nagłówek

3.02.2026

[KP] love's the death of peace of mind


Baldwina Heart

ur. ok. 1450 r., Ruś ——— urodziła się jako kołdunia, ta, która wie i wiąże, co pozwoliło jej stać się kościeją ——— wrodzony albinizm ——— swoje serce trzyma w czarnej skrzynce po poprzednim kościeju, którą ukrywa pod łóżkiem ——— jej duch pogranicza, z którym jest związana paktem, nazywa się Limnar; zazwyczaj pokazuje się w formie pająka, który niemal niezauważalnie wędruje po włosach lub swetrach Baldwiny ——— inspektorka ds. run; odpowiedzialna za nakładanie run (technikę dostosowuje indywidualnie do każdej istoty paranormalnej) oraz rejestry, wyznacza także terminy odnowienia run i wysyła listy przypominające o konieczności stawienia się w urzędzie, ściśle współpracuje z funkcjonariuszami porządkowymi ——— fanka kawy z cynamonem, dziergania i chodzenia boso ——— preparuje owady ——— ...


  𝕴 𝖉𝖗𝖊𝖆𝖒 𝖎𝖓 𝖕𝖍𝖔𝖘𝖕𝖍𝖔𝖗𝖊𝖘𝖈𝖊𝖓𝖈𝖊
  𝕴 𝖓𝖊𝖊𝖉 𝖞𝖔𝖚 𝖙𝖔 𝖘𝖊𝖊 𝖒𝖊 𝖋𝖔𝖗 𝖜𝖍𝖆𝖙 𝕴 𝖍𝖆𝖛𝖊 𝖇𝖊𝖈𝖔𝖒𝖊...
 
Tamtej nocy, gdy się rodziła, coś pękło w znanym wszystkim świecie, choć wtedy nikt nie umiał tego nazwać. Psy wyły, ogień w kominku zgasł gwałtownie, jakby ktoś wyssał z niego życie, a lustra w chacie pękły… Dziecko nie zapłakało. Patrzyło. Cicho, uważnie, nieprzejęte chłodem zimy ani żarliwymi modlitwami, które zaczęła odmawiać jej babka, gdy ujrzała białe włosy i fioletowe oczy niemowlęcia. 

Prosty lud zaczął się bać jej spojrzeń i gestów. Kazano jej zawsze patrzeć w dół, nie zbliżać się do domostw i zwierząt, zabroniono mówić, obawiając się przekleństw. Z czasem przestano wymawiać jej imię, jakby jego dźwięk mógł przynieść nieszczęście.
 
P o w i n n a   u m r z e ć, orzeknięto, dlatego nie czekano i zaprowadzono ją do lasu, a tam przywiązano do starego drzewa o czarnej korze, z dala od chat i świętych posążków. Zostawiono chleb, odmówiono modlitwę. Wierzono, że jej śmierć przyniesie ulgę, że cienie przestaną się wydłużać, ale las jej nie pożarł, noc jej nie wzięła. 

Kościej pojawił się bezszelestnie, przynosząc ze sobą jedynie słodkawo-mdły zapach zgnilizny. Niczego nie tłumaczył, nie był cierpliwy ani troskliwy. Kazał patrzeć, pamiętać, a błędy karał surowo i krwawo. Jego pierwszą lekcją była cisza. Długie dni bez używania języka, bez pytań, bez szeptów. Drugą była pamięć. Potem przyszła nauka oddzielania: bólu od ciała, ciała od duszy, duszy od pamięci, pamięci od bezkresu, bezkresu od sensu. 

Mijały lata, aż w końcu zrozumiała, dlaczego Kościej ją przygarnął. Nie była już małą dziewczynką i dostrzegła, jak jej opiekun kruszeje. Aż w końcu nadszedł moment, którego się obawiała – i nie było już odwrotu. Kościej przyniósł skrzynię. Niewielką, z czarnego drewna, bez znaków i run. Uchylił wieko, a wewnątrz spoczywało jego serce – nieruchome, ciemne, które nie biło, ale było żywe. Nie zapytał, czy była gotowa.

Opuściła las kilkadziesiąt lat później, gdy świat zaczął się zmieniać. Miała ze sobą tylko czarną skrzynkę i niewielki tobołek, do którego spakowała przeklętą talię kart tarota i dwie fiolki; w jednej znajdowała się nieskończona żywa woda, która przywracała do życia umarłych i konających, a w drugiej martwa woda, lecząca rany i zapewniająca długowieczność.

Przez jakiś czas wędrowała z grupą cyrkową, ukrywając swoją prawdziwą naturę. Występowała przed publicznością, tańcząc na szarfach. Życie wśród dziwadeł pozwoliło jej znaleźć swoje miejsce. Nie była już przeklętą dziewczynką urodzoną w zapomnianej przez Boga wiosce gdzieś w głębi Rusi, nie była także uczennicą Kościeja, karaną za najmniejszy błąd – tym razem była po prostu Baldwiną. 

