocje narastają do niewyobrażalnej granicy, kusicielka zamienia się w bestię. Spragnioną krwi, niezwiązaną żadnymi głębszymi emocjami. Każda jej relacja jest bowiem potencjalnym łowem, a przywiązanie mogłoby zaburzyć jej dotychczasową dynamikę. Każda więź jest dla niej ryzykiem. Odkrycia swoich własnych emocji, które wykraczają poza pragnienie i satysfakcję. A jednak niektóre z ofiar potrafią przetrwać dłużej. Te bardziej świadome. Odważne. Te które potrafią patrzeć w jej oczy i rzucić wyzwanie. Interesujące, intrygujące i pociągające. Niestety, w końcowym rozrachunku nawet one nie są w stanie wygrać z jej ogromnym pragnieniem.
Jest impulsywna i wybuchowa, dzika i drapieżna. Nieokrzesana. Na nowo narodziła się w Rodzie Cieni Nocy, ale została szybko odrzucona przez swojego stwórcę, który był w pewnym sensie świadomy, że źle wybrał i nauczenie jej kontrolowania swoich popędów i używania swoich umiejętności będzie po prostu niemożliwe. Po przemianie, obudził się w niej ogień, którego wcześniej nie dostrzegł. Myślał, że będzie idealną Niewidoczną, ale cholernie się mylił. Zbyt wiele razy przekroczyła granicę niewidzialności, zostawiała po sobie zbyt wiele śladów. Nie dlatego, że nie umiała ich tuszować, ale dlatego, że tak chciała. Jej potencjał odkrył Ród Łowców, dla którego krwawe polowania były codziennością. Był to najbardziej hedonistyczny i niepokojący klan wśród wampirów pierwotnych. Tam każde polowanie było opowieścią, a niektóre z łowów stały się legendami. Tam, nikt nie oceniał jej przez pryzmat braku kontroli. Przeciwnie, to było jej atutem.
Nie wie do końca jak trafiła do Azylu. Nie pamięta swojego pierwszego dnia tutaj, ani co ją tu sprowadziło. Zasady obowiązujące w tym miejscu nieco ją przytłoczyły i czuła się, jakby miała na sobie niewidzialne łańcuchy, ograniczające jej wolność i swobodę. Bardziej jednak od wydostania się, pragnęła odkryć kto za tym wszystkim stoi.
19 czerwca 2005, Luss, Szkocja — Młoda i żądna krwi wampirzyca, przemieniona w dzień swoich osiemnastych urodzin — Porzucona przez swojego Stwórcę, który zamiast nauczyć jej kontroli, nauczył ją sztuk manipulacji, skrytobójstwa i infiltracji — Czerwony amulet, jako prezent od Stwórcy, który chroni ją przed promieniami słonecznymi — Zazwyczaj nosi tylko czerwień i czerń — Ściągająca, która podczas wypadów poza Azyl urządza sobie małe polowania — Rody.
Cześć! Minnie jest trochę krwiożercza, ale może uda się ją ustawić do pionu. Choć krew istot magicznych może kusić bardziej niż ludzi, to postara się trzymać kły przy sobie i nie gryźć za mocno, w końcu różnie mogłoby się to skończyć. ^^ Fajnie jakby w Azylu znalazła się ofiara jej wcześniejszych polowań, choć nie mam za bardzo pomysłu jakiej rasy mogłaby być. Albo jakby do Azylu trafił jakiś wampir z innego klanu (może nawet jej Stwórca?). W sumie przyjmiemy wszystko co ciekawe i krwawe, ogranicza nas tylko wyobraźnia. W karcie jest dużo gifów, polecam klikać! Wizerunku użyczyła Deborah Ann Woll, cytaty w karcie to Sapkowski, Charlesa Baudelaira i piosenka Studia Accantus. Znajdziecie mnie również tutaj: srebrnakrolowa@gmail.com
[witam i o zdrowie pytam ;)
OdpowiedzUsuńOj bardzo niedobry stwórca, że swe dziecko zostawia w taki sposób. Kołek chętnie na niego przygotuje hehe.
Bardzo obrazowo przedstawiona karta, ciekawa jestem co z pobytu w Azylu wyniknie.
Dużo wątków i powiązań. Nie mówiąc nic o dobrej zabawie. ;)]
Hotarubi
[Cześć, hej!
OdpowiedzUsuńTemperament Minnie zapewne wystarczyłby dla części populacji w miasteczku, ale właśnie dlatego jest tak ciekawa, a zapewne i nieprzewidywalna – zdecydowanie trzeba na nią uważać! :D
Anastasius, jak to stary dziad, będzie miał jej dość, ale hej, czy ktoś miałby do niej więcej cierpliwości niż von Weiss, który umrzeć jako tako nie może? xD
Życzę dużo weny i masy wątków. Niech się rozpęta minniowe piekiełko!]
Anastasius von Weiss
Świetnie napisana karta i szczegółowo przedstawiona postać, poczułam klimat od pierwszych linijek. Postać Minnie ma w sobie coś, co z miejsca przyciąga uwagę i intryguje. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jak rozwiną się jej relacje z innymi mieszkańcami Azylu i jakie konsekwencje przyniesie jej impulsywna natura 💙 Chodź do Malphasa, to będzie istna mieszanka wybuchowa! 💥]
OdpowiedzUsuńMalphas Vane
[Cześć! Ona jest jak tykającą bomba, turbo intensywna, bez hamulców! Wspaniale oddany klimat, a każdy ukryty link tylko podsyca jej ogień! 🔥 Jest to niezaprzeczalnie mocny charakter i mam nadzieję, że narobi bałaganu! Jakoś nie wyobrażam sobie, by miała spotulnieć... xD
OdpowiedzUsuńżyczę Wam wspaniałych wątków i porywających powiązań! Dobrej zabawy! ]
Noor ✨
[Dobry wieczór!
OdpowiedzUsuńW końcu (choć niespodziewanie bardzo szybko) doczekałam się drugiego wampira i to w tym najmroczniejszym, klasycznym wydaniu ♡
Podglądałam pannę Cove jeszcze w roboczych, ponieważ uwiodła mnie opisem oraz pokusą opisów rasy, a w tym proszę bardzo niespodzianka: dodałaś nawet te niesamowicie ciekawe rody. Szkoda, że Administracja ich nie podlinkowała z Twojej karty, bo jest tam wspominka, ale nie ma odnośnika. Niedługo jak będzie nas więcej, to świeżaczkom będzie ciężko znaleźć, a szkoda, żeby się tak marnowały!
Nasze wampirzyce z początku na pewno by się nie dogadały z prostej oraz oczywistej różnicy poglądów, choć Klementyna jako kilkusetletnia, starsza koleżanka mogłaby się przyznać (czego nie zrobi), że w wieku Minnie była (co nieco) podobna (za bardzo) i ma również swoje grzeszki za sobą. Z pewnością też Wampiry Pierwotne niejednokrotnie napotykały Vasanguinati na swojej drodze, choć było to dość trudne z racji ich umiejętności wtapiania się w rasę ludzką i z tego, co widzę, to przy tych wszystkich rodach bardzo przypominają "potulne jednorożce" XD
W każdym razie, gdybyś chciała ustalić jakieś fakty historyczne między głównym gatunkiem i podgatunkiem naszych krwiopijców, to zawsze będę chętna o tym rozpisywać się na gmailu ♡
W kwestii wątku, to ujmujesz, że jesteś gotowa na wszystko, ale pani von Lossow by tylko jej prawiła morały i sprowadzała na prawidłową drogę, gdzieś jeszcze matkując po drodze XD]
Klementyna
[Cześć. Chodzący trotyl? Lubię to!!
OdpowiedzUsuńCzuć tę młodzieńczą, nieokrzesaną energię, a przez kartę przebiega coś w rodzaju pospieszającego oddechu na plecach. Przez moment poczułam się jak uciekająca ofiara, co podoba mi się jeszcze bardziej.
Kąsaj i baw się wspaniale. My lubimy wszystko co straszne i krwawe, więc liczymy na to, że będziecie spędzać niektórym sen z powiek ;> ]
Asta
[będę szczera - nie lubię rudych ^_^
OdpowiedzUsuńNo wiesz.. od kołka to bym zaczęła wymyślając coraz to nowe i pewnie bardziej kreatywne metody kar ;)
Chęci są - gorzej z pomysłami a na razie to mi nic do głowy nie przychodzi, no chyba że tobie coś po głowie chodzi ;p]
Hotarubi
[Dzień dobry :) Byłam bardzo ciekawa, kiedy dołączy do nas pierwszy żądny krwi wampir lub wampirzyca, ponieważ jestem przekonana, że z taką osóbką będzie można prowadzić tutaj bardzo ciekawe wątki i proszę, doczekałam się! Aż zacieram rączki i zazdroszczę Ci tych wszystkich wspaniałości, które będziesz mogła tutaj rozpisać, bo potencjał jest duży :)
OdpowiedzUsuńPoza tym, cudowna Deborah na wizerunku w jeszcze cudowniejszej roli w True Blood. Mam wrażenie, że oglądałam ten serial całe wieki temu! Natomiast rozpiska z rodami budzi we mnie mocne skojarzenia z Wampirzym Cesarstwem Kristoffa i aż kusi mnie zrobienie rereadu przed wydaniem trzeciego tomu, choć te książki to kobyły ^^
Mam duży sentyment do postaci wampirów, bo swego czasu dużo podobnymi się napisałam, więc tym bardziej życzę Ci ociekających krwią wątków, które nie będą dawały spać po nocach i Tobie, i Minervie ;)]
LEVI ACKERMANN 🐈⬛
[Ohooh, ona nawet jeśli magnetycznie przyciąga, nie robi tego specjalnie... prawie ^^ ale bardziej jest zagubiona, niż zdeterminowana podążać demoniczną ścieżką, więc ktoś taki jak Twoja Minerva, to byłaby wisienka na torcie w jej chaosie! Zmajstrujmy coś koniecznie <3
OdpowiedzUsuńMoże Minnie walczyłaby po nałożeniu runy z swoim krwiożerczym, a jednak teraz stłumionym, szałem i porwałaby w zew krwi Noor? Moja stawia na opanowanie i dystans, który chroni, ale kto wie... co się zadzieje, jak jej ktoś zerwie kaganiec :P]
Noor
[Hej, dzień dobry tym razem!
OdpowiedzUsuńPrzemyślałam dość intensywnie i wydaje mi się, że Minerva mogłaby chcieć zaprzyjaźnić się z Klementyną np. ze względu na fakt, iż sama pani von Lossow ma męską znajomość, która niezmiernie przypadłaby do gustu samej pannie Cove... Wtedy wkraczając do kręgu znajomości, Minerva zaczęłaby się pojawiać oraz wtrącać w różne ich spotkania po swojej pracy jako Ścigająca.
Mogłabym potem potencjalnie stworzyć tego pana jako osobną postać - gdybyśmy przykładowo uznały, że ich gra zacznie toczyć się w pewnym momencie na bardzo zaawansowanym poziomie.
Czy coś takiego przypadłoby Ci do gustu? Masz może jakieś pomysły?]
Klementyna
[Cześć!
OdpowiedzUsuńFaith zdecydowanie rozumie i utożsamia się z Minervą w zakresie wiecznie pobudzonego umysłu tysiącem myśli. Sama się z tym wiecznie boryka, a niemożliwym jest ich zatrzymanie chociażby na moment. Ciekawa jestem natomiast, czy uda się Minervie odkryć tajemnice Azylu ;>
Życzę samych świetnych wątków i przede wszystkim dobrej zabawy! :)]
Faith Smith
Anastasius był w miasteczku już od dwudziestu lat. I lubił to miejsce. Miał tutaj własny dom, szklarnię, pracował, uczył się i badał – to było naprawdę wiele. Nie musiał się ukrywać, posługiwać fałszywymi tożsamościami ani udawać kogoś, kim nie był. Dumnie więc nosił swoje nazwisko i cicho obracał się wśród mieszkańców jako dozorca cmentarza i lekarz, do którego szło się, gdy było źle. Przyzwyczaił się do tego wszystkiego, raczej się nie wychylając.
