nagłówek

20.12.2025

[KP] To, co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu.

Hotarubi Yamano

a właśc. Yama no Tarubiho - 450-letnia kitsune czteroogoniasta w ciele 30-latki - rodowo powiązana z mocą duchową - miesięczny pobyt w Azylu - dorywcze prace - nora w lesie domem, pod przykrywką namiotu obłożonego zaklęciem maskującym
***

Późną nocą, w głębokim borze, las głęboko spał. Spokojna noc, jak poprzednie. Jednakże ta noc miała stać się wyjątkowa. Nadchodzących zmian nie można było przewidzieć. Jednak los zadecydował inaczej. Chciał on zmienić jej życie o 360 stopni. Musiała uciekać. Opuścić na zawsze rodzinne strony i ukochany kraj, z którego pochodziła. Zostawić miejsca drogie jej życiu. Jednak od dawna polowano na nich, pragnąc wybić kitsune co do nogi. Mało istotny był fakt, po której stronie stała. Najważniejsze było, że istniała. A przecież chciała żyć. Po prostu... jak każdy inny...  
Musiała opuścić dom, którego nie miała już nigdy zobaczyć. Tamtej pamiętnej nocy czuła niepokój. Nie mogła spać. Czuła jakąś dziwną aurę wiszącą w powietrzu. Niespokojna, ciągle zmieniała pozycje ciała. Nic to nie dało. Chciałaby powiedzieć, iż to nerwy przed porankiem, podczas którego miała uzyskać więcej mocy i kolejny ogon. Czuwała.
Tyle, że to wszystko szlag trafił. To miał być jeden z najlepszych dni w życiu. Niestety, polujący Łowcy ich nakryli i przyszli do jej domu, nim ranek nastał. Zaczęła się rzeź. Matka nakazała się ukryć. Ojciec walczył. Wahała się, gdyż nie chciała ich zostawić. Chciała również dołączyć. Jednak usłuchała ponagleń. Pobiegła, ale niezbyt daleko. Odwróciła się gwałtownie, słysząc przeraźliwy, pełen bólu pisk matki, która upadła na ziemie bez życia. Zaraz po niej był ojciec, również martwy. Chciała zawrócić. Jakoś im pomóc. Tylko nie miała już do czego. 
Umierające, zakrwawione ciała, zostały rzucone jak jakieś śmieci. Zamarła, wpatrując się w gasnące życie, aż w końcu cień śmierci zasnuł oczy. Znieruchomiała. Koło ucha poczuła palący ból i spływającą ciepłą stróżkę krwi, ginącą w głąb koszuli. Przestała słyszeć, czuć. Emocje przechodziły przez nią jedne po drugiej, aż został już tylko gniew. Napędzający późniejszy, niekontrolowany wybuch. 
Nadwyżka mocy rozeszła się po okolicy. Zmiotła wszystko wraz z pojawieniem się kolejnego ogona. Nikt nie przeżył. Została sama jak palec. Zataczając się, mknęła przez las, byle dalej od tego miejsca. Błąkała się, w końcu opuściła Japonię, aby udać się dalej. Przyjęła tułaczkę jako swoją karę. Aż opadła z sił. Ukrywała się w postaci młodej kobiety, aby nie straszyć swoją innością. Nigdzie nie trzymała się dłużej niż rok. Zawsze w ruchu. Głodowała, ale udawało jej się zdobyć pożywienie. W końcu trafiła do azylu. Tak miejscowi mówili. Może uda jej się zagrzać miejsca na dłużej?! Kto wie. Mieszka pod starym namiotem w lesie, który jednocześnie jest zasłoną chroniącą wykopaną jamę.

Nie zbliżała się do miasta, jeśli nie było takiej potrzeby. Potrzeba kelnerki? Przyjmie. Trzeba przynieść drwa z lasu? Czemu nie. To tylko tymczasowe zajęcie, które pomagało czymś zająć myśli. Chociaż minęło sporo czasu, wciąż tęskni za domem...  

---------
Witajcie.
Trochę zardzewiałam w pisaniu kart, więc z góry wybaczcie za to powyżej. Nie mniej zapraszamy na wszelkiej maści wąteczki i powiązania. ;> Jej wygląd zalinkowany.
Cytat pochodzi z Małego Księcia. Twarzyczki użyczyła: Mei Nagano; 📫las.jest.moim.domem@gmail.com
Bawmy się. 

39 komentarzy:

  1. [Cześć! Dobrze Cię widzieć po przerwie!
    Dużo napięcia i emocji zawarłaś w karcie, chciałoby się otulić Twoją panienkę i obiecać, że już nie będzie musiała się bać! Absolutnie okrutnie ją doświadczyłaś, ale to chyba taka nasz autorska ulubiona rzecz, aby dociskać na maksa bohaterów. Bynajmniej mi się to nie podoba xD
    Udanej gry, baw się dobrze! 💖]

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  2. [Miło Cię widzieć! :)
    Muszę przyznać, że każda kolejna postać jest coraz ciekawsza, zwłaszcza, jeśli chodzi o wybór rasy. Bardzo się cieszę, że nasze Last Salvation tak korzystanie działa na waszą wyobraźnię. Z takim przekrojem mieszkańców na pewno nie będziemy się tutaj nudzić.
    Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć udanego pobytu, ciekawych wątków i niekończącej się weny!]

