Nazywali ją Białawą, urodziła się gdzieś na Słowacji, data jej urodzenia pozostaje nieznana ► Przeniosła się do osady kilka lat temu, kiedy rzeka którą zamieszkiwała zaczęła wysychać ► W miasteczku pełni funkcję opiekunki terenów przyrodniczych ► Mieszka w małej, drewnianej chacie nad rzeką, jednak więcej czasu spędza w wodzie niż w domu ► Wciąż nie potrafi przywyknąć do norm społecznych, nienawidzi ubrań i często przemyka nago po lesie czy rzece ► Rusałka ► Moce
Zanim stała się śmiechem w trzcinach i złotym błyskiem pod powierzchnią wody, była tylko dziewczyną. Miała jasne włosy, które matka zaplatała jej co rano w gruby warkocz. Śmiała się często, zbyt często jak na kogoś, kto dorastał nad rzeką, której nurt bywał kapryśny. Lubiła siadać na trawie i zanurzać stopy w chłodzie, wierząc, że woda zna jej imię. Nigdy nie miała zostać bohaterką tragedii. Nie miała w sobie mroku, złości ani zła. Tamtego dnia powietrze było ciężkie od burzy. Niebo przygasło, jakby ktoś zgasił słońce nad światem. Wyszła nad rzekę sama, do dziś nie wiadomo po co i dlaczego. Może po wodę, może po chwilę wytchnienia, może za głosem, który wydawał się dochodzić spomiędzy wierzb. Rzeka wyglądała łagodnie. Zbyt łagodnie. Zsunęła buty. Podwinęła suknię. Weszła ostrożnie, śmiejąc się, gdy chłód wspiął się po jej kostkach. Woda była miękka. Otulała. Nic nie zwiastowało katastrofy. A potem grunt zniknął. Nie krzyknęła, raczej się zdziwiła, jakby potknęła się o własny cień. Nurt chwycił ją pod kolanami, pod pasem. Suknia nasiąkła, stała się ciężka jak kamień. Włosy rozplotły się i przykleiły do twarzy. Próbowała wstać, dotknąć stopami dna. Ale wokół nie było dna, tylko woda, która wdarła się do jej ust, do nosa, do płuc. Świat zwęził się do zielonkawego półmroku i huku własnego serca. Ręce uderzały w pustkę. Palce chwytały tylko śliską ciecz. Ostatnie, co poczuła, to chłód wchodzący głęboko pod skórę. Nie ból. Tylko chłód.
Rzeka nie oddała jej ciała. Zatrzymała je w swoich ramionach, wplątane w korzenie, w muł, w ciszę. Dni mijały, a nurt wygładzał jej skórę, rozczesywał włosy, wypłukiwał z niej ciepło. Aż któregoś nowiu otworzyła oczy. Nie potrzebowała powietrza. Nie czuła ciężaru. Woda była wszędzie i była nią. Poruszała się bez wysiłku, jakby nurt był przedłużeniem jej własnych myśli. Jej włosy stały się jaśniejsze, niemal srebrne w mroku. Skóra nabrała blasku księżycowej bieli. Oczy szerokie, dziewczęce, przestały mrugać. Zrozumiała wtedy, że nie jest już dziewczyną z wioski. Była czymś, co rzeka stworzyła z jej ostatniego oddechu. Na początku wynurzała się nieśmiało. Siadała na kamieniu, patrzyła na brzeg, jakby wciąż czekała, że ktoś ją rozpozna. W jej śmiechu była jeszcze radość dawnego życia. W śpiewie echo prostych pieśni, których nauczyła się przy ognisku. Nie wiedziała, że jej głos zmienił się w sidła. Pierwszy młodzieniec wszedł do wody, myśląc, że to tylko dziewczyna kąpiąca się o zmierzchu. Wyciągnął rękę, by pomóc jej zejść z kamienia. Kiedy ich skóra się zetknęła, poczuła coś nowego. Potrzebę wciągnięcia, zatrzymania kogoś przy sobie w tej zielonej ciszy, gdzie nie było już samotności. Przyciągnęła go nieświadomie. Nurt zrobił resztę. Gdy przestał się poruszać, patrzyła długo, jak jego włosy unoszą się w wodzie obok jej własnych. Nie rozumiała jeszcze, co uczyniła. Z każdą nocą stawała się bardziej wodą niż wspomnieniem. Jej śmiech nabrał dźwięczności, która mamiła. Jej ciało stało się przynętą. Niewinność maską, której nie musiała udawać, bo wciąż w niej była. To właśnie czyniło ją najgroźniejszą. Nie była zła. Przestała rozróżniać różnicę pomiędzy dobrem a złem. Była tylko dziewczyną, której zabrano przyszłość, więc rzeka dała jej wieczność. Dziewczyną, która nie zdążyła dorosnąć, więc została zawieszona między dziecinnością a czymś, co nie zna litości.