OdpowiedzUsuńO Minervie Cove słyszał jedynie z plotek. Podobno dziewczyna robiła sporo zamieszania, odkąd trafiła do miasteczka, zawsze szukając kłopotów. Anastasius nie przejmował się tym za bardzo. Było tutaj wiele takich osób jak wampirzyca i prędzej czy później każdy się łamał, dostosowywał, bo nic nie mogło działać bez zasad i wyznaczonych granic. Rozumiał to bardziej niż ktokolwiek inny. Chaos bywał piękny w swojej pierwotnej naturze, ale to porządek pozwalał wszystkiemu trwać.
Wracał do domu po pracy. Dzisiaj wybrał dłuższą drogę – chciał się przespacerować, zanurzyć w miasteczku, które zaczynało być tulone przez noc. Szedł przed siebie pewnie, krok za krokiem, a za jego plecami włóczył się Oggy, który radośnie syczał, trzymając w kościanych rękach kilka kwiatów.
Anastasius zatrzymał się przed barem, obserwując całą scenę raczej ze znudzeniem. Nie lubił tracić energii ani tym bardziej nie miał zamiaru wdawać się w bójkę. Był już za stary, żeby działać pod wpływem impulsów, które godziły w jego ego. Miał niewiele słabych punktów, ale w jakiś dziwaczny sposób rozumiał gniew czy chęć rozładowania napięcia poprzez walkę, szczególnie że miasteczko czasem przypominało więzienie bez możliwości wcześniejszego zwolnienia.
— Marcus, witaj. Arthur — odezwał się, pochylając lekko głowę w stronę mężczyzn. — Czy tak powinno się traktować kobiety?
— Von Weiss? A ty tutaj skąd? — Marcus pociągnął cicho nosem, obserwując Anastasiusa z lekkim dystansem. Nie wiedział, czego spodziewać się po dozorcy cmentarza. I chyba nie chciał się przekonywać, co byłby w stanie zrobić. Gadanie z trupami, niepokojąca aura… to zdecydowanie zbyt wiele.
— Odpuść, Marcus. — Arthur złapał kolegę za ramię i pociągnął mocno. Zdecydowanie nie miał zamiaru robić rozpierduchy i podpaść, szczególnie że teraz wszystkiemu przyglądał się dozorca. — Dobrej nocy, panie von Weiss.
Anastasius przytaknął jego słowom, patrząc, jak tłum się przerzedza. Zapewne zepsuł gapiom zabawę. Wolał jednak, aby wszystko toczyło się swoim spokojnym, nudnym torem, tym bardziej że był po pracy i jedyne, czego pragnął, to filiżanka dobrze zaparzonej herbaty.
Usłyszał ruch, zanim jeszcze kobieta znalazła się za jego plecami. Było coś osobliwego w spięciu mięśni i reakcji ciała – to subtelne drżenie słychać też było u istot paranormalnych.
Pozwolił jej jednak podejść dość blisko, aby mogła mu szepnąć do ucha. Gdy to zrobiła, odwrócił się, aby wbić ciemne, brązowe oczy w sylwetkę Minervy. Wyczuwał jej przyspieszony oddech i żądzę, a gdzieś pod spodem także głód, odwieczny i nieposkromiony głód, który wracał za każdym razem.
— Nie powiedziałbym, że jestem wybawcą, raczej mieszkańcem miasteczka, który chciałby wrócić do domu bez żadnych przeszkód — odparł rzeczowo, neutralnym tonem, który nic nie sugerował.
UsuńSkrzyżował ręce za plecami. Anastasius, ubrany elegancko, w spodnie w kant, koszulę, kamizelkę i dłuższą marynarkę, przyglądał się dziewczynie, jakby oceniał, czy powinien gdzieś zgłosić incydent przed barem. Chaos bywał zabójczy i niekiedy wywoływał ogniste zamieszanie. A on był przeciwnikiem chaosu i najczęściej trzymał się z daleka od czynników, które podsycały konflikty. Takie podejście pozwoliło mu przetrwać, ale też badać i eksperymentować.
— Wiele o tobie słyszałem, panno Cove. Najczęściej jednak były to złe rzeczy — odezwał się. — Zachowujesz się w ten sposób, bo szukasz zabawy? Czy może doskwiera ci głód?
W swoim długim życiu widział już wielu krwiopijców. Każdy jednak różnił się od siebie, niekiedy tylko szczegółem, ale zawsze chodziło o pragnienie. Dla Anastasiusa było to ciekawe – ta pierwotna potrzeba, aby się najść, zyskać kontrolę i zacząć myśleć trzeźwo.
Anastasius von Weiss
[Hej, hej!
OdpowiedzUsuńPrzedstawię Ci na dniach w gmailu tego pana, jak go już skończę, abyś miała jego pełen obraz. Trochę mi to zajmie, także poproszę o cierpliwość w tej kwestii ♡
Jeśli chcesz, to możesz dać Twój pomysł jako właśnie początek już teraz albo możemy zaczekać z dopięciem naszego wątku, kiedy podeślę Ci wgląd w przyszłą znajomość.
Bardziej myślałam długoterminowo niż krótkofalowo, chcąc wyznaczyć cel i połączyć motywy naszych postaci. Razem mamy teoretycznie wszystko, bo ja akurat na samą początkową scenę jeszcze nie wpadłam XD]
Klementyna
[Zabawne, że o tym wspominasz. Faith co prawda poznała wielką tajemnicę Azylu, jednakże ślad wspomnień po owych zdarzeniach zniknął :D
OdpowiedzUsuńJak najbardziej - Faith mogłaby wprowadzić w nową rolę Minervę. Co więcej, mogła nadzorować jej wypady.
Jeśli nie masz nic przeciwko dłuższemu odpisywaniu z mojej strony to na wątek mogę się pokusić (już trochę ich na siebie wzięłam, czas mi nie pozwala na pisanie codziennie, aczkolwiek w ciągu tygodnia, dwóch tygodni max najczęściej coś uda mi się naskrobać)]
Faith Smith
Osobiście nie określiłby całej tej sytuacji jako pozbycie się kogokolwiek. Była to raczej szybka wymiana za i przeciw dalszemu chaosowi. I oczywiście któryś z tych mężczyzn mógłby się zdenerwować i zamachnąć, a Anastasius dostałby dość dotkliwie w szczękę, ale to też ostatecznie byłby jakiś wybór. W tym wszystkim jednak, w emocjach i impulsach, chodziło o znalezienie pewnego punktu, który potrafiłby zatrzymać rozjuszonego byka. Takim punktem często był Anastasius, bo zamiast warknięć i walk wolał rozmowę, czasem słowną potyczkę, a do przemocy przekonywał się tylko wtedy, gdy nie było innych opcji.
OdpowiedzUsuń— Powiedziałbym, że w jakiś sposób się rozumiemy — odparł, gdy zapytała o jego sekret. — Poza tym raczej nikt nie chciałby droczyć się z dozorcą cmentarza, bo może się okazać, że martwe nie zawsze jest martwe, a z reguły żywi, niezależnie, czy to ludzie, czy istoty paranormalne, obawiają się zgnilizny i śmierci.
Był mężczyzną mierzącym prawie dwa metry. Ciało, które opętał, miało mięśnie, do których Anastasius nie umiał się przyzwyczaić, i tatuaże, które zarywał – to, że pociągnęła za jego kamizelkę i przyciągnęła bliżej, oznaczało jedynie, że Minerva Cove była silna i robiła to, co chciała, nie przejmując się tym, co wypada. A Anastasius nie lubił, gdy ktoś naruszał jego przestrzeń osobistą.
— Ja i śmierć jesteśmy blisko. — Odsunął się o krok i poprawił marynarkę, jakby chciał strzepnąć z niej zapach dziewczyny. Był słodki i chłodny, przylepiał się do wszystkiego i oblepiał jak miód.
Widział jej oczy. Czerwone, rubinowe, błyszczały i przyciągały – nie były straszne ani szpetne. Przypominały trochę kolorem zaklętą krew, słodką i okrutnie cenną.
— Nie stoisz, ale z natury jestem dżentelmenem, dlatego zareagowałem. Poza tym wiedziałem, że raczej nikt nie stanie po twojej stronie, jesteś zbyt wyrazista, zbyt… butna w swojej naturze. — Rzucił jej krótkie spojrzenie, a potem zerknął w stronę Oggy’ego, który stanął obok, ciekawsko rozglądając się wokół.
Oggy jedynie delikatnie pochylał się do przodu, z otwartą szczęką czekając, aż Anastasius ruszy dalej.
— Nie masz żadnych zapasów, aby radzić sobie w takich sytuacjach? — spytał konkretnie. Sądził, że istoty takie jak ona myślą przede wszystkim o tym, aby zadbać o własny komfort i nie przejmować się jedzeniem. Chyba że panna Cove lubiła spijać krew z żywych istot, zamiast siorbać ją z saszetek.
Anastasius doceniał piękno. Umiał więc docenić to, jak czerwona sukienka idealnie pasuje do wampirzycy – wyglądała jak kusicielka, którą zapewne niewątpliwie była. Takie kobiety bywały zgubą mężczyzn, jeśli nie było się dostatecznie ostrożnym. Poza tym sądził, że czerwony kolor jest czymś więcej. Nie chodziło tylko o kreację, a o całą naturę Minervy.
— Masz niewyparzony język, panno Cove, skoro nazywasz innych śmierdzącymi kundlami — stwierdził, poprawiając mankiety przy marynarce. Obserwował jej sylwetkę brązowymi, uważnymi oczami, które łapały każdy ruch, nawet ten pod skórą – doskonale wyczuwał jej puls i oddech.
Gdy podała mu rękę, delikatnie ją złapał i ucałował wierzch. Jej palce były małe, dłoń raczej drobna, ale silna. Odsunął się i wyprostował.
Usuń— Anastasius von Weiss — przedstawił się, a zaraz potem usłyszał syk kościotrupa. — A to mój wierny towarzysz: Oggy.
Szkielet znów zasyczał i poruszył się niespokojnie, jakby się niecierpliwił, aż pójdą do domu. Trzymał w rękach kwiaty, mocno je ściskając, i mruczał pod nosem, wprawiając swoje kości w drżenie.
— Nie piję zbyt często ani nie przesiaduję w barach — powiedział niemal od razu, dobitnie. Anastasius unikał takich miejsc i to nie dlatego, że był lepszy od innych. Po prostu nie czuł się dobrze w towarzystwie, a i jego aura, zawsze trupia, niepokojąca, bywała męcząca dla żywych.
— Natomiast jeśli walczysz z pragnieniem, mogę pomóc — dodał, widząc nerwowe spojrzenie barmana. Nie mówił o swojej krwi, a o specyfiku, który mógł ugasić wampirze pragnienie. Nauczył się przygotowywać ten napar, gdy poznał jednego ze starych krwiopijców, z którym nawiązał długoletnią przyjaźń.
Pochylił się delikatnie i wskazał dziewczynie drogę grzecznym gestem, dając jej jednak wybór. Mogła zostać tutaj, w barze, pić i zaczepiać innych lub skorzystać z pomocy, którą jej oferował.
Anastasius von Weiss
[Możemy iść w tym kierunku... chociaż sama nie wiem, jak to wpłynie na taką rozdartą pannicę jak moja :P
OdpowiedzUsuńCzy chcesz zacząć to sprowadzanie na złą ścieżkę, czy ja mam coś na dniach podrzucić? ]
Noor
Wieczór w azylu dla stworzeń wszelkiej maści tętnił cichym, ale niepokojącym życiem. W mieszkaniach paliły się ledwie tlące lampki i migotające żarówki, jakby wszystko musiało być ostrożnie przemyślane, nic obecność zostanie zdradzona. Ulice tonęły w mroku i tam gdzie dosięgało światło latarni ustawionych co kilkadziesiąt metrów, czasami tylko drogę przebiegł jakiś dziki kot. Noor szła w cieniu, niespecjalnie ale jednak unikając pokazania się na widoku i czuła, że i ona i Minerva , obydwie równym i pewnym krokiem, zbliżały się ku sobie, by spotkać się pod barem Brudershaft.