    Rory Nielsen

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej!
    jak cudownie widzieć tu kitsune <3 I jednocześnie Mei!
    Z karty bije tyle emocji, napięcia, tu muszę zgodzić się z Sol. Mam nadzieję, że trafi na dobre dusze, które pomogą się jej otworzyć!
    Dużo dobrej zabawy i ciekawych wątków! Gdyby potrzebowała ziół lub przyjaznej duszy, zapraszamy do siebie! ]

    Mokseo

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jak mi się podoba karta! Nie mówi wiele o samej Hotarubi, ale przedstawia jej historię i to, dlaczego jest teraz taka skryta. Smutna dziewczyna, ale takimi przecież pisze się najlepiej. ;) Ślicznie prezentuje się zdjęcie, jest takie delikatne i urocze.
    Bardzo mnie też cieszy, że na blogu pojawia się postać kitsune. Lisków nigdy nie jest za dużo! <3 Życzę miłej zabawy, weny i wielu ciekawych wątków!]

    Morrigan

    OdpowiedzUsuń
  5. [Hmm, ja bym tuliła, Noor niekoniecznie xd ale ona może nafaszerować słabnącą dziewczynę lekami, jak ta dotrze do apteki...? Co Ty na to? ;) może spotkają się przypadkiem, a Noor okaże więcej serca, niż sama sądzi, że ma? ]

    Noor ✨

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć, cześć! Oj, dziękuję za zaproszenie do pisania, ale na ten moment muszę przystopować z wątkami, bo nabrałam sobie ich tyle, że ledwo ogarniam, a nie chciałabym nikogo zaniedbać.]

    LEVI ACKERMANN

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Kitsune jest bardzo ciekawym stworzeniem i można ograć na wiele sposóbów, więc jestem ciekawa twojego pomysłu :3
    Może fanka to za dużo powiedziane, ale widywało się panią na ekranie i jakoś taką sympatię mam do niej xD
    Może właśnie mogłybyśmy zacząć od tego, że jakoś wpadłaby na zaplecze jego sklepiku. Często zostawia uchylone okna, więc raz mógłby zostawić otwarte. Niewiele wyszłoby im z tej konfrontacji, ale później właśnie przy spacerze czy nocnym zbieraniu ziół, natrafiliby na siebie? I wówczas Mokseo chciałby jej pomóc odnaleźć się w tym miejscu?
    Co sądzisz? ]

    Mokseo

    OdpowiedzUsuń
  8. [Morrigan jest boginią śmierci i wojny z celtyckiego panteonu Tuatha de Dannan, więc wszystko się zgadza! <3
    Możemy zahaczyć o wątek pracy? Czasami pewnie przydałaby się dodatkowa para rąk w bibliotece, chociażby do katalogowania książek, na przykład starych egzemplarzy?]

    Morrigan

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Ukocham za rozpoczęcie! I czasem się nie przejmuj, ja powoli dopiero wybudzam się z tego lenistwa świąteczno-noworocznego xD ]

    Mokseo

    OdpowiedzUsuń
  10. [Uwielbiam japońskie legendy i mity! Te wszystkie yōkai, dzieci „rodzące się” z brzoskwinek i króliki na księżycu młotkujące mochi :D A kitsune to taki klasyczek, z tym nie da się niczego zepsuć i na górze jest tego dowód, bo Hotarubi ma również intrygującą historię.
    Dziękuję za powitanie i życzę tego samego, oczywiście :)
    Jeśli masz jakiś pomysł, to chętnie spróbowałabym coś popisać. Mi na razie nic, o co można by się zaczepić, nie przyszło do głowy.]

    Élara Durant

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Cześć!
    Czytając kartę czułam nieprzyjemne napięcie w związku z jej ciężkimi wspomnieniami. Mam nadzieję, że zazna nieco ciepła, a Azyl nie okaże się dla niej więzieniem (jak dla większości), a jednak prawdziwym domem, gdzie będzie się czuła bezpiecznie :)
    Świetnej zabawy, a w razie chęci serdecznie zapraszam na burzę mózgów <3]

    Faith Smith

    OdpowiedzUsuń
  12. [Nie planuję! Uczona doświadczeniem zostaję przy jednej postaci. Nie ma bata, choćby mnie kusiło. Dziękuję za przemiłe powitanie, dzidzia zdrowa i angażująca. Utulana i ucałowana. Również życzę owocnych wątków ♥ Widzę, że też chyba dopiero się rozkręcasz, bo dużo komentarzy odautorskich, ale jeszcze gry nie widzę].

    Ishaan

    OdpowiedzUsuń
  13. Myślę, że oboje noszą w sobie tyle smutku i ciężaru emocjonalnego, że w zestawieniu ze sobą byłoby go już za dużo - szczególnie, że mam już jeden taki wątek z ciężkim tłem w planie - ale dziękuję za propozycję. Trzymam kciuki, żeby Ci autorzy szybciutko poodpisywali, żeby było z kim grać ♥

    Ishaan

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cześć. Fionntán hodowli nie poleci, bo z niej psa zajumał i to chyba tylko kolejny powód, dla którego nie