Tak narodziła się Rusałka. Z ostatniego haustu powietrza. Z ciszy pod powierzchnią. Z niewinności, która nie zdążyła się obronić. Nikt już nie pamięta jej imienia. Mówią tylko, że mieszka gdzieś głęboko w odmętach wody. Że kiedyś była dziewczyną z wioski przy szerokiej rzece, gdzie mgły o świcie ścielą się nisko nad trawą, a nocą słychać, jak nurt rozmawia z kamieniami. Złotowłosa, śmiejąca się głośniej niż inne. Biegała boso, śpiewała przy studni, a jej głos niósł się daleko poza pola. Utonęła w noc bez księżyca. Jedni mówią, że nieszczęśliwie. Inni, że sama weszła w wodę, jakby ktoś ją wołał po imieniu. W czasie nowiu woda staje się gładka jak szkło. Nie odbija światła, nie zdradza głębi. Wtedy wynurza się ona. Naga. Bez wstydu. Jej skóra lśni mlecznym blaskiem, jakby nigdy nie znała słońca. Długie, srebrne włosy opadają aż do bioder, ciężkie od wilgoci, wijące się wokół ramion jak żywe. Krople spływają po niej leniwie, znacząc linię szyi, obojczyków, piersi, brzucha, aż po uda zanurzone w wodzie. Śmieje się, głośno, dźwięcznie, dziewczęco. Ten śmiech nie brzmi jak groźba. Jest jak zaproszenie. Jak obietnica letniej kąpieli, pierwszego dotyku, pierwszego pocałunku skradzionego w trzcinach. A potem zaczyna śpiewać. Jej głos jest czysty, lekki, niemal beztroski. Niesie się po tafli rzeki i wślizguje w uszy młodzieńców, którzy nie powinni o tej porze wychodzić z domów. Opowiada o chłodzie, który koi rozpaloną skórę. O miękkim mule pod stopami. O wodzie, która unosi ciało jak ramiona kochanki. Żyje tam, gdzie nurt zwalnia i tworzy ciemne rozlewiska. W miejscach, gdzie woda ma kolor zielonego szkła, a dno znika nagle pod stopami. Między korzeniami wierzb, pod zwisającymi gałęziami, w cieniu trzcin wysokich jak mury.
W nocy — jest wszystkim, czego pragniesz.

[Dobry wieczór! Jak pięknie napisana karta! Zapraszam do siebie, jeśli masz ochotę na wątek - ja mam i to ogromną, mam chyba nawet pomysł, jak mogłybyśmy połączyć dziewczęta.
OdpowiedzUsuńŻyczę wielu wątków i wspaniałej zabawy! ]
Damroka
[cześć i czołem ;) Widzę, że wymyślona przeze mnie fucha przypadła do gustu ^^ Oj Hocia też nie przepada za ciuchami, tylko mi jej nie utop przypadkiem, bo jak stanie sie topielcem, to jej wody będzie nawiedzać hehe
OdpowiedzUsuńZakochałam się w zdjęciu jak tylko je zobaczyłam. Biedna, niedobra woda ja utopiła... smutne i nostalgiczne równocześnie.
Dobrej zabawy i masy wątków ;) Jak coś to zapraszamy ;)]
Hotarubi
[Ooh 🌊 jak ślicznie i obrazowo przedstawiasz jej narodziny i istnienie! Pięknie to ubrałaś w słowa, podoba mi się brak granic między dobrem i złem i zachowanie tej dziewczęcej niewinności. Urzeka to młodzieńcze tchnienie rusałki. Ciekawi mnie, czy odezwie się w niej kiedyś jakiś większy głód...!?