OdpowiedzUsuńAptekarka jako istota o połowicznej duszy, nosząca w sobie wieczny wewnętrzny konflikt, do końca nie była pewna, po co wychodzi z domu. Miała robotę do zrobienia i przez noc na pewno znalazłaby zlecenie i towar do przehandlowania A drugiej strony... od pięciu lat każdy wieczór i każda noc wyglądały podobnie, a młoda wampirzyca miała w sobie coś... coś, co wzywało ją do działania. Do spróbowania, jak może smakować życie, jeśli przełamie się i spróbuje przestać grać. Z jednej strony jej demoniczna część pragnęła chaosu, z drugiej wrażliwa natura szukał zrozumienia i spokoju. Jej oczy, migoczące jak jasne szmaragdy, zdradzały nieustanną walkę między pragnieniem nocy a tęsknotą za światłem. Wyszła z domu, aby sprawdzić, na jak wiele ją stać i... i czy uda jej się tego spróbować tutaj.
Czasami Minerva ją przerażała. Była zbyt krnąbrna i miała nieokiełznany apetyt, przez co mogła sprowadzić na siebie ogromne kłopoty. Nie zważając na nic i nikogo, przemierzała azyl z pewnością siebie, której nie można było zlekceważyć i od kiedy się pojawiła, od razu Noor wyczuła jej obecność. Zwykle trzymała się od takich istot z daleka, bo sama była słabsza, ale teraz... teraz postanowiła, że poszuka w niej sprzymierzeńca.
Dotarła pierwsza, a jej drobny i płynny krok nie niósł się zbyt nachalnym echem po ulicy. Poprawiła szeroki kaptur, pod którym skryła włosy i częściowo twarz, a potem oparła drobne plecy o zimny mur budynku, cierpliwie czekając. Była w połowie demonem, nie mogła się oprzeć, gdy zjawiała się okazja jak ta, aby spróbować złamać reguły i napisać własne. Ale była też po równo człowiekiem i choć nigdy nie opanowała w pełni sztuki wiedźmowania, wiedziała, że nie może za bardzo ryzykować. Była mieszańcem o paskudnie nieczystej i słabej krwi i musiała najpierw uważać na siebie, a potem na resztę.
Gdy poczuła, jak wampirzyca nadchodzi, oderwała plecy od ściany i zwróciła się prosto w jej stronę.
- Pokażesz mi to...? - zapytała szeptem, a jej głos był jak zimny wiatr. Chodziło o miejsce, o którym nie wie nikt z Rady. Takie, gdzie zasady przestają obowiązywać i obiecana wolność łączy się z obiecanym bezpieczeństwem.
[może być na początek? :) nie ustaliłyśmy szczegółów, więc poszłam na żywioł, jak coś to krzycz :)]
Noor
[Wydaje mi się, że krzywda nie spotka jej w miejscu, które ogranicza wszystkim moce, dlatego jakoś o to się nie martwię, ale trzeba przyznać, że Minerva jest ciekawa i wzbudza wiele różnych emocji! A ja chętnie skorzystałabym z zaproszenia, ale nasze panie rzeczywiście są z przeciwległych biegunów i nie jestem pewna, czy znalazłyby wspólny język. Pomyślę o czymś dla nas i wtedy się odezwę. :) Tymczasem bardzo dziękuję za powitanie, ja także życzę dalszej fajnej zabawy! :)]
OdpowiedzUsuńTove
[Definitywnie mi odpowiada. Po zatwierdzeniu tego pana przez szanowną Administrację podeślę Ci całość materiałów na gmaila i wtedy na spokojnie kontynuujemy nasze omawianie tego wątku ♡]
OdpowiedzUsuńKlementyna
[Możemy rozpocząć od pierwszych stawianych kroków jako Ściągająca, a w późniejszym czasie przejść do nadzorowania jej wypadów :)
OdpowiedzUsuńJeśli byłabyś w stanie zacząć byłabym wdzięczna <3]
Faith Smith
[Oj tam, niech ją ponosi... Od tego mamy ten blog ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa na temat Leviego i oj tak, moja kolejka odpisów zdaje się nie mieć końca, aczkolwiek tutaj jeszcze ten mój zdrowy rozsądek jest mniej zdrowy, bo dawno nie pisałam niczego w klimacie fantasy bądź chociaż lekkiego fantasy i trochę jestem głodna tego typu wątków niczym Minerva krwi ;) Ale jak mi odpiszą wszyscy na raz, to będę płakać 😅]
LEVI ACKERMANN 🐈⬛
Anastasius był bezproblemowym mieszkańcem. Wiedział, co się stanie, jeśli tutaj zamieszka i zaakceptował reguły bez wahania, sądząc, że w ten sposób będzie mógł znaleźć sobie dostatecznie dużo miejsca, aby zająć się swoim życiem i pogłębiać wiedzę, obserwować innych. To mu wystarczało.
OdpowiedzUsuńNie wdawał się więc w ostre dyskusje z innymi, nie wchodził w konflikty i trzymał się nieco z uboczu. Był raczej kimś, kto jedynie majaczył gdzieś daleko, najczęściej między nagrobkami albo przy lesie, w domu o czerwonym dachu. Takie życie miało swoje plusy. Po prostu robił to, co do niego należało, przestrzegając zasad. I chyba to wystarczało, aby inni go szanowali, a może po prostu koniec końców każdy wiedział, że prędzej czy później znajdzie się w jego rękach – i to od niego będzie zależeć ułożenie ciała, wybór trumny, wyciosanie nagrobka.
— Można uznać, że zajmuję się zmarłymi i dbam o to, by godnie spoczęli w grobach — odparł neutralnie. Mówił o swoim zajęciu jak o czymś normalnym, nie wstydził się swojej pracy ani tego, że czasem grzebał w ziemi czy sprzątał, choć to zazwyczaj robił Oggy.
Zmierzył jej sylwetkę wzrokiem. Wiedział, że była wampirem – zdradzało ją niemal wszystko. Poza tym Minerva wcale się nie kryła, zupełnie jakby była dumna z tego, że stała się krwiopijcą. Anastasius nie zamierzał tego oceniać. Nie wiedział, czy stała się taka, bo tego chciała, czy może została zmuszona. I nie miało to znaczenia, ostatecznie i tak miała kły i musiała ugasić swoje pragnienie.
— Jestem liszem — odpowiedział, a przez jego oczy przemknął cień o trupio zielonej poświacie. Anastasius nie mówił nigdy o przemianie ani o tym, jak długo z tym zwlekał, bo dopiero strach o własne życie pchnął go do tej decyzji. Dla wielu nekromantów owa przemiana była marzeniem o nieśmiertelności, słodkim poddaniu się śmierci. Dla von Weissa okazało się to przede wszystkim praktyczne. Nie chciał umierać, bo miał jeszcze wiele do zrobienia. Poza tym jego stosunek do przemijania był raczej negatywny.
— Ostatecznie każdy potrzebuje sprzymierzeńca — stwierdził. — Możesz być indywidualistką, ale czasem, gdy życie staje się bardziej pułapką a nie pudełkiem zabawek, warto mieć kogoś, kto stanie po twojej stronie.
Anastasius miał kilkoro przyjaciół, a teraz, będąc w miasteczku, spędzał dnie z Oggy’m. Kościotrup był wesoły, kipiał energią i uwielbiał poznawać świat, który zawsze miał coś ciekawego do zaoferowania.
Gdy dostrzegł jej spojrzenie, zerknął w stronę Oggy’ego, który zasyczał cicho. Szkielet był raczej niegroźny, lubił kwiaty, uwielbiał guziki i był bardzo dobry w sprzątaniu. Nigdy nie wyrządził nikomu krzywdy, a z osobami, które lubił, grał w kamień, papier i nożyczki albo kazał sobie czytać. Oggy koniec końców był istotą niewinną w swojej koszmarności.
Nie skomentował jej podejścia do krwi ani do opuszczania miasteczka. Wydawało się to całkiem logiczne, skoro musiała jeść, a pewnie lepiej było, gdy żerowała poza azylem.
— Przynajmniej już wiesz, jak może się skończyć wyzwanie kogoś od psów — skwitował, choć wiedział, że Minerva raczej ma to gdzieś i najpewniej wcale to nie nauczy ją pokory. Wydawało mu się nawet, że dziewczyna czerpie z tego jakąś satysfakcję.
Zareagował szybko i stanowczo, gdy się zbliżyła i odgarnęła włosy z jego szyi – nie miał zamiaru dzielić się z nią swoją krwią. Poza tym nie był pewien, czy jego krew nie byłaby dla niej trująca czy zabójcza. Był liszem, uosobieniem śmierci, istotą martwą, ale żywą w prostym tego słowa znaczeniu.
Nie odezwał się, gdy zasugerowała intymną atmosferę, po prostu ruszył przed siebie. Dom stał przy lesie, przyciągając czerwonym dachem. Wpuścił wampirzycę przodem, otwierając przed nią drzwi, a potem gestem zaprosił ją do kuchni – było tutaj czysto, pachniało drewnem i ziołami.
UsuńOggy wesoło wsadził kwiaty do starego wazonu, a potem zaczął przyszykowywać herbatę. Anastasius za to wyciągnął niewielką szkatułkę, w której trzymał rzadkie zioła i magiczne składniki.
— Gdy mówiłem, że mogę pomóc ci z głodem, nie myślałem o swojej krwi — odezwał się. — Znam pewien przepis, którego nauczył mnie stary przyjaciel, też wampir. Skoro jemu eliksir pomagał z pragnieniem, być może i tobie też pomoże.
Anastasius von Weiss
Noor od zawsze była na krawędzi. Jak jawa i sen, jak ciemność z cieniem, tańczyła w każdej chwili otaczającej jej rzeczywistości, nie wybierając ani dnia, ani nocy. Wrażliwa po matce czarownicy, której było bliżej do człowieka i zarazem silna i odporna na zranienia po ojcu, który nigdy nie pozwolił jej się poznać. Umiała mącić w głowie, docierać do duszy, potrafiła wpełznąć w cudze myśli i sie w nich zakotwiczyć dopóki ofiara nie oszaleje. Jej największą siłą, czymś co ją podniecało i pobudzało drzemiący w niej mrok, były pragnienia i doznania, a gdy mogła dać spełnienie, rozkoszowała się cudzą przyjemnością, syciła nią i nabierała sił dzięki takiej rozognionej energii.... ale to było przerażające. Noor dzięki uczuciom była silniejsza, ale sama czuła zbyt mocno i zbyt wiele i była nieustannie zagubiona. Rozrywana dusza, roztargnione sumienie, zew chaosu i poczucie odosobnienia, ogromna samotność... ona sama czasami myślała, że miesza jej się w głowie. Nie była dostatecznie silna, by wybrać stronę i wciąż zbyt słaba, by to przyznać, polegała na runach, które tu w azylu tłumią jej moce i wyciszają dwoistość w jej wnętrzu. Odnajdywała się tu, bo po prostu mogła być spokojniejsza.
OdpowiedzUsuńMinnie była jak świeży haust powietrza, po zbyt długiej walce o tlen. Ty jaka była łamała własne obietnice brunetki, by żyć spokojnie i nie szukać kłopotów. Wampirzyca wyzwalała w Noor coś niedobrego, budziła chciwość życia, pragnienie smakowania go tu i teraz bezkompromisowo, choć aptekarce wydawało się, że już zdążyła się z tego uspokoić w ostatnich latach i była grzeczna. Narażała się, porzucając swoje wypracowane schematy, a jednocześnie nie chciała tracić okazji, by urozmaicić sobie pobyt w tym miejscu. Zdecydowanie zbyt wiele sobie już odmawiała, a teraz z kimś tak... dzikim, może sama nabrała odwagi.
Uśmiechnęła się subtelnie i zadarła podbródek, a jej spojrzenie wylądowało na twarzy rudej, na jej oczach, bladej skórze i na pełnych ustach. Jako półdemon, który syci się pragnieniami, to które nieustannie buzowało w Minervie powinno dodawać jej sił i chyba poniekąd dlatego Noor się tu zjawiła. Egoistycznie wybierała towarzystwo nieśmiertelnej, aby nie tylko szukać rozrywki, ale reperować własną aure i energię. Uniosła dłoń, wyswobodziła swój kosmyk z szczupłych, długich i bladych palców i lekko kiwnęła głową.
- Gdybym nie była gotowa, nie widziałabyś mnie tu - zaważyła bardzo logicznie i gdy w następnej chwili poczuła ucisk na nadgarstku, w pierwszym odruchu się spięła, chcąc zbuntować, a w drugiej już podążała za wampirzycą.
