nagłówek

18.01.2026

[KP] Ishaan

ISHAAN
Vandadi
300 lat, peri, pracownik sklepu zielarskiego
Samotność, uwięziona pod kopułą serca, brzmi w nim jak echo niespełnionej obietnicy. Jak nagłość obnażenia wobec czegoś, co nigdy nie zostało mu dane, a co w zamian zostało mu jedynie przedstawione. Od setek lat, widząc ten brak, odzywa się w nim dźwięk wrażliwego organu, który nieustannie się nadwyręża.
  Wbrew jego woli – tej, która miała być darem, a stała się ciężarem – uczucia uderzają w łuki jego żeber ciężko i żałośnie, jak metalowe wahadło bijące od spodu w ścianki dzwonu. Brzęczą w nim przy tym natarczywie wszystkie wyśnione pragnienia, nie pozwalając na ciszę.
  Oddycha ostrożnie, jakby w objętości nabieranego powietrza chciał zatrzymać szczęście. Ono jednak, zwiewne i nieuchwytne, od początku umyka mu niezmiennie.
  Przykazanie czystości spycha go ku izolacji, a każdy grzech cielesnego pragnienia zaciska pętlę krzywd coraz bardziej, aż traci dech i zasysa się na drzemiącej na nim klątwie.
  W podaniach i legendach jest wonną smugą jaśminu, ulotnioną wzdłuż brzegu rzeki. Staje dyskretnie w płyciznach stawów i słodkich wód, pozwalając, by mokra tkanina przylgnęła do niego i puściła wraz z miękkim, jedwabistym westchnieniem.
  W życiu pozostaje marnym, nieszczęśliwym bytem. Ciałem, które pragnie spełnienia i nigdy do niego nie dociera, choć nigdy też nie traci mocy oddziaływania na innych.
  Ma wrażenie, że dusi się własnym oddechem, bo od lat oddaje go światu wraz z zapachem swojej obecności. I choć wolałby odciąć się od zmysłowej nuty, którą w sobie nosi, bujność emocji, które towarzyszą mu na co dzień, nie chcą tego przyjąć za regułę. Jakby ta część jego natury i osobowości (zmysłowa, wciąż w nim obecna, mimo oporu) stawała się nienegocjowalna.
  Zna anatomię ludzkiego ciala: ciepło karku, spokojny rytm oddechu, kruchą bezbronność, która niejednokrotnie budziła w nim potrzebę troski. W imię tej potrzeby nachylał się czasem nad śmiertelnym ciałem zarówno w grzechu, jak i w buncie, najczęściej jednak w pragnieniu sięgnięcia po pełnię istnienia. Zawsze jednak kończył z pustką w ciele i na skórze.
  To najboleśniejszy ze śladów, jakie w sobie nosi.
  Dlatego przybył do Azylu z własnej woli. Nie pragnie niczego ponad doświadczenie życia takim, jakim widzą je ludzie – z naręczem czułej, uważnej miłości.
  Nie żąda wpływów ani atencji. Nie potrzebuje nawet piękna, które w sobie nosi. Pragnie jedynie, by uwięziona pod kopułą miasteczka moc wreszcie zelżała, dając mu szansę na szczęście. Bez obsesji i bez zbędnej tragedii.

Przykazania boskie:
  1. Narodzisz się ze światła i czystej energii duchowej, nie będziesz jednak wysłannikiem Boga. Opatrzony półboskim pierwiastkiem, staniesz pomiędzy ziemią a niebem.
  2. Odczuwać będziesz każdą emocję – dobrą i złą. Jako pierwszy spośród półboskich istot otrzymasz wolę, ale nigdy nie wolno ci będzie ulec pokusie cielesnej miłości.
  3. Twoje światło stanie się ucieleśnieniem czystego erosu, nie grzechu. Będziesz pięknem i narzędziem wpływu – takim, z którego nie wolno ci czerpać korzyści dla siebie.