OdpowiedzUsuńŚwietna kreacja, nieoczywista. Intryguje mnie, jak taka panienka wychodzi wątkowo, więc w razie chęci, chodźcie do nas, możemy razem pogłówkować! Dobrej zabawy ;) ]
Noor ✨
[Ufff ciężko myślałam jak tu ogarnąć inne zajęcie niż typowe xD Przyszło mi do głowy by na początek (znaczy się fakt, że Hocia jest świeżynką i poznaje las), by podczas obchodu, będąc w postaci młodego chłopca odpoczywała przy jakimś źródle wody, a Lil, której jeszcze nie oświecono w ratuszu, nagle nabrało sie jej na próbę uwodzenia jak to ma w naturze i tu trafiłaby kosa na kamień , bo nic by z tego nie przyszło xD
OdpowiedzUsuńInna opcja, byłoby zwabienie Lil muzyką w środku lasu
No chyba, że coś ci innego świta to wal drzwiami i oknami ;>]
Hocia
[Dzień dobry :) Bardzo przyjemnie czytało mi się tę kartę postaci już w trakcie jej sprawdzania, wciągnęłam się w opisaną przez Ciebie historię i żałowałam, że to już koniec :) Sposób, w jaki przedstawiłaś Liliję oraz jej przemianę w rusałkę po prostu do mnie trafił, więc jeśli o mnie chodzi, gdyby to miało być prawdziwe, z powodzeniem mogłoby odbywać się właśnie w ten sposób ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że rzeka w pobliżu Azylu przypadnie Liliji do gustu, bo ta nie ma innego wyjścia, jak postarać się tutaj zadomowić. Tobie z kolei życzę udanej zabawy na blogu i wątków które nie dają spać po nocach! :)]
LEVI ACKERMANN 🐈⬛
[Oh, jakże pyszny to pomysł! Oczywiście, że Damroka mogłaby być tą, która sprowadziła Lilijke do Azylu - możemy nawet z tego zrobić wątek! Ja myślałam o tym, że Bożątko mogłaby upodobać sobie dom Lilijki, co Damrokę by zwyczajnie bolało, bo specjalnie dla niego zrezygnowała z pozycji Ściągającej a on niewdzięcznik całe dnie i tak woli spędzać z Lilijką. Wątek polegałby na tym, że Lilijka, widząc ile to smutków powoduje u Damroki, zaproponowałaby wspólne spędzenie dnia - spacer, ploteczki, wspólne besztanie Bożątka za psucie starych, ptasich gniazd itd. ]
OdpowiedzUsuńDamroka
[Zgadzam się z komentarzami wyżej! Pięknie i wciągająco napisana karta, historia rusałki jest plastycznie opisana, a do tego ma w sobie tragizm i jakąś grozę – idealnie to wszystko współgra z delikatnym wizerunkiem 😊
OdpowiedzUsuńOd siebie życzę wielu, wielu wspaniałych, wciągających wątków i dużo weny!]
Baldwina Heart & Anastasius von Weiss
[dla mnie też - z chęcią zobaczę jej minę, gdy urok nie podziała - za to urok lisicy trochę przyciągnie xD]
OdpowiedzUsuńDzień, mimo niewielkiego ocieplenia, zapowiadał się pogodnie. Hotarubi, tym razem przemieniona w młodego chłopaka, robiła obchód, ciesząc sie, iz ostatnie fałdy śniegu, odkryły glebę do poziomu gruntu. W ręku nosiła organizer z czystymi kartkami i długopisem. W kieszenie spodni trzymała scyzoryk i małą latarkę. W sumie dla pozoru, bo dobrze widziała.
Początkowo szła szlakiem, od czasu do czasu notując potrzebne zmiany, czy gdzie trzeba było pomóc. Dla raportu było to wymagane, ale po drodze po raz kolejny odkryła stara zardzewiała pułapkę. To już 5 znaleziona i porzucona. Zaznaczyła miejsce do usunięcia, ale wcześniej, za pomocą gałęzi uruchomiła ja, aby nie stwarzała zagrożenia. Halas przepłoszył przebywającą nieopodal sarenkę.
Mlasnęła.
- ciii - stanęła w miejscu aby ja obserwować. Obie na siebie patrzyły, aż w końcu parzystokopne odeszło. Westchnęła wkładając długopis do kieszeni kurtki. Przy okazji zauważyła że się mocno pobrudziła. Nie było sie czemu dziwić - zardzewiale żelastwo i ziemia zrobiły swoje.
Usmarowana udała się do najbliższego zbiornika wodnego.
Musiała zdjąć ciuchy i je przeprać, mimo że woda nie należała do czystych i tak je zanurzyła. Pochłonięta praniem nie zauważała faktu, że nie była sama.