Dubois nie lubiła przymusu i kontaktu, który nie wychodzi od niej, lub nie ma na to jej przyzwolenia. Dotyk, bliskość, to wszystko to było jej domeną, więc poniekąd musiała ulegać wampirzycy i to sprawiało, że czuła rozdrażnienie. Była również podekscytowana, operowała więc emocjami tak, by nie urazić płomiennowłosej i zarazem aby wykorzystać to dla siebie.
UsuńGdy tylko znalazła się pod ulicami, Noor poczuła, jak serce zaczyna jej mocniej bić. Ciemność wokół była gęsta i chłodna, a powietrze przesycone tajemniczymi dźwiękami i zapachami, które wywoływały dreszcze na jej skórze. Trzymała lampę naftową mocno w dłoni, starając się wyostrzyć zmysły zgodnie z poleceniem. Nie przyznała tego, ale jej reakcja nie była podyktowana strachem, a wręcz przeciwnie. Oczekiwaniem. Znalazła się już raz w tunelach, ale był to przypadek i została tam szybko nakryta, więc zawróciła. Nie myślała o tym, by tam wracać, ale... ale poniekąd chciała, aby znów przypadek ją tam zaprowadził. Minerva jej to umożliwiła.
- Co się tutaj dzieje? - spytała cicho, próbując zapanować nad tym, co widzi... Już raz złapała się w iluzję, wiedziała, że są one tu zaklęte gęsto i żyją już poniekąd własną magią. Jakby dostały własne życie, podsycane tym, co je otacza.
Magia, którą wyczuwała, była przesiąknięta zarówno mrokiem, jak i potęgą, ale nie było w tym tylko zła. Bardziej ostrzeżenie dla tych, którzy tu zeszli. Noor niespecjalnie zwróciła uwagę na drogę, gdy tu szły, wiedziała, że gdyby przyszło co do czego i jakiś funkcjonariusz albo urzędnik by ją wziął na przesłuchania, lepiej jest wiedzieć mniej i nie kłamać. I w tej chwili również była w wewnętrznym impasie, bo chciała przekonać się, co kryje azyl, a z drugiej strony nadal nie miała ochoty narażać się władzom... Czy to w ogóle było możliwe?
Sięgnęła w pewnej chwili po dłoń wampirzycy. Położyła ja na swojej szczupłej talii, jakby dawała znać nieśmiertelnej, aby sie nie odsuwała, a może nawet była bliżej i ją pilnowała. Czuła, że coś się wokół nich zmienia, a jedna chwili zawahania sprawiła, że stanęła, widząc przed sobą ścianę cierni. Zamknęła oczy i wyciągnęła drugą dłoń, w której trzymała lampe, by dosięgnąć kolców lub przekonać się, czy są prawdziwe. Noor poczuła, jak coś w niej się budzi, jakby z głębi jej duszy wyłoniła się siła intuicji, coś czemu pozwalała spać. Magiczna energia tchnęła w jej żyły, a powiew chłodnego powietrza przypomniał jej, że nie jest tu sama. Westchnęła cicho, otwierając oczy, a cierni nie było.
Obróciła sie do Minnie, chwyciła ją pewnie za dłoń i splotła ich palce. Nie bała się, ale skoro schodziły tu razem, również razem chciała, aby wyszły. Nie pytała o nic, ale jedno jej spojrzenie w oczy tamtej znaczyło tyle samo, co potrzeba upewnienia się, że jej nie oszuka i nie zostawi. Bo Noor nie wiedziała, komu może ufać ostatecznie.
- Czuje nie tylko energię... - mruknęła w pewnym momencie. - Czuję... krew i spięła ramiona, zdając sobie sprawę, że istota obok niej ma szczególną słabość do tej życiodajnej esencji. Zwolniła, zerknęła na wampirzycę i powoli rozluźniła palce, jakby pozwalała tej drugiej zdecydować, co dalej.
Dzięki lampie widziała choć kilka metrów dalej w tunelu, bo jej zmysły nie były tak czułe jak wampirzycy. To zaskakująco miłe, że Minerva tak o nią dbała, ale Dubois wiedziała, że ta ma ukryty motyw i chce wyciągnąć z niej tę demoniczną strone, którą Noor ujarzmiła w sobie dawno temu. I której poniekąd się bała.
Noor
Noor poczuła, jak jej serce przyspiesza, choć próbowała zachować spokój. Nie lubiła dotyku, na który sama nie wyraża chęci, lub którego sama nie inicjuje, a nieśmiertelna dotykała jej nieustannie. Niby pilnowała, ale wzburzała tym również zmysły dziewczyny. Była tu czujna, ale napięta i bliżej jej było do niespokoju, niż równowagi, w której wszystko potrafiłaby przyjąć takim, jakim jest naprawdę. Wiedziała, że wampirzyca ma rację, tutaj każda sekunda się liczy, a iluzje mogą zmylić nawet najbardziej doświadczonych. Mimo to jej oddech był spokojny, a oczy czujne, gdy panowała nad ciałem i jego odruchami. Wpatrywała się w ciemność, wyczuwając każdy szmer, każdy drobny ruch. Krew, którą wyczuwała, nie była zwykłym śladem, to była żywa, pulsująca esencja, jakby ktoś tu jeszcze był, ktoś kto się bronił, ktoś kto był , by może zapolować...
OdpowiedzUsuń- Nie możemy się zatrzymywać - powtórzyła za Minervą, głosem pełnym determinacji. - Im dłużej tu stoimy, tym większa szansa, że iluzje nas rozdzielą albo nas złapią - to dodała szeptem, jakby wyjaśniała samej sobie, co robić i czego nie wolno.
Noor jako córka czarownicy i czarci pomiot nie do końca opanowała magię i jej głebię. Mieszana krew odebrała jej pełne prawo do wiedzy, jak się przekonała i jak wpoiła jej rodzina. Nie mogła jednak wyrzec się tego, co w niej drzemało, więć siłą rzeczy nie tylko czuła magię, ale za nią szła. Podziemne korytarze były jak żywe organizmy, z własnym rytmem i duszą, w której magia działa jak nieuchwytna siła, wywołując rozmaite emocje. Zimna dłoń Minnie pozwalała jej zakotwiczyć się w rzeczywistości. Noor nie popadała w obłed, a iluzje choć niekiedy niezwykle wiarygodne jakoś jej nie obejmowały, choć parokrotnie jej oczy ją zwiodły.
Gdy ruda przycisnęła ją do ściany, krótkie westchnienie zamiast jęku uleciało z ust Dubois. Te droczenie się, kuszące zabawy, wpływały na nią w sposób, który przyprawiał o drobne mrowienie na karku.
- Nie pozwolę ci... bo mnie nie wypuścisz - syknęła krótko, ostrzegawczo, choć zdawała sobie sprawę, że z Minnie nie miałaby szans. Złapała ją za to mocno za nadgarstek i zamiast od siebie odepchnąć, przyciągnęła jeszcze bliżej, aż miękkie, ciepłe wargi musneły ją po policzku. - Mogę być słodsza, niż ci się wydaje i bardziej lepka od miodu - zapewniła.
Nie miała siły, wyostrzonych zmysłów, ani szybkości. Miała za to zgubną urode i czar, który mieszał w głowie. I runy ją ograniczały, dając upragniony spokój, tyle że... nie odbierały jej tego, kim jest mimo wszystko.
Kiedy ruszyły dalej, obejrzała się za siebie, czując chłód na ramionach. Nie wiedziała, czy tutaj każdy krok może być ostatni, jeśli nie będą ostrożne, ale nie chciała się o tym przekonywać na własnej skórze. Przeszły jeszcze niezmierzone kroki, gdy nagle ściany wokół nich zaczęły się kurczyć, jakby tunel sprzeciwiał się ich obecności. Noor poczuła, jak coś chłodnego i nieprzyjaznego przenika przez jej skórę, gdy obserwowała jak Minnie przecina sztyletem gładką, bladą dłoń o smukłych palcach. Własne natychmiast wcisnęła w kieszenie płaszcza, nie mając zamiaru dać się ciąć.
Ostrożnie, krok za krokiem, ruszyły dalej, a ich cienie tańczyły na ścianach, rozświetlane blaskiem gasnących lamp naftowych, coraz bardziej rozmyte i coraz bardziej makabrycznie zniekształcone. Wiedziała po rosnącym hałasie, że są coraz bliżej Areny... To słowo zapisała od razu w pamięci. Jak to możliwe, że mieszkała w azylu pięć lat i nigdy o tym nie słyszała?
UsuńCzuła krew i to coraz wyraźniej, ale pojawiła się cała faeria aromatów, a w tym również znajome, ziołowe, gorzko-cierpkie i słodkie. Szła za wampirzycą i marszczyła nos, mrużyła oczy od nagle wzbijającymi się światłami i błyskami, a całe jej ciało było napięte do granic możliwości. Noor nie była pewna, czy spodziewała się tego... I nie wiedziała, co to w ogóle jest, gdy wpadła w wir bodźców i zacisnęła mocniej rękę na dłoni Minervy.
Dała się poprowadzić przez tłum istot rozbawionych i hałaśliwych, a jednocześnie pełnych ukrytych tajemnic, które łypały na siebie z odpowiednią dozą nieufności. Korytarze rynku były wypełnione cichymi szeptami, szelestem łusek i odgłosami wymiany towarów, które można było kupić tylko tutaj. W powietrzu unosiła się duchota od spiętrzonych i skłębionych sekretów i silnych aur, ścierających się pod ziemią.
- To drugi oddech azylu..? - rzuciła cicho, szeroko otwartymi oczami, wielkimi i okrągłymi wędrując wokół. Noor nigdy nie była w takim miejscu.
Dotarły do małego, zaciemnionego baru, w którym na ścianach wisiały dziwaczne przedmioty, amulety i starożytne runy. Barman, ukryty za ladą, skinął głową na znak powitania, jakby nie dziwił go widok nowo przybyłych. Dziwne, bo Noor go nie kojarzyła.
- Chcę coś mocniejszego - mruknęła , patrząc na wybór napojów, które wyglądały na niezwykle silne i niebezpieczne. Dostrzegła znajome etykiety i obce. Nie była znawcą, ale to... wcześniej widziała przedmioty, które sama przehandlowała na zapleczu swojej apteki i nie rozumiała, co tu robiły. Nie podobało jej się to miejsce. Czuła, że bardzo się pomyliła, zgadzając się tu przyjść i zagalopowała się.
- Czym się tutaj płaci? - spytała wampirzycy, obawiając się, że nie wzięła z sobą odpowiedniej waluty.
Noor
Nie odpowiedział, gdy zapytała o Oggy’ego. Nikt nie wiedział, kim był wcześniej kościotrup, a Anastasius niezbyt chętnie mówił o tym wszystkim. Sądził, że tak było lepiej. Oggy żył, miał swoje zainteresowania i odnalazł się w miasteczku, pomagając mu w pracy.
OdpowiedzUsuńBycie liszem było rzadkie, ale właściwie każdy nekromanta, którego znał, do tego dążył. Bo czy był większy zaszczyt niż stanie się istotą niemal nieśmiertelną, powiązaną z samą esencją śmierci?
Z jej słów zdołał się domyślić, że jej pobyt tutaj nie był jej wyborem. O wiele łatwiej miały w miasteczku istoty, które pragnęły dostać się do azylu. Wtedy ograniczenia i zasady nie były tak dotkliwe.
— To zapewne trudne — odparł, odnosząc się do tego, co mówiła o swoim rodzie. Ktoś zawsze za kimś tęsknił, ale jeśli Minerva otrzymała szansę, aby zbudować tutaj coś nowego, powinna to wykorzystać. Anastasius przekonany był bowiem o tym, że należało łapać okazję, gdy tylko się dało.
Dom von Weissa był dość stary, ale stabilny. Lisz miał tutaj wszystko, czego potrzebował, aby dobrze żyć i prowadzić własne badania.
Zauważył jej złość i rozczarowanie. Właśnie tego się spodziewał. Zapewne Minerva myślała, że da jej swoją krew, aby mogła zaspokoić głód, ale gdyby go znała, wiedziałaby, że to nie mogło być takie proste. Nigdy nie było.
— Więc mi wytłumacz — poprosił. — Chętnie posłucham o twoim rodzie i o tym, jak traktujecie krew. Podobno dla każdego wampira jest to coś innego.