13 komentarzy:

  1. [prissss! wróciłaś do pisania, jaram się - tylko żeby ci nie przyszło do głowy robienie więcej postaci, bo na pupe dam hehe - dzieciatko zdrowe? Ucałuj ;*
    A tak co do postaci - urzekła mnie jego historia, aż mi się łezka w oku zebrała.
    Dobrej zabawy i duużo wątków. Zapraszam jak jest chęć ;)]

    Hotarubi

    OdpowiedzUsuń
  2. [uff... kamień z serca, bo jak nie to wiesz... hehe diablik weźmie górę ;p ale widzę, że zatęskniło ci się za pisaniem co nie?
    Eh, bo u mnie to bywa, że na autorskich się kończy, mimo że dwa zaczęcia są, no ale ja rozumiem - żyćko daje w kość. ;)
    Myślałam sobie o jakimś powiązaniu - i tak sobie myślę, że może pomogłaby mu, w największym kryzysie emocjonalnym i zanim by podziękował ona by odeszła ? Spotkali się by po latach itede]

    lisek

    OdpowiedzUsuń
  3. [Yay, przede wszystkim to muszę pochwalić, jak pięknie wkomponowałaś kartę w szablon bloga. Prześlicznie to wygląda, tak subtelnie. ♥
    Drugie yay - bo pomysł na postać fantastyczny. Przeczytałam sobie właśnie opis rasy i mam takie - wow, ludzie, skąd wy to bierzecie. Chodźcie tutaj do nas i twórzmy wspaniałe historie!
    Także dobrze, że jesteś, mam nadzieję, że zostaniesz na długo i rozwiniesz historię Ishaana. ♥]

    Rory Nielsen

    OdpowiedzUsuń
  4. [Postać jest po prostu piękna, a dodatkowo trzeba przyznać, że w karcie naprawdę czuć klimat Persji. Aż chciałoby się przekazać mu trochę namacalnego szczęścia! Dlatego ja pozostaję przy nadziei, że w azylu uda mu się zaznać wszystkiego, czego pragnie, chociaż w małym ułamku :) Życzę udanej zabawy na blogu!]

    Zayden Ward

    OdpowiedzUsuń
  5. [Podbijam wszystko powyższe! *-* Fajna, zgrabna karta, no i wciągająca kreacja!
    Dobrze Cię widzieć 💙
    Piękna postać i poruszająca. Przeczytałam też opis rasy, wszystko ślicznie zgrałaś! Widzę kilka punktów wspólnych w naturze i odczuwaniu naszych postaci! Gdybyś chciała coś może skleić... Chodź do nas!
    Baw się dobrze ! :) ]

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  6. Aromat starych stron, zapach słów niczym obietnicy nieodkrytych historii napawał ją przyjemnym spokojem. Potrafiła zaszyć się na wiele godzin w pobliskiej bibliotece, hasając boso po polu wśród letniego dźwięku świerszczy, a koń o wymyślnym imieniu parskał wesoło tuż obok. Innym razem fala deszczu zalewała okryte mrokiem ulice wyimaginowanego miasta mordu, gdzie tylko główny bohater potrafił rozwikłać tajemnicze zniknięcia. Od jednego fikcyjnego świata przeskakiwała do kolejnego, poszerzając horyzonty i odrywając się od boleści prawdy.
    Biblioteka w swej rozległości skrywała wiele zakamarków, do których mało który mieszkaniec się zapuszczał. Właśnie tam, w odległych alejkach, spoczywały pod grubą warstwą kurzu zapomniane przez świat książki. Dla Faith były ucieczką — miejscem, które wyciszało wewnętrzny ogień rozpaczy, gniewu i winy.
    Tego dnia czuła się wyjątkowo spokojnie. Wdychając kojący zapach książek, miała wrażenie, jakby jej własna terapia w końcu odnalazła sens. Nagle zamarła, instynktownie odwracając się za siebie, jakby ten ciemnooki mężczyzna nawiedzający jej sny miał właśnie wejść, otulając jej zszargane nerwy niczym puszystym kocykiem. Wciągnęła powietrze z głośnym świstem, wsłuchując się w wszechobecną ciszę. Powoli wypuściła oddech, uspokajając serce bijące niczym dzwon, i wróciła do przeglądania tytułów.
    Tajemniczy mężczyzna stał się częścią jej życia w chwili, gdy jej wewnętrzny potwór ujrzał światło dzienne, a wizja Ragnaroku przerodziła się w coś bardziej namacalnego — gdy śmiercionośne języki ognia pochłonęły niewinne dusze mieszkańców wioski. Wtedy straciła znaczną część siebie — tej ludzkiej części. Wiele wspomnień pozostało jedynie echem, fragmentami bliżej nieokreślonej historii zagubionej dziewczyny. Zaakceptowanie straty było łatwiejsze — mogła napisać opowieść od początku. Jakby wewnętrzny ogień Lokiego pozwolił jej rozpocząć wszystko od nowa, przyjmując własne przeznaczenie i odsuwając w cień ludzkie słabości.
    Ciemne oczy mężczyzny nawiedzały ją w najmniej oczekiwanych momentach, dźwięcząc w jej głowie niemym poczuciem winy — oskarżeniem i naganą za każdy niemoralny czyn. Potrząsnęła lekko głową, starając się wypędzić widmo ludzkiego ciężaru ściskającego jej duszę bezlitośnie.
    Spojrzała w górę, na książki umieszczone na najwyższych półkach, do których nie mogła dosięgnąć, a których warstwa kurzu zdawała się wołać ją jeszcze głośniej. To, co zapomniane. Podstawiła drabinę znalezioną w rogu alejki i ostrożnie wdrapała się na nią, czując niepewne wahania konstrukcji. Z pewnością była ona równie wiekowa jak większość tytułów umieszczonych na szczycie regału.
    Przeznaczenie — z niewiadomych przyczyn chwyciła książkę, zaintrygowana samym słowem, którego znaczenia jeszcze nie odkryła. Zdmuchnęła nadmiar kurzu, który niefortunnie dostał się do jej nozdrzy, wywołując falę kichania. Drabina zachwiała się niebezpiecznie, a Faith straciła równowagę, spadając w dół. Zacisnęła powieki, przygotowując się na tępe uderzenie i kilka siniaków. Oby obyło się bez złamań.
    Tymczasem wpadła na kogoś, kto swoim ciałem zamortyzował jej upadek.
    — Przepraszam, nie chciałam — wyrzuciła z siebie natychmiast, zażenowana karykaturalnością sytuacji rodem z tandetnych romansideł, które czytała z niesmakiem. Podniosła głowę, po chwili zamierając, wpatrzona w żywe, namacalne oczy, które dotąd pojawiały się tylko w jej snach. Przerażenie rozlało się po jej ciele, paraliżując każdą komórkę. Nie potrafiła sklecić żadnej, racjonalnej myśli. Jakim cudem duch jej wewnętrznych skrupułów mógł się zmaterializować? Może naprawdę oszalała.