Hotarubi
[Dziękuję <3 Jasne, możemy coś pokombinować. Masz jakiś pomysł czy robimy burzę mózgów? :D]
OdpowiedzUsuńAnastasius von Weiss
[Myślę, że to, czy Levi przynosi pecha, powinni ocenić już inni ^^ I tak, bardzo ładnie Ci się udało z tą makabrą!
OdpowiedzUsuńProblem w tym, że z powodu run ograniczających moce mieszkańców Levi nie potrafi przemieniać się na terenie Azylu, ani w tą, ani we w tą stronę, że tak powiem xD To raz, a dwa, Levi w kociej postaci jest też z tych nietykalskich kotów, które nie chcą się zaprzyjaźniać z przypadkowymi osobami, więc byłby kłopot.
I jeszcze trzy, nabrałam sobie dość sporo wątków i obawiam się, że niedługo przestanę wyrabiać z regularnym odpisywaniem, aczkolwiek może po liście obecności co nieco się u mnie wyklaruje i zrobi mi się trochę miejsca :)]
LEVI ACKERMANN 🐈⬛
Wyczuła to po dłuższej chwili, jednak nie przerywała czynności. Była ciekawa co z tego wyniknie. Zauważyła odbicie przemykające przez tafle płynniejsze niż woda. Udała, ze nie widzi odblasku, który padł nieopodal. Czekała na rozwój wydarzeń, ale i też interesowała się tym kiedy spotka współpracowniczkę, gdyż w ratuszu jej powiedzieli, że miały teraz razem się zajmować naturą. Cóż nie mogła grymasić, gdy inne "oferty" do niej nie przemawiały. Lecz do tej pory jej nie spotkała. Nie nienawidziła budynków, gdyż wydawały jej się klatką. Biegała po lasach niczym wiatr będąc tu i tam, gdy tego oczekiwała przyroda. Ludziom też pomagała, gdy już nie było innego źródła pomocy. Przebywała z pomocą nigdy nie przyjmując od nich pieniędzy. Im były bardziej potrzebne niż dla niej. Czasem była dla siebie zbyt surowa.
OdpowiedzUsuńA potem to usłyszała.
Głos tej istoty we własnej głowie. Pozwoliła na to, ale nie widząc z jakim konkretnie wodnym stworzeniem ma do czynienia, była ostrożna.
- zawsze koiła umysł, gdy ciało medytowało - wymruczała w głos. Ręce, które wcześniej intensywnie czyściły koszule jakby straciły cały zapał. Czuła co tamta robiła. W sumie szło to w obie strony, gdy roztoczyła nad nią lisi urok. Trzeba sie było zrewanżować.
Uniosła głowę napotykając jej spojrzenie. Nieźle - pomyślała - to będzie dobra chwilowa zabawa.
Chwyciła za ręce, które muskały jej skore.
- dom? - mruknęła - w odmętach... brzmi nieźle - wkroczyła za nią. A potem w połowie drogi sie zatrzymała. - Jestem pod wrażeniem, ale mam jedno zastrzeżenie - lisia mocą zakotwiczyła ja w tej formie z dodatkiem mocy z ziemi, która teraz przepływała przez dno strumienia. Przeklęte runy.
Nie miało to oczywiście na celu by jej krzywdzić, ale dziewczyna wyszła z wody. Wolała się zabezpieczyć, by jej nie zwiała.
- twój urok na mnie nie działa, ale miło ze się w końcu pojawiłaś. - uśmiechnęła się przelotem - Spokojnie. Nie zrobię ci krzywdy, bo jeszcze będą mnie ścigać za umyślną krzywdę azylanta. W ratuszu mi powiedzieli, iz mam cie odszukać, aby poznać leśna robotę.
Usiadła sobie na dnie.
- Pokój? To cię wypuszczę, by móc spokojnie porozmawiać, bo od dwóch tygodni się mijamy. Chyba rozumiem teraz dlaczego tak było - chlapnęła woda a potem poluzowała wiązanie. Pokazała wyciągnięte raczki do góry.
- tyś to pewnie Lila? Wybacz jeśli przekręciłam imię.
Hocia z poczuciem humoru
[Jasne, możemy od tego zacząć, że Lilija zostaje znaleziona w lesie. Anastasius pewnie pomoże, jak będzie umiał, reszta wyjdzie w praniu :D]
OdpowiedzUsuńAnastasius von Weiss