𝒜nastasius von Weiss
138 lat (ur. 31.10) ——— lisz; przez swoją trupią aurę wzbudza niepokój, czasem strach, może przez krótki czas kontrolować duchy i używać magii, aby dopomóc sobie w domowych obowiązkach ——— mag nekromanta, z wykształcenia lekarz ——— w azylu dozorca cmentarza, grabarz; zajmuje się też przygotowaniem ciał do ostatniego pożegnania i organizacją pogrzebów ——— przez dwadzieścia lat w azylu dorobił się własnego, małego domu przy lesie, który ma charakterystyczny czerwony dach; obok domu Anastasius postawił szklarnię, w której hoduje kwiaty i zioła ——— ma naturę naukowca, więc część jego domu zajmują książki i notatki; często też szkicuje ——— wciąż przyzwyczaja się do nowego ciała i zdecydowanie nie zamierza zrezygnować ze starej mody; zazwyczaj ubrany elegancko, nie rozstaje się ze swoim srebrnym zegarkiem kieszonkowym, który niegdyś należał do jego pradziadka ——— opiekun Oggy’ego ——— ofiara bezsennych nocy i koszmarów ——— fan popołudniowych herbatek i jabłecznika, najlepiej z lodami waniliowymi ——— ...
𝖄𝖔𝖚 𝖒𝖎𝖌𝖍𝖙 𝖇𝖊 𝖙𝖍𝖊 𝖔𝖓𝖊 𝖙𝖔 𝖙𝖆𝖐𝖊 𝖆𝖜𝖆𝖞 𝖙𝖍𝖊 𝖕𝖆𝖎𝖓
𝕬𝖓𝖉 𝖑𝖊𝖙 𝖒𝖞 𝖒𝖎𝖓𝖉 𝖌𝖔 𝖖𝖚𝖎𝖊𝖙...
𝒰rodził się w rodzinie, w której karano za słabość i nijakość. Ród Weissów od pokoleń zajmował się nekromancją i badał granicę życia i śmierci. Powiadano, że jeśli ktoś miałby zagrozić Bogu i jego wyrokom, to tylko ktoś z Weissów. Anastasius nauczył się więc, że jest warty tyle, ile jego dokonania. Ostatecznie przekraczanie kolejnych granic przychodziło mu coraz łatwiej, nawet jeśli gdzieś po drodze przestawał mniej czuć, a więcej żądać.
Jego ojciec, Friedrich, miał talent do magii i twardą rękę, matka, Anna, zawsze wydawała się dogorywającym, zwiędłym kwiatem, ściętym przez ręce męża i wsadzonym do brzydkiego, zakurzonego wazonu, a młodszy brat, Augustus, wciąż gonił za dobrym słowem, przekonany o tym, że jest w stanie zdobyć uznanie rodziców, jeśli tylko dokona czegoś wielkiego, niepowtarzalnego.
Anastasius został lekarzem, podobnie jak ojciec, dziadek, pradziadek, dość znanym zresztą i rozchwytywanym, ale nigdy nie marzył o sławie wśród małomiasteczkowych rodzin, dlatego, gdy nadeszła I wojna światowa, zgłosił się jako sanitariusz frontowy. W okopach po raz pierwszy zetknął się z masową, bezsensowną śmiercią i zrozumiał, że ludzkie ciało jest kruchym naczyniem wypełnionym krwią, które pęka zbyt łatwo.
Potem włóczył się po Europie, trafiając do miejsc dotkniętych epidemiami, biedą i konfliktami. Pracował w szpitalach polowych, zakładach psychiatrycznych, prosektoriach. Z czasem jego zainteresowania nabrały konkretny kształt, a Anastasius, zafascynowany śmiercią, zaczął eksperymentować.
II wojnę światową spędził w obozie, gdzie został zmuszony do pracy przy sekcjach zwłok i selekcjach. Grzebał w trzewiach nie tylko ludzkich, ale i istot paranormalnych, które ginęły z rąk oprawców. To wtedy, być może ze strachu o własne życie i duszę, zdecydował się przekroczyć ostateczną granicę i zyskać coś, co wielu nazwałoby nieśmiertelnością. Jakże mylnie!