To nie trwało długo. Baldwina pamiętała rzeź, zakrwawione namioty, ogień, krzyk i błagania. Słyszała o rozszerzającej się jak plaga nienawiści do istot paranormalnych, o palącej niechęci – cyrk miał coraz mniej odwiedzających, a coraz więcej wrogów. Nie spodziewała się jednak, że będzie uciekać nocą, ściskając mocno skrzynkę ze swoim sercem i tobołek, ten sam, który zabrała z lasu. 
 
Baldwina była jedną z pierwszych istot w Last Salvation. Zajęła małe mieszkanko, w którym mieszka do dzisiaj, jest przykładną mieszkanką, dobrą urzędniczką i sąsiadką. Przez tyle lat nie zdążyła jednak wtopić się w krajobraz azylu – może to przez jej coraz dłuższe, białe włosy, które się wyróżniają, a może chodziło o coś innego, bardziej mrocznego, coś, co skrywają jej fioletowe oczy.


KILKA SŁÓW ODE MNIE: 
Baldwina jest moim drugim dzieckiem tutaj, ale hej, musiała się pojawić, bo dźgała mnie w mózg! xD 
Tak więc… w karcie przewija się Sleep Token i Bad Omens. Wizerunek nieznany. 
Przyjmiemy z Baldwinką wszystko, łatwo się ze mną dogadać! Lubimy emocje i jak są rozkminy, więc śmiało możemy porozpisywać się o kolorze trawy… polecamy się! ♥
Listy można słać na: ayliri.lunah@gmail.com. 

3 komentarze:

  1. [Witaj z drugą postacią, równie klimatyczną jak pierwsza!
    To "swoje serce trzyma w skrzynce" jak i wiele innych fragmentów w karcie są po prostu makabryczne i mroczne. Postać jest ciężka, a ja mam ciarki. Świetnie zbudowałaś klimat i nawet miałabym pomysł na wątek z runą... ale jak mi się kilka wątków rozkręci - wtedy chętnie wrócę, żeby zgrać wszystko w odpowiednim porządku. :)
    Ta dziewczyna jest tak przeraźliwie samotna i niezrozumiana, że mimo pewnych obaw że nie skończy się to dobrze, chciałoby się ją przytulić. Czy to tylko moje wrażenie, czy nie doczytałam, czy naprawdę nie wspomniałaś ani słowem o jej domu i rodzinie? :( Przerażająca z niej istotka, ale wydaje się też bardzo smutna sama z sobą, tak od środka. Czy ona wie, co to uśmiech? Czy wie, jak to jest go otrzymać?
    Życzę ciekawych wątków i zawiłych historii. Coś czuję, że takich tu nie zabraknie :)]

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nie dziwię się, że Baldwina dźgała w mózg, bo Twoja kreatywność jest naprawdę szalona, a co postać to ciekawiej! :D A chodzenie boso jest spoko. Wracając jednak do postaci, to bardzo fajnie wplotłaś w tę nieprzyjemną historię cyrkową rzeczywistość, która uczyniła całość jeszcze gorszą. Dosłownie. Ale mimo wszystkich krzywd, których Baldwina doświadczyła, i faktu, że to jej działania ograniczają moce innych, sprawia ona wrażenie osoby przyjemnej. Nie wygląda na wredną babę z urzędu, oj nie :D Mam nadzieję, że tym razem, tu w azylu, Baldwina też będzie po prostu Baldwiną, zostawiam życzenia dobrej zabawy i wracam do maila!]

    Zayden Ward

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hej, dzień dobry i u tej jakże klimatycznej pani!

    O tyle, o ile Klementyna z pokorą oraz nawet dumą przyjmuje regularnie runy od Baldwiny, o tyle pewien cień zdecydowanie ma przeciwne podejście ♡

    Pośród tego mroku oraz tragedii porzucenia czai się niewysłowione piękno, które jak zwykle udaje Ci się schwytać oraz groteskowo opisać. Mamy zarówno estetykę cyrku, horroru w lesie oraz pradawnej Rusi, co do której również mam słabość. Fascynujące są również wspominki lekcji, podczas których poprzedni Kościej uczył Baldwinę w absolutnej ciszy. Obecnie natomiast Limnar towarzyszy jej pod postacią tego błąkającego się pająka pośród ubrań czy śnieżnych włosów - odcinając się od nich kolorem jak niema groźba, wspomnienie albo i nawet obietnica. Nic dziwnego, że nadal ona nie pasuje do tego naszego dziwacznego miasteczka w Azylu!]

    Oby nadal nie brakowało Ci tej niesamowitej weny!]

    Klementyna

    OdpowiedzUsuń