Nie był ignorantem. Poza tym był ciekawy, czy wampirzyca powie coś, czego nie wiedział. Spodziewał się też różnej reakcji z jej strony. Mogła wszcząć kłótnię, zdemolować tutaj wszystko i zaatakować, ale nie zrobiła żadnej z tych rzeczy i chyba to sprawiło, że Anastasius dostrzegł w niej potencjał.
— Dawny przyjaciel, jeszcze z czasów wojny — odpowiedział. — Był… wegetarianinem, jeśli tak mogę to nazwać. Nie pił krwi ludzkiej ani zwierzęcej, a posiłkował się substytutem, aby nie chodzić głodny.
Spojrzał w jej stronę, gdy zajęła tyłkiem kuchenny blat, a potem omiótł jej sylwetkę. Siedziała tutaj, wypełniała pomieszczenie swoją osobą i była chyba najbardziej barwnym punktem w jego domu – to ciekawe, jak wiele się zmieniało, gdy przychodził tutaj ktoś, kto kompletnie nie pasował do ciszy.
— To eliksir, który ma dawać to, co wampir czerpie z krwi, jest substytutem, który ma pomóc w sytuacjach bez wyjścia — wyjaśnił spokojnie. — Ty w takiej się teraz znajdujesz, prawda, panno Cove?
Stanął przy blacie, zaczynając przygotowywać miksturę. Zanim jednak to zrobił, ściągnął z siebie marynarkę i podciągnął rękawy koszuli, odkrywając tatuaże, które miało to ciało. Anastasius wciąż się do tego przyzwyczajał, choć minęło kilka lat. Nie był już starszym mężczyzną, a młodym chłopakiem o atletycznej sylwetce, z szerokimi barkami i mięśniami, które zazwyczaj ukrywał pod ubraniem. Sięgnął po moździerz, aby poradzić sobie z niektórymi składnikami.
Oggy w tym czasie przygotował herbatę i wesoło podsunął filiżankę pod nos Minervy wraz z maślanym ciasteczkiem.
— Jak tutaj trafiłaś, panno Cove? — spytał, przesypując zioła do wysokiego, ciemnego kubka. — Po twoim zachowaniu raczej wątpię, abyś świadomie się tutaj osiadła. Ograniczenie mocy, runy, zasady… to coś, co do ciebie nie pasuje. Wydajesz się raczej kimś, kto najbardziej uwielbia wolność i brak konsekwencji.
Anastasius von Weiss
Każdy ruch Minnie, jej sposób bycia, dobór słów, spojrzenie, wabiło i zbliżało niewinnych do zguby, ale Noor pozostawała spokojna. Miała ogień we krwi, a jeśli sama nie była dość odporna, potrafiła grać na tych samych zasadach i zwyczajnie mówiła tym samym językiem. Ciekawiło ją zresztą to, że Minerva nie potrafi się opanować, a właściwie nie panuje nad sobą z wyboru, nie tłumiąc tego, kim naprawdę jest - w przeciwieństwie do Dubois, która chowała się za maskami spokoju i idealnego zbalansowania tego co myśli, co czuje i czego pragnie. Były podobne i jednocześnie diametralnie inne, ale to sprawiło, że Noor nie uciekała i chętniej odkrywała uroki bycia tak swobodną w towarzystwie wampirzycy.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na Minervę z mieszanką fascynacji i niepokojem, próbując odczytać jej intencje. W jej oczach malowało się niepewność, ale i ciekawość, jakby jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę, na co się porywa, ale była zdeterminowana tu pozostać. Uśmiechnęła się słabo, odczuwając, jak ożywienie i ekscytacja powoli wzbiera w jej żyłach.
- Nie jestem pewna, czy to wszystko jest dla mnie - powiedziała cicho, łagodnie, wysuwając dłoń, by opleść swobodnie i zarazem pewnie szyję rudej, by jej własne drobne palce poczuły rozgrzewający chłód nieśmiertelnej skóry. - Wiesz, ja nie jestem tak odważna jak ty. Nie chodzi o to, że boję się, tylko… nie chcę zrobić czegoś, czego później będę żałować. Ale jeśli masz ochotę na barmana, nie krępuj się, weź sobie to, co cię przyciąga - zachęciła, lekko wahając się, gdy spojrzała Minnie w oczy i dostrzegła ten błysk odwagi i siły. Ona w swoje własny oczy nie umiała tak zajrzeć, wydawało jej się, że piekielna siarka zbyt burzy to, co gra jej w duszy i nawet kładzie się skazą na zieleń tęczówki.
Pochyliła się i musnęła kobietę w policzek, był to ciepły, przyjacielski gest, a Noor doskonale wiedziała, że ich ruchy są powolne i znaczące. Zabrała potem dłoń i usiadła prosto, chwytając kieliszek. Drink wyglądał niegroźnie, niemal zwyczajnie i zapewne to było w nim najgroźniejsze.
- Każdy ma swoje granice i swoją cene, jeśli ja mogę zdecydować, czym zapłacę, możemy tu wracać - zdecydowała spokojnie, rozglądając się czujnie wokół.- Ale jeśli zostanie nagięta moja wolna wola, nie wrócę tu - dodała, bo Noor wolność i swobodę, a także spokój ceniła ponad wszystko. Miała skłóconą wewnętrznie skołtuniona naturę, dlatego unikała konfliktów i zatargów poza własnymi wątpliwościami.
Noor przemilczała komentarz, że mogłaby tu znaleźć coś, co przydałoby się w aptece. Miała niejasne przeczucie, że wiele towarów spod lady, którymi handluje, znajdzie się i tutaj. Jej znajomi i dogadani łącznicy, mogli przecież szmuglować to samo na większą skalę... Czy zatem apteka i jej oddolna działalność z zaplecza była zagrożona? Nie wydawało jej się, a jednocześnie miała wrażenie, że niektóre twarze kojarzy... Zupełnie jakby to miejsce odbijało jak szczere lustro grzecznych mieszkańców i ich brudne sekrety.
- Nie, walki to nie dla mnie - przyznała, przysuwając szkło do ust, aby powąchać płyn, wyczuła miętę...? - Wolę coś bardziej subtelnego, ale możemy się przejść - nie chciała niczego pominąć, skoro tu trafiła... A może pierwszy i ostatni raz? Sama nie była pewna, czy przeszłaby przez tunele iluzji tak, jak z Minnie. - Jeśli chcesz walczyć, pójdę z tobą, popatrzę co potrafisz - stwierdziła, przykładając kieliszek do warg, aby w końcu się napić.
UsuńNa początku ogarnęło ją uczucie ciepła od przełyku do żołądka, ale szybko zamieniło się w gorący dreszcz. Jej oczy rozbłysły intensywnym, jasnozielonym światłem, a mięśnie napięły się pod wpływem nagłego przypływu energii. Ciało zadrżało i aż kaszlnęła, jakby próbując się wyrwać z obcego uczucia palenia wewnątrz. W głowie zrodziła się fala chaosu i przyniosła pragnienie, by się zerwać, by uwolnić się od ograniczeń, które do tej pory trzymały ją w ryzach. Samokontrola, którą tak długo pielęgnowała, zaczęła się kruszyć, ale Noor nie wiedziała, co stanie się dalej.
- Mmm... chcę więcej... - mruknęła, wstając z stołka miękko, giętko, przysuwając się do Minnie, aby oprzeć na jej ramieniu podbródek, oprzeć dłoń przy jej biodrze na krawędzi jej stołka, a spojrzenie zatrzymać na barmanie. Czuła ciepłe mrowienie pod skórą, jakby coś chciało z niej wypełznąć. Było to obce. I cholernie przyjemne.
Noor
Noor z zafascynowaniem wpatrywała się w Minerve, podziwiała to, jaka potrafiła być intensywna, jak pochłaniała otoczenie po prostu będąc, nieskrępowana i silna. Nieco jednak ją to również przytłaczało, bo sama pomimo run, od lat pracowała nad tym, by panować nad sobą i nad tym, co roztacza jej aura. Potrafiła sprowadzić obłęd i targnięcie się na własne życie, potrafiła rozpalić najskrytsze pragnienia i sama umiała sycić się żarem, jaki płonie w ludzkiej obcej duszy. Przynosiło to elektryzujące doznania, ulge, ale również było przerażające. Gdyby nie była tylko w połowie demonem, a siarka w jej krwi płynęłaby nieskażona ludzką wrażliwością i słabościami, na pewno byłaby okrutna i chciwa, może bardziej podobna do Minervy. Ale była sobą, mieszańcem, bardzo zagubiona i wystraszona własnej magii. I gdy jedni walczyli z kontrolą narzuconą przez azyl, ona odnajdywała w tym ukojenie i kompromis dla własnej wewnetrznej walki. Tyle że była tu dzisiaj, zaciekawiona tym, jak wiele w niej drzemie i dziwnie niespokojna.
OdpowiedzUsuńOd dawna wiedziała, co kieruje wampirzycą i co stara się w niej złamać. Magnetyzm Minervy był niebezpiecznie kuszący i silny, a Noor świadomie balansowała już nie tylko na granicy własnego mroku, ale igrała z tym, który miała w sobie nieśmiertelna. Im więcej powabu ciemności, tym trudnej było jej zachować spokój, ale ryzykowała, chcąc udowodnić, że ma wolną wole i nie ulegnie swojej naturze, pozostając wierna dwoistości, która zarazem daje jej zgubę, jak i utrzymuje na powierzchni.
- Nie wytrzymasz mojej bliskości i on też nie -pokręciła powoli głową, patrząc to na nia, to na barmana, który zerkał w ich stronę, nie tylko doskonale słysząc tę rozmowę, ale zapewne już czekając, aż Minerva go gdzieś zabierze. Zdecydowanie nie był to pierwszy raz, jak ta dwójka się widziała i jak w planach było zobaczenie się z naprawdę bliska, tyle że Dubois nie interesowały takie zabawy.
Wiedziała, że ruda próbuje wyciągnąć z niej żar i sprowokować, aby dała upust temu, co w niej drzemie. Nie znała powodów, dla którego tak sobie z nią postępowała, zasłaniając to przyjaźnią, ale sama była ciekawa, na jak wiele sobie pozwoli. Siebie była pewna, nawet jeśli drink ją rozgrzewał, nawet jeśli w ciele pojawiało się niekontrolowanie drżenie z podniecenia... Była świadoma i nadal dzierżyła kontrolę. A choć czuła jak jej własny chaos próbuje się wyrwać, to ona wyznaczała granice i żadne jeszcze nie pękła.
Jej dłoń znalazła sie w kosmykach wampirzycy, gdy poczuła na sobie jej język. Wcześniej stała prosto w bezruchu, może bardziej zaskoczona czując ja na ustach, ale to szybko minęło. Minerva nie szanowała żadnych barier, nie szanowała nikogo i niczego i to było w niej najniebezpieczniejsze. Ciche westchnienie uciekło spomiędzy pełnych i miekkich warg Noor, a ona odchyliła głowę, gdy ruda smakowała alkohol z jej dekoltu. Cała zadrżała od gorącego uczucia na skórze, a podniebienie nadal nadal ją paliło od wypitego wczesniej drinka.
- Minnie... - rzuciła cicho i nisko, jak prosbę i ostrzeżenie zarazem. - Nie igraj z ogniem - burknęła, mocniej zaciskając palce w jej włosach, by zdecydowanym ruchem ja od siebie odsunąć, docisnąć do baru i wsunąć nogę między jej uda, aby zakleszczyć ją przy ladzie. Nie miała tyle sił, to jasne, nie miała żadnych szans się z nią równać, a jednak Noor się nie wahała. - Uważaj, bo ostatecznie to ja mogę być twoją zgubą - warknęła jej przy uchu, powoli wycofując dłoń spomiędzy jej długich pasm i cofając się ledwie o krok.
Wyciągnęła dłoń, musnęła palcami policzek bladej nieśmiertelnej twarzy i złapała za kieliszek z kolejnym szotem. Wylała odrobinę na szyi wampirzycy i świadoma, jak ważne i znaczące jest to miejsce, przesunęła językiem po gładkiej skórze, na końcu lekko kąsając ją przy obojczyku.
- Nie jestem kimś, o kim się zapomina po wszystkim - zaznaczyła, prostując się i dopijając grzecznie reszte trunku przed Minervą, a potem wsunęła jedną dłoń w tylną kieszeń jeansów, a drugą objęła szklankę z tym demonicznym drinkiem, którego chyba nie powinna już pić. Obydwie z sobą igrały.