    Faith Smith

    OdpowiedzUsuń
  7. [rozumiem, no trudno, ale jakby coś ci wpadło do głowy to wiesz, gdzie mnie szukać.
    Podzieliłabym twój entuzjazm, ale od miesiąca nic nie piszę, no ale to nie miejsce na takie rozkminy.
    Baw się tu dobrze.]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dzień dobry, cześć i czołem :) Jest mi bardzo miło, że zdecydowałaś się wpaść w nasze progi i mam nadzieję, że wolny czas pozwoli, żebyście Ty i Ishaan zostali u nas na dłużej :)
    Bardzo podoba mi się karta postaci, którą przygotowałaś, zarówno pod kątem wizualnym, jak i doboru rasy oraz tego, jak przedstawiłaś postać Ishaana. Prawdziwy majstersztyk, któremu absolutnie niczego nie brakuje :)
    Levi namiętnie popala kocimiętkę i walerianę, więc jest stałym gościem sklepu zielarskiego, co będę mieć na uwadze i co mogłybyśmy w razie chęci wykorzystać w wątku, jeśli w najbliższym czasie zwolni mi się miejsce, bo jakieś 20 minut temu policzyłam, ile aktualnie mam wątków i... no fizycznie nie uciągnę więcej 💔
    Stąd tym bardziej trzymam kciuki za to, żebyś została z nami na długo, bo ciągle się gdzieś mijamy i trzeba kiedyś w końcu uskutecznić to pisanie :)]

    LEVI ACKERMANN 🐈‍⬛

    OdpowiedzUsuń
  9. [O, jak miło Cię tu widzieć i to z tak świetną i dopracowaną w każdym calu postacią, cieszę się, że udało się znaleźć troszkę czasu na pisanie i powrót <333 W razie chęci zapraszam do Malphasa :)]