Po wojnie Weiss zniknął. Przez kolejne lata żył jak cień, posługując się fałszywymi tożsamościami. Rytuał, który ostatecznie uczynił go liszem, nie był spektakularny – był bolesny i samotny, przeprowadzony w opuszczonym, zimnym kościele.
Rok później odważył się wrócić do domu, rodzinnej rezydencji, która, jak się okazało, spłonęła. Ojciec skończył z pękniętą czaszką, matce odcięto głowę, a brat został powieszony. To wtedy Anastasius przekroczył granicę jeszcze raz. Wziął ciało Augustusa, oczyścił je, pieczołowicie oddzielił skórę i mięśnie od kości, a potem zabrał szkielet ze sobą. Tak, z łaską bogini Mors, narodził się Oggy – jego najwierniejszy kompan, który nie stał się obrońcą ani strażnikiem, a nieco niezdarnym pomagierem, jego jedyną rodziną.
W azylu pojawił się dwadzieścia lat temu. W nowym ciele, które opętał, bo stare zostało zbyt dotkliwie zranione podczas ucieczki. To nie był pierwszy raz, gdy Anastasius to zrobił, a jednak tym razem było… inaczej. Młode ciało, stary umysł, stare przyzwyczajenia. Nie czuje już bólu w palcach, nie ma drżenia rąk ani zaników pamięci. I być może by się cieszył, gdyby nie to, że jego nowe ciało w ogóle do niego nie pasuje; tatuaże, kolczyki w dziwnych miejscach, za szerokie ramiona, za dużo mięśni. Trudno to wszystko ukryć pod gustowną koszulą i frakiem.
Obecnie zajmuje się cmentarzem, dba o groby i dusze, odprawia modły i pilnuje, żeby martwe pozostało martwe. Najczęściej to Oggy wykonuje brudną robotę – z podniesioną czaszką szoruje najpierw swoje kości, a potem kamienne płyty, sycząc przy tym przyjaźnie. Oggy’ego da się porównać do dziecka, które zafascynowane jest wszystkim wokół, nawet zwykłym kamieniem. Raczej nie da się z nim porozmawiać o skomplikowanych rzeczach, bo umie jedynie syczeć, harkać i chichotać, ale parzy idealną herbatę, całkiem nieźle szoruje buty i uwielbia guziki.
Anastasius ściśle współpracuje z Radą i chętnie dzieli się swoją wiedzą oraz obserwacjami. Po godzinach przyjmuje chorych, którzy nieco niepewnie do niego zaglądają, licząc, że lekarz, nawet jeśli nieco ekscentryczny i uznawany za wcielenie kostuchy, nieco im ulży – i faktycznie, Anastasius pomaga, choć, przez ograniczenie mocy, jest to raczej pomoc doraźna i każdorazowo taka wizyta kończy się poleceniem odwiedzenia tutejszej apteki. Po cichu dogląda też rannych po walkach, które są organizowane na Arenie, choć zdecydowanie nie dlatego, że jest tak dobry i empatyczyny. Z zafascynowaniem bada naturę wszelakich istot paranormalnych, ale to jego mały, brudny sekret, który zabierze ze sobą do grobu.
KILKA SŁÓW ODE MNIE:
Anastasiusowi buźkę użyczył Ronnie Radke, w karcie przewijają się utwory Sleep Token i Falling In Reverse. Kreacja mojego lisza to przede wszystkim inspiracja Dragon Age, mitologią i miłością do dojrzałych bohaterów ze skomplikowaną historią. ♡ W karcie, gdy poklikacie, zobaczycie Oggy'ego i więcej hot Ronniego. :>
Lubię emocje i przemyślenia, retrospekcje i nieoczywiste konflikty. Pozwólcie mi się rozpisać o tym, jak bardzo Anastasius hejtuje dzisiejszą modę i jak „kiedyś to było, a teraz to nie ma”, a ukocham mocniutko. Przyjmiemy właściwie wszystko, ale oficjalnie ostrzegam, że Anastasius bywa nieco szorstki i trochę nie za bardzo umie w kontakty międzyludzkie, mimo że ogólnie to dżentelmen i zapewne rzuciłby marynarkę w błoto, żeby panienka nie pobrudziła sobie bucików. Listy można słać na: ayliri.lunah@gmail.com.