Noor 🔥
[Bardzo chętnie zobaczymy jak jej nieposkromiona natura i impulsywność wybrzmią przy wiecznie wpadającym w kłopoty Dorianie: chociaż ten głównie winić może swój jęzor, w który czasem wypadałoby się ugryźć. Tylko nie mam niestety konkretnego pomysłu, ale dobra burza mózgów nie jest zła, więc myśleć możemy.]
OdpowiedzUsuńDorian
[O tak, możemy w to iść - Doriana niewiele obchodzi ten sklep, więc myślę że przez większość czasu po prostu ignoruje, że coś znika, ale znudzenie może go popchnąć do konfrontacji, bo ileż można spać? Zacznę nam w takim razie, choć raczej już nie dzisiaj.]
OdpowiedzUsuńDorian
Zerknął w jej stronę, słysząc propozycję. Brzmiało to sprawiedliwie. Zresztą Anastasius nie obawiał się mówić o swojej naturze, nie był raczej kimś, kto trzymał tego typu tajemnice głęboko w sobie. Prawda o tym, kim był, nie mogła w żaden sposób go zranić.
OdpowiedzUsuń— Można powiedzieć, że lisz to ostateczna forma dla nekromanty. Decydujemy się umrzeć, aby nasza dusza zyskała nieśmiertelność. Pomyśl o mnie jak o kimś, kto jest przedłużeniem śmierci — wyjaśnił. Trudno było wytłumaczyć naturę liszów samą w sobie, ale był pewien, że Minerva wyciągnie z tego jakieś wnioski. Wydawała się bystra, szybko łączyła fakty.
Oggy zasyczał wesoło, wziął ciasteczko i odłożył je, a potem zaczął się krzątać, sprzątając i podlewając kwiaty w doniczce.
— Chyba lubisz swoją naturę — skwitował, słuchając, jak opowiada o wampirach i swoim rodzie. — Jeśli faktycznie picie krwi w inny sposób jest traktowane niemal jak grzech, to powinnaś zadbać o to w inny sposób. Eliksiry… albo wejdź z kimś w układ. Krew za inny towar, przysługę. To miasteczko ma wiele tajemnic, pewnie znalazłabyś chętnego.
Mówił o tym otwarcie, bo wątpił, aby Minerva tego wszystkiego nie zauważyła. Azyl był spokojnym, bezpiecznym miejscem, ale miał swoje sekrety. Anastasius raczej w nic takiego nie wchodził, nie angażował się ani nie gonił za czymś konkretnym. Wolał swoje spokojne, nudne życie.
Uśmiechnął się pod nosem, słysząc jej uniesiony głos i szok.
— Z odpowiednich ziół i składników — odparł spokojnie. — Czy dziwnych? Nie wiem, czy akurat tak bym to ujął. Starych, owszem, doświadczonych, tak, ale dziwnych?
Gdy zbliżyła się i przejechała palcami po wzorach tatuaży, posłał jej krótkie spojrzenie. Znów weszła w jego przestrzeń, nie przejmując się niczym.
— Wiele rzeczy do mnie nie pasuje, jeszcze więcej nie przystoi — powiedział, patrząc, jak przesunęła po ramiączku swojej sukienki, które lekko opadło. Anastasius wyciągnął dłoń i poprawił materiał, aby znów znalazł się w swoim pierwotnym miejscu. Zaznaczał granicę.
Wrócił do przygotowywania eliksiru, pozwalając jej mówić. Kiwnął lekko głową, gdy wspomniała o pierwszym dniu w azylu.
— Daj sobie czas, pierwsze miesiące tutaj są trudne dla każdego, przyzwyczaisz się — odparł, zerkając w jej stronę. — A pragnienie zemsty bywa bardzo wyniszczające, niekiedy może nawet stać się obsesją. Myślę, że powinnaś raczej wykorzystać okazję i nieco uporządkować chaos, który wokół siebie roztaczasz. Może wtedy będziesz w stanie dostrzec więcej?
Rozumiał jej emocje i akceptował. Nie zrobił też nic, aby je zignorować czy uznać, że wcale nie chce jej słuchać. Anastasius był zaangażowany, spokojny, ale czujny.
— Przeżyłem dwie wojny światowe, a po tym, czego doświadczyłem, chciałem jedynie spokoju — odpowiedział szczerze. — Ja wybrałem to życie, azyl, ty nie miałaś tej szansy. I dlatego tak bardzo się różnimy, ale jeśli cię to pocieszy, panno Cove, myślę, że znajdziesz tutaj własne miejsce, miejsce, które będzie spełniało twoje oczekiwania. Jesteś bystra, pewnie coś wymyślisz.
Anastasius von Weiss
Nieustępliwość Minervy trącała o nachalność, ale Noor sprawdzała samą siebie, nie odpychając jej. Gdy wampirzyca coraz mocniej zapadała się w tej miękkiej iluzyjnej grze ponętności, Noor oddzielała zmysłowe doznania od własnych, prawdziwych pragnień, nie wzburzonych drinkiem z czymś o nieznanym pochodzeniu. Nie była tylko demonem i nie tylko cielesne zaspokojenie doprowadzało ją na skraj euforii, nie chciała ulec rudej, nie chciała poddać się chwili, bo kontrola, jaką dzierżyła mocno i uparcie od lat, pozwalała jej poczuć, że to ona ma władzę nad swoim losem. Zdołała się opamiętać.
OdpowiedzUsuńW jej ciele krew wrzała, pod skórą czuła ożywienie i gwałtowne wzburzenie, chciała się złamać, chciała zaszaleć, a z drugiej strony wiedziała, że raz spuszczona z smyczy, może się tu zgubić. Zbyt wiele miała do stracenia i wciąż balansowała na cieniutkiej, coraz cieńszej granicy opanowania i przyzwoitości. Minerva nieubłaganie spychała ją bliżej krawędzi, a alu-bies w środku rozdzierała samą siebie coraz mocniej. Była bliska upadku.
Nie mogła oprzeć się pokusie, by jeszcze raz zbliżyć się do niesmiertelnej, jej oddech czuła jak gorąc na swojej skórze. Kusiła ją, jak magnes, którego nie potrafiła od siebie odsunąć. Jednak mimo to, Noor zyskała nad sobą kontrolę, wiedziała, że to nie jest jeszcze czas, by ulec. Jej spojrzenie było pełne wyzwania, a usta wykrzywione w lekki, odrobinę drwiący uśmiech.
- Nie tak szybko - pokręciła głową, nie dając przyzwolenia na zatopienie kłów. - Wiesz, czego najbardziej się boję? Że to, co tak mocno przyciąga, może mnie zniszczyć - dodała, delikatnie przejeżdżając palcem po jej szyi, jakby sprawdzając, czy wampirzyca jest gotowa na więcej pokus. - Że to piękno, które tak kusząco rozkwita, kryje w sobie niebezpieczeństwo, którego nie potrafię jeszcze opanować.
Ta szczerość nie kosztowała jej wiele, ale może Noor ryzykowała teraz zdradzając o sobie aż tyle. Jej wnetrze było kruche, mimo twardego kokonu, jakim otaczała swoją wrażliwość. Wiedziała, że jeśli teraz sama się podda, straci wszystko: swoją wolność, kontrolę, siebie samą. Całe życie podlegała komuś, lub czemuś, nie rozumiała sił, jakie ją wiodły, ale teraz w azylu sama była kowalem swoich dni i nie miała zamiaru nigdy tego oddać.
- Ja wiem, że ty chcesz się zgubić i sparzyć... aleja jestem kimś, kto zostanie z tobą do twojego końca, a ty nie jesteś na to gotowa - stwierdziła bez udawanej troski.
Delikatnie, niemal czule, powiodła dłonią po ramieniu kobiety, patrząc jak jej jasne, delikatne palce odcinają się od ciemnej barwy ubrania. Dziewczyna odsunęła się powoli, zostawiając Minervę z uczuciem niedosytu i niedokończonej sprawy, że z każdym słowem, z każdym gestem, ich relacja staje się jeszcze bardziej elektryzująca, jeszcze bardziej nieprzewidywalna i nieokreślona. Żadna nie miała przewagi. To był czas, by zobaczyć, która z nich pierwsza złamie własne bariery.
Noor nie bała się tylko siebie, a uciekała przed ewentualnymi konsekwencjami., które później dręczyłyby ją do końca świata Wiedziała, jak może złamać człowieka i jak niewiele do tego potrzebuje. Opanowała swoje emocje i sztukę tej mrocznej magii, ale nie chciała nawet dla zabawy krzywdzić Minnie. I może spróbowanie jej, zabawienie się to już było zbyt duże ryzyko. Uczucia wszystko komplikowały, ale dzięki nim Noor nie spadła w przepaść.
Nadał czuła to dzikie mrowienie w mięśniach, gdy przeszła obok wampirzycy i sięgnęła po kolejnego drinka. Jeden zdążył ją rozgrzać, czas przekonać sie, co zrobi kolejny.
Noor
— Nie — odpowiedział krótko. Wiedział, że i tak pewnie by się domyśliła, więc wolał powiedzieć to głośno. Wątpił też w to, aby Minerva kiedykolwiek była w stanie mu zaszkodzić, bo liszów raczej trudno było zabić, jeśli nie miało się odpowiedniej wiedzy i przyrządów.
OdpowiedzUsuńNie skomentował jej słów, choć mógłby jej wytknąć, co zamierza zrobić, gdy zacznie ją to nudzić. Młoda, piękna, seksowna – ile wieków będzie się tym chwalić? Kiedy dostrzeże, że to nie było aż tak ważne? I że koniec końców przyjdzie moment, aby zacząć myśleć inaczej, poza znanymi schematami? Anastasius wiedział, że to trudne. Jemu też było ciężko ze zrozumieniem własnych ograniczeń, a kiedy już je zaakceptował, zdecydował się osiąść w azylu. W ten sposób zadbał o nowe życie, ale przekreślił stare.
— Nie jestem zainteresowany — odparł neutralnie. Nie chodziło o to, że nie dostrzegał jej piękna, a o to, że Anastasius nie potrzebował spełniać swoich pierwotnych potrzeb. Seks, bliskość – nie odczuwał pożądania w normalny sposób, przynajmniej nie tak, jak się to przyjęło. Dla niego musiała zaistnieć jakaś więź, choć gdy był młodszy, chętniej uciekał w kobiece ramiona. Teraz jednak cenił sobie własny spokój i brak komplikacji, szczególnie że tym razem nie byłby w stanie się stąd wynieść i zapomnieć o wszystkim.
Przez moment zastanowił się nad tym, czy każda wampirzyca jest tak rozpustna – czy młode kobiety wiązały krew z aktem seksualnym? A może to krew była afrodyzjakiem? Nie miał pojęcia, ale nie czuł niczego, czemu mógłby ulec przeciętny mężczyzna. Wiedział, że Minerva miała kilka sztuczek, że zapewne stawała się ucieleśnieniem mokrych synów, ale Anastasius widział ją raczej jako nieco zagubioną, młodą kobietę, która ma w sobie dużo gniewu, dużo złości, wciąż i wciąż próbując jakoś uderzyć w zasady, które ją tutaj trzymały.
Nie zdążył ani skomentować jej słów, ani odpowiednio zareagować, bo kobieta wbiła kły w jego szyję. To nie było pierwsze z ugryzień, które doświadczył – wbrew pozorom miał dość burzliwą przeszłość i wielu paranormalnych przyjaciół oraz wrogów. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku, pozwalając, aby Minerva przełknęła kilka łyków.
Wtedy bezceremonialnie złapał za jej włosy, ciągnąc w tył, żeby odsunęła się od jego szyi. Drugą dłonią chwycił jej szyję i ścisnął palce, by poczuć pod opuszkami jej puls. Omiótł wzrokiem jej twarzyczkę, krew ozdabiającą usta – nie wyglądała tak, jakby czegokolwiek żałowała. Raczej przypominała drapieżnika, który dostał dokładnie to, czego chciał.
— Jesteś pewna, że powinnaś pić moją krew? — Docisnął jej ciało do pobliskiej ściany; jej uda wciąż obejmowały jego pas, była blisko, zbyt blisko, a Anastasius po raz pierwszy, odkąd ją spotkał, dostrzegł zarówno jej siłę, jak i ograniczenia. — Możesz teraz doświadczyć skutków ubocznych. Drżenie, zmęczenie, zawroty głowy? Jestem liszem, a nie kolejną twoją ofiarą, która chce być gryziona.