    Malphas

    OdpowiedzUsuń
  10. Równowaga pomiędzy dniem a nocą pozostawała niezachwiana, póki energia wielkich wzlotów nie zaczynała kruszeć pod naporem wielkich upadków. Ciemność przysłaniająca złote wstęgi dnia była jak gruby płaszcz, szczelnie skrywający wszystko, co wśród gęstwin mroku nie mogło odnaleźć własnych konturów.
    Asta je miała, choć nawet w ciemności jawiły się nie w pełni namacalnie. Wbijały się drapieżnie w drżące granice między trwaniem a rozpadem, nie pozwalając jej opaść w żadną ze stron.
    Jednak wystarczały, by iść dalej. Mara nie potrzebowała ich więcej, bo miasto i tak z rzadkością patrzyło na nią uważnie, a noc sprzyjała tym, którzy nie chcieli być widziani w całości.
    Szła więc przed siebie, po skończeniu zbyt długiej popołudniowej zmiany, pozwalając, by cień domykał to, czego światło już nie mogło uchwycić.
    Chodnik był chłodny, nierówny. Czuła go, jakby kroczyła bosymi stopami, choć jej ciało szczelnie okryte było przed strugami mroźnego wiatru. Wyraźniej niż zazwyczaj, jakby fizyczność uparcie przypominała dziś o swojej obecności. To nie był ból, ale ciężar, nie do końca znajomy i niepokojąco ludzki. Kusił swoją słodką kruchością, by jej myśli, bardziej łapczywe, chwytały się odmętów czarnych wizji.
    Nie szukała nikogo, a jednak wiedziała, że coś – lub ktoś – prędzej czy później się pojawi. Noc sprzyjała przecież niezaplanowanym spotkaniom, które osiadały pod skórą na dłużej, niż mogłoby się wydawać. I nikt bardziej niż ona, nie mógł być o tym przekonany.
    W odmętach wąskich uliczek, kroczyła dalej, ostrożniej, pilnując, by jej kontury nie rozmyły się bardziej, niż było to konieczne. To było jak kontrolowana tortura, chłodna i oczekująca na moment rozbicia.
    Asta była zmęczona. Potrzebowała zatopić się w otchłani koszmarów, zagnieździć się we wstęgach ludzkiej niepamięci. Jej czujność warunkowana była przez ciężar własnych powiek, które zupełnie znienacka, szykowały się do snu.
    Łuny nienaturalnej ciepłoty i jaśniejących promieni miękkich kaskad uczepiły się jej niemal znienacka. Drobne ramiona jeszcze zyskały na lekkości, by niewidocznie oderwać się od ciała i spiętrzyć nocny cień. Asta przymrużyła oczy, pozwalając wstęgom słońca zakotwiczyć się nieco głębiej.
    – Przeciwniczki? – uciekło spomiędzy jej zsiniałych warg. Ramię odszukało twardości cegieł, by oprzeć jej wątłe ciało gdzieś w pobliżu nieznajomego. Przebiegła po jaśniejącej sylwetce i drobinach, osiadających w gęstwinie pomiędzy nimi. Spojrzeniem cichym, ale pełnym ciemnych iskier, zupełnie jakby napotkała coś sięgającego równie głęboko co ona – Póki nie próbujesz skąpać się w sennych strachach, nie mam Cię za rywala. Raczej… nieoczekiwany blask – powiedziała zgodnie z prawdą, a jej usta wykrzywiły się w słodkim uśmiechu. Ciemniejące białka zdradzały czujność Asty, jakby już liczyła, ile to zupełnie nieznajome światło może ją kosztować. Przysunęła się jeszcze o krok, by łuna niezbadanego ciepła przylgnęła do granic jej cienia. Dziwnie. – A więc czym jesteś, że na tej krawędzi plączesz się właśnie ze mną?
    Uśmiechnęła się krótko, prawie niewinnie. Asta lubiła momenty, w których to nie ona musiała tłumaczyć się pierwsza. Zwłaszcza gdy rozmowa dopiero nabierała smaku, a ona szczerze zaciekawiła się tym, jak jego światło potrafiło być jednocześnie blisko i tak nienachalne.

    [Kurczę, odpisując, nigdy nie mam w głowie tego, że ktoś inny może to czytać ;> Niemniej jest mi naprawdę bardzo miło i z przyjemnością zwiążę tę dwójkę wspólnym wątkiem. Dzień i noc.]

    Asta

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ja bardzo lubię takie klamry, więc jest mi tym bardziej miło, że zauważyłaś i chwalisz ^^
    Trzymam w takim razie kciuki za nas obie, a jeśli nieco się u mnie uspokoi, to przyjdę upomnieć się o wątek :)]

    LEVI ACKERMANN 🐈‍⬛

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Hej, hej! Wracam po małej nieobecności i widzę, że Mokseo zyskał pracownika <3 Zapraszamy wobec tego do nas na wąteczek :D ]

    Mokseo

    OdpowiedzUsuń