Docisnął mocniej palce do jej krtani, patrząc, jak brakuje jej tchu. Nie czuł satysfakcji ani nie radował się jej widokiem w tej sytuacji, raczej obserwował jej reakcje, chcąc wyłapać jakieś zmiany. Czy faktycznie gorzej się poczuje? A może nic jej nie będzie? Być może dlatego nie chciał się odsunąć, gdy wyczuł jej ruch – eksperymentował, badał, sprawdzał. Minerva Cove była w tym momencie jego obiektem doświadczalnym.
Anastasius von Weiss
— Zdecydowanie to zgłoszę — odparł dość obojętnie. Nie lubił takich istot jak panna Cove, tym bardziej takich, które nie panowały nad własnym pragnieniem. Były niebezpieczne, należało więc je utemperować, aby nie myślały, że są bezkarne.
OdpowiedzUsuńAnastasius też nie miał w sobie aż tyle empatii, żeby nic z tym nie zrobić. Zgłoszenie tego incydentu Radzie było więc najbardziej odpowiednie, bo nie chciał być odpowiedzialny za kolejne ugryzienia wampirzycy – co, jeśli by kogoś zabiła? Byłby wtedy współwinny, bo nie zareagował.
— Jesteś jeszcze dzieckiem, panno Cove — stwierdził, jakby dopiero teraz to sobie uświadamiając. Pomógł wampirzycy, która nie panowała nad własnymi odruchami; gdyby było inaczej, zapewne nie zdecydowałaby się wbić kłów w jego szyję, ale to zrobiła, a teraz próbowała przejąć kontrolę nad sytuacją.
Dlatego Anastasius wolał obserwować i badać swoje obiekty w sposób kontrolowany. Docelowo nie zamierzał pozwolić Minervie zbliżyć się do niego tak blisko. Ciało, które miał, być może było ostatnim, bo w azylu raczej niewiele osób umierało, a więc musiał o nie dbać. Wampirzyca jednak była samolubna i nienasycona – miała w sobie wszystko, czym von Weiss gardził.
Gdy upadł, nie zdążył zareagować, bo Minerva skoczyła w jego stronę. Docisnęła się do niego jak obrzydliwy wąż – dostrzegł w jej ustach ostre kły, a potem poczuł, jak znów sięga do jego szyi, by zlizać krew. Nie wywołało to w nim żadnej reakcji, a kiedy docisnęła usta do jego ust, poczuł obrzydzenie. Nie odwzajemnił pocałunku, był jednak cierpliwy – czekał, aż wampirzyca skończy to żałosne przedstawienie, wchodząc w rolę kusicielki, którą Anastasius najchętniej wyrzuciłby z domu.
Wolno, bez pośpiechu, uniósł dłoń i złapał ją za nadgarstek. Mocno, dotkliwie, aby poczuła, że nie jest jej kolejną bezsilną ofiarą.
— Skończyłaś? — zapytał. Jego głos był suchy, pozbawiony emocji. Jakby rozmawiał z kimś, kto ma ograniczoną percepcję.
Zrzucił z siebie wampirzycę, jakby odganiał natrętną muchę. Zdecydowanie nie lubił takich kobiet; cenił sobie przestrzeń osobistą i nienawidził, gdy ktoś próbował łamać jego dystans.
— Myślisz, że to była dominacja? — Uniósł lekko brew. — Zlizałaś moją krew, jakby była trofeum. To było… prymitywne, panno Cove.
Podszedł do zlewu, aby zmyć krew z szyi, a potem wytarł ręce w pobliską ścierkę. Spojrzał w jej stronę z góry – jakby była zaledwie brudem, który wniósł do swojego domu.
— Wynagrodzić? — powtórzył. — Nie masz nic, czego bym potrzebował.
Przez jego oczy przełknął trupio zielony cień, a powietrze zgęstniało; zrobiło się zimno, ciężko, a Minerva powinna poczuć obezwładniający strach. Strach przed śmiercią. Strach, który rodzi się w kościach, zanim zdąży dotrzeć do serca. Podszedł do niej i uśmiechnął się chłodno – przez moment wampirzyca mogła dostrzec czaszkę lisza, bez skóry i ładnej otoczki, oraz ziejące pustką oczodoły, które przyciągały jak czarne dziury.
— Nie dotykaj mnie ponownie bez pozwolenia — powiedział ostro. Pochylił się do niej. W jego głosie słychać było coś mrocznego, pierwotnego, pulsującą esencję śmierci. — Następnym razem nie pozwolę, abyś wyszła stąd o zdrowych zmysłach, sprawię, że strach przed końcem stanie się tak przerażający i dotkliwy, że nie będziesz mogła spać, jeść ani się pieprzyć… zostanie ci tylko poczucie beznadziejności i modły do bogów, którzy nie istnieją.
Anastasius von Weiss
Nieobliczalna Minerva nie przerażała Noor, nie tak jak wampir mógłby przerażać istotę, której może odebrać życie. Bo Dubois nie bała się śmierci, a bardziej utraty kontroli i tego, że sama okaże się potworem nie mającym poszanowania do żadnych granic i żadnych praw, prymitywnym i parszywym. Nieustające próby rudowłosej, aby dostać się do niej i rozebrać z pozorów były interesujące, ale gdzieś w środku Noor również obawiała się, że to kiedyś może się udać. Demoniczna strona jej natura rwała się na zewnątrz i ulegała każdemu spojrzeniu i każdemu ruchowi, jaki wypływał w jej kierunku od nieśmiertelnej.
OdpowiedzUsuńSpojrzenie Minnie zmieniało się jak w kalejdoskopie i było to fascynujące. Wampirzyca nie miała w sobie ani grama subtelności, ale w tym wyuzdaniu, bezczelności, prowokacjach i całej gamie zabawy, z jaką chwytała świat w garście, jeśli nie mówiła czego chce wprost, te oczy zdradzały najwięcej. Noor z ciekawością im się przyglądała, bo te również u niej, odzwierciedlały to, co skryte najgłębiej.
Czerpała dziwną satysfakcję za każdym razem, gdy opierała się tej drugiej i gdy ta syczała, mruczała, albo zagryzała wargi rozdrażniona. Czuła się wtedy silna i niezależna. Wolna. Czuła wtedy, że ma siłę i władzę nad swoim losem i to nie jej pochodzenie, ani zmieszana krew dyktują jej, kim ma się stać. Dlatego zawsze gdy Minerva była zirytowana, albo zawiedziona, Noor posyłała w jej stronę słodki uśmiech, udając niewiniątko.
Nie lubiła gdy ta łapała ją za nadgarstek, nie miała wyczucia, trzymała ją zwykle zbyt mocno i zostawiała siniaki na delikatnej, jasnej skórze. I teraz też skrzywiła się, ale nie oponowała. Nogi miała miękkie jak z waty, a poza tym szumiało jej w głowie, gdy zbyt szybko przeciskały się w gęsty i gorący tłum. Drugi drink zadziałał na nią bardziej jak alkohol na niewprawionego w piciu nastolatka, ale nie jątrzyło się w niej więcej ognia niż po pierwszym. Skóra ją mrowiła, czuła swędzenie na dziąsłach i pod paznokciami, jakby rosło w niej pragnienie rozerwania czegoś, wgryzienia się w coś... lecz poza tym panowała nad soba i wszelkimi odruchami. Była w tym przecież mistrzem.
- Co...? - rzuciła zdezorientowana tłumem, krzykami, ogólnym hałasem i tym uczuciem, że nie rozumie co ją otacza. Wirowało jej przed oczami, a gdy obróciła się do wampirzycy... jej już nie było. W kolejnej sekundzie Noor dostrzegła płomienną czuprynę na podejście i rozpoczęło się starcie.
To nie tak, że nigdy nie widziała jak ktoś zabija. I to też nie tak, że nie wiedziała co się dzieje z istotami mroku, gdy noc bierze ich w pełne posiadanie. Gdy traci się ostatki człowieczeństwa i sumienie zamiera. Ale gwałt, brutalność, siła... to było okropne. I Noor choć wiedziała jak manipulować, motać, szkodzić, wybierała ścieżkę pośrodku, między cieniami i smugami światła. Wolała być po tej drugiej stronie i nie ranić. A jeśli już musiała krzywdzić, to w obronie własnej i w imię większego dobra. W jej świecie nic nie było czarne ani białe, ale gama szarości rozściągała się daleko i ona... ona nie chciała być tą bliżej czerni.
Stała nieruchomo, popychana przez wściekły tłum. Podniecała ich przemoc, okrucieństwo a im bardziej nieczyste ciosy, tym darli się głośniej. Noor zaś czuła się w tym wszystkim coraz mniejsza, coraz... bardziej nie na miejscu. Jej spojrzenie śledziło każdy ruch Minervy, każdy atak i samoobronę, to jak przyjmowała ciosy i jak je zadawała. Już nie płonęło w niej nic, to było... mrożące krew w żyłach. Wiedziała, że przez wychowanie matki, że przez tę przeklętą wrażliwość nie potrafi się dopasować i być może spełnić oczekiwać rudej.
UsuńCiężka gula utknęła jej na żołądku, a kolejna zaczęła rosnąć w gardle, z strachu, z obrzydzenia, z tych wszystkich emocji, które obudziło zejście w to niezwykłe miejsce pod miastem. Gdy padło zwycięstwo, a Minerva na te kilka sekund piła krew istoty takiej jak Noor, ta zdała sobie sprawę, że nigdy nie będzie silna. Nie w taki sam sposób. Ale mogła inaczej. I w tym jaka była, mogła mieć swoją przewagę.
Podeszła sztywno do barierek. Na chwilę zamknęła oczy i próbowała się skupić, odgonić rozproszenie, uczucie gorąca, niewygody, uciążliwości zbyt wielu bodźców. Gdy uniosła powieki, wyciągnęła dłonie do Minervy i posłała jej jeden z tych uśmiechów, które człowiekowi łapią serce i przestawiają wszystko pod czaszką. Zieleń lśniła intensywnie, czysto, wołając w rozkosz.
- Chodź do mnie - prosiła cicho, ale jej słodki ton przebił się przez tłum, a kilka istot stojących bliżej, zakołysało się tak, jakby śpiewała im do uszu syrena.
Czekała z wyciągniętymi ramionami na Minnie, obiecując spojrzeniem i ciałem rozkosz, bo wiedziała, że to jest jedno z jej pragnień.
Noor
— Jestem pewien, że mogę pokazać coś o wiele gorszego niż to, co przeżyłaś — odparł, nic sobie nie robiąc z jej gniewu ani nienawiści. Nie pokazywała mu niczego, czego już nie widział.
OdpowiedzUsuńMinerva Cove była dość przewidywalna w swoim zachowaniu. Wykorzystywała urodę i swój wdzięk, aby coś zyskać, nie przejmując się niczym ani nikim, ale tutaj, w azylu, było wiele istot paranormalnych, które nie lubiły, gdy im się przeszkadzało. Anastasius zdecydowanie nie tolerował tego typu zachowań, tym bardziej że nie dał pannie Cove żadnego znaku, żeby przeszła do działania. Owszem, była ładna, była delikatna i kusząca, ale w tym wszystkim pozostawała zbyt wulgarna, zbyt… intensywna, ale to było zdanie von Weissa, który nie lubił, gdy ktoś wchodził w jego przestrzeń.
Oczywiście, że jej się nie bał. Mało rzeczy go przerażało i lubił myśleć, że niczego się też nie boi. Nie miał nic do stracenia. Poza tym nie mógł umrzeć w normalnym tego słowa znaczeniu. Osiągnął to, poświęcając samego siebie, a teraz, w tej właśnie sytuacji, korzystał z tego daru.
Wiedział, że zapewne nigdy nie spotkała się z taką reakcją, ale Anastasius był szczery i rzadko bawił się w miękkość. Z biegiem lat stał się bardziej zimny i zamknięty, może gdyby poznał Minervę wcześniej, gdy był początkującym lekarzem, zupełnie by przepadł dla niej w tym jednym momencie, ale Cove obnażyła się przed von Weissem, który stał się liszem.
Pozwolił jej wyjść, nie próbując jej zatrzymać. Lepiej, żeby znalazła się daleko stąd lub znalazła sobie inną ofiarę. Sięgnął po filiżankę zaparzonej przez Oggy’ego herbaty i upił łyk – oblizał wolno usta, a gdy szkielet przyszedł do niego, aby zaalarmować go, że panna Cove zemdlała przed domem, lisz nie ruszył się od razu.
Pozwolił, aby leżała w ten sposób jeszcze z piętnaście minut, a potem odłożył filiżankę i wyszedł. Mógłby pozwolić jej tak zostać, bo nie był jej nic winien. Właściwie chętnie by to zrobił, ale Oggy syczał niespokojnie i szturchał jego ramię, oczekując reakcji. Nie chciał dawać szkieletowi złego przykładu, a to zdecydowanie kościotrup był tym milszym z von Weissów.
Podniósł wampirzycę i wszedł do domu. Nie położył jej do swojego pokoju, za bardzo cenił sobie swoją prywatność. Usadowił pannę Cove na kanapie w salonie i jedyne, co zrobił, to dodanie drewna do kominka, aby zrobiło się cieplej. Anastasius zajął miejsce w fotelu, otwierając książkę – musiał poczekać, aż wampirzyca się obudzi, choć nie wiedział, kiedy to może się stać.
Oggy już nie syczał, zajął się domowymi obowiązkami, co jakiś czas zerkając w stronę Minervy. Szkielet nie musiał się jednak martwić – Anastasius wyczuwał w niej życie. Zasłabła, ale nic jej nie groziło, choć zdecydowanie powinno. Gdyby von Weiss miał inny charakter, odegrałby się za to, że go zaatakowała, ale nie poruszył się ani nie zrobił nic, żeby ją skrzywdzić. Chciał, żeby się ocknęła i stąd wyszła.
Anastasius von Weiss
W wszystkim tym, gdzie Noor kiedyś widziała słabość, brak, potknięcie, jej natura potrafiła dać przewagę z innej perspektywy. Jako demon mogła mieć siły dorównujące wampirzycy, wolała jednak refleks ponad to. Mogła być równie szybka i okrutna, wybrała za to spryt i uważność. Gdyby uległa tej naturze i posłuchała podszeptów mroku, mogłaby poczuć zew krwi i wpaść w szał niszczenia, sprowadzając do rozterek nieszczęśników i odbierając im dusze. Wybrała jednak drogę bez gwałtu, podstępu i brutalności, szła ścieżkami wydeptanymi krokiem lekkim i wolnym, choć powab i czar, z których utkane było jej ciało, mogły stać się jej bronią równie niszczycielską, co szpony rozrywające tkanki i kły przebijające skóry i kruszące najtwardsze kości przeciwnika. Nigdy o tym nie zapominała. Nie kusiła i nie spychała w spirale obłędu z premedytacją, ale wiedziała, że może to zrobić, gdy tylko najdzie ją taka ochota. I może dlatego właśnie Noor była tak opanowana, bo mogła stać się równie nieobliczalna. Pozostawała jednak spokojna, wciąż w pewien sposób niejednolita i nieuchwytna, bo jej pozory były kruche i mogły sprowadzić nie tylko szaleństwo, ale ostateczną zgubę, tragiczny koniec z rozkoszą na ustach.
OdpowiedzUsuńNoor nie chciała stać się kimś, kto ma na rękach krew. Daleko jej było do okrucieństwa i nie życzyła sobie, aby kiedykolwiek jej wewnętrzna szala przechyliła się w kierunku cienia. Chciała być wytrwała i odporna jak demon na psikusy losu, ale nadal wrażliwa i czujna jak każda wiedźma.
Dubois była niemożliwie słodka i gdy wymagała tego sytuacja, to czym ujmowała i przywiązywała do siebie na zawsze, to były drobne gesty, ulotne spojrzenia, ładny uśmiech i coś ulotnego, coś co niepostrzeżenie wdzierało się ofierze pod skóre, wwiercało w czaszkę, obejmowało każdy zmysł i prowadziło ku niej. Ona sama nie umiała tego nazwać, nie potrafiła tego wskazać i wyjaśnić, co to jest... ta magia była wyjątkowa, była subtelna jak cała Noor, była miękka i ciepła, a wyciskała życie dopiero wtedy, gdy koniec był nieubłaganie blisko, a w niej budziło się pragnienie, żądza obcej energii, coś co przywoływało nieszczęście. Wtedy czuła się najgorzej... nie chciała przecież nikogo ranić i niszczyć. Nie umiała tego zrobić nawet w obronie własnej, gdy potrzebowała ratunku, ale gdy zapędziła się zbyt daleko... nie umiała również opanować mroku, który ją pochłaniał.
Ona wiedziała, jak oswoić bestię i jak zmusić ją do uległości. Wydawało się, że kosztuje ją to niewiele, bo te ruchy i zabiegi nie były spektakularne, ale jako że nie była ani demonem w pełni, ani nie praktykowała czarów jak prawdziwa czarownica, wszystko miało swoją cenę. Teraz jednak się nie wahała i gdy Minnie stanęła przy niej, uniosła dłonie wyżej, a drobne, chłodne palce o delikatnej skórze dosięgły jej twarzy, kojąc wrzącą krew nieśmiertelnej czułością. Starła jednymi palcami stróżkę krwi przy miękkich wargach wampirzycy, a te u drugiej dłoni wierzchem pogładziły aksamitny policzek i zaczesały roztrzepane kosmyki w tył, odsłaniając błyszczące niebieskie oczy Minervy. Noor spojrzała na rudowłosą z głębi swojej spokojnej pewności, której nie naruszały ani tłumy, ani chaos panujący wokół, choć powietrze tu pod ziemią było przesycone w sposób niebezpiecznie niewyważony pragnieniami. Jej oczy, głębokie i zielone, zdawały się przenikać przez maskę drapieżnika, jakby widziała już wszystko, co ukryte za tą maskaradą i mówiły jej jesteś moja, jesteś bezpieczna . Uśmiech na jej twarzy był delikatny, jakby znała sekrety, które odczytywała z każdego spięcia mięśni Minervy,z każdego jej oddechu i drżenia. Przysunęła się bliżej, lustrując zmianę w jej oczach, czując jak jej ciało odnajduje połączenie między nimi.
- Może i tak, ale nie musiało mi się podobać. Nie zrobiłaś tego dla mnie - zauważyła niemal szeptem, ale jej głos objął uszy nieśmiertelnej jak najdroższy skarb, jakby wyznawała jej coś, czego nie powinien słyszeć świat.
UsuńTeraz niewidzialne nici zaczynały się splatać, tworząc coś mocniejszego, nieuchwytnego między nimi. Adrenalina, pożądanie, niewypowiedziane przyzwolenie i obietnice wmieszały się w powietrze, którym oddychały. Noor pozostawała cicha, spokojna, nie pasowała tutaj i jednocześnie nikt nie miał prawa jej stąd wyrzucić. Ta pewność w jej oczach, ściągała do niej Minervę. Zbliżyła się jeszcze trochę, niemal otarła drobnymi piersiami o smukłe ciało nieśmiertelnej, ich oddechy zaczęły się stykać, a czas jakby zwolnił, zawieszony w tej chwili pełnej napięcia. Ruda mogła poczuć, jak serce Dubois mocniej bije, choć na zewnątrz nawet rumieniec jej się nie pogłębił. W jej oczach pojawiła się iskra, jakby oddech i chłód Noor wywołały coś nowego.
- Wydajesz się nadal nienasycona... Czego pragniesz? - spytała miękko, cofając dłonie powoli, tak by opuszki musnęły jeszcze aksamitną skórę policzków, a potem przesunęły się po ramionach nieśmiertelnej.
Noor uśmiechnęła się jeszcze szerzej, jakby akceptując wyzwanie, które właśnie padło między nimi. I choć wokół nich tłum wciąż wrzał, pozostawała tylko dla Minnie, tylko jej, tak jak ruda należała teraz do niej. W tym momencie wszystko, co było wcześniej, przestało mieć znaczenie. Liczyło się tylko to, co miało dopiero się wydarzyć. Noor miała swoją siłę, nie potrzebowała jednak wiwatów, krwi i bólu. Potrzebowała uwagi, by wygrać.
Noor 🔥
Nie planował jej nocy tutaj. Właściwie nie zrozumiał, dlaczego jej nie zostawił przed domem, aby tam zgniła, ale zdecydował inaczej i to teraz mógł winić tylko siebie, że wampirzyca zajmowała mu kanapę. Anastasius miał więc w sobie coś ludzkiego, jakąś przyzwoitość, która przyczyniła się do tego, że panna Cove wciąż była pod jego dachem.
OdpowiedzUsuńJedynie Oggy przejmował się gościem. Zaglądał do kobiety, okrył ją nawet kocem, zdecydowanie miał więcej empatii do wampirzycy, choć może wynikało to z tego, że nie spotkał się z jej kłami – nie miał jej więc nic za złe.
Anastasius nie siedział przy niej, godzinę później zniknął w swoim gabinecie, opisując przypadek wampirzycy w swoim dzienniku. Uwzględnił jej agresję i sposoby polowania, brak panowania nad własnymi instynktami, głodem i sięganie po seksualność, aby zmanipulować ofiarę – panna Cove była ciekawym przypadkiem krwiopijcy. Nie spał przez część nocy, analizując jej zachowanie i naturę pod różnymi aspektami. Pragnął wiedzy.
Oggy obserwował, jak kobieta wstaje, jak się wita, a gdy zasugerowała, że Anastasius jest jego panem, zasyczał nisko, nie zgadzając się z tym stwierdzeniem. Kościotrup nie robił tego wszystkiego, bo von Weiss mu kazał – robił to, bo chciał. W swojej naturze Oggy był ciekawy świata niemal z dziecięcą naiwnością.
Anastasius wrócił do domu, uprzednio każąc Oggy’emu pilnować Minervy. Sądził, że tak będzie lepiej, bo nie miał zamiaru znosić jej rąk, które zapewne sięgnęłyby po jego rzeczy. Był niemal pewien, że wampirzyca zacznie szperać pod jego nieobecność. Anastasius natomiast cenił sobie prywatność i nie lubił, kiedy ktoś przekraczał granice. A panna Cove już kilka tych granic przekroczyła, a w dodatku ani trochę tego nie żałowała.
— Skoro zamierzasz tutaj siedzieć, to chodź, pomożesz przy śniadaniu — odparł.
Nie chował urazy ani nie zamierzał być złośliwy w sposób, który obnażałby jego pogardę. Tak właściwie nie gardził Minervą – raczej tym, jak niskie instynkty nią rządziły. Nie powinien też aż tak się dziwić. Głód i pragnienie bywały dokuczliwe.
Stanął przy jednym z blatów, rozpakowując zakupy. W międzyczasie przygotował dla Minervy kubek gorącego kakao i podał jej naczynie.
— Cukier pomoże ci szybciej dojść do siebie — wyjaśnił. Mogła też być pewna, że nic do tego kakao nie dodał, bo przecież stała prawie tuż obok i bacznie obserwowała jego ruchy.
Poza tym gdyby Anastasius naprawdę chciał coś wsypać do napoju, zrobiłby to inaczej. Gdy kobieta przyjęła kubek, zaczął robić jajecznicę – niezbyt często gotował, ale długie lata spędził w walce, wśród żołnierzy, więc radził sobie ze wszystkim. Z kuchnią, porządkami, praniem – umiał zrobić wiele.
— Jak się czujesz? — zapytał, co oczywiście nie było podyktowane troską, a raczej tym, że zbierał dane po tym, jak wampirzyca napiła się jego krwi i zemdlała. — Powinnaś podziękować Oggy’emu. To dzięki niemu spałaś pod moim dachem, ja raczej zostawiłbym cię tam, gdzie zemdlałaś, ale najwyraźniej Oggy dba o małe, młode wampirzyce bardziej niż ja.
Przerzucił jajka na patelni i zaparzył herbatę. Robił wszystko w swoim tempie, nie spiesząc się ani nie zdradzając, że obecność Cove go denerwuje, bo nie denerwowała. Minerva była raczej irytującym dodatkiem do śniadania i zostanie nim do wieczora. Nie było więc sensu się boczyć ani udawać, że wampirzyca nie istnieje. Nie chciał też się z nią przekomarzać ani kłócić czy jej grozić. To, co powiedział o Radzie i zgłoszeniu tego wyżej, było jednak nadal aktualne.
Anastasius von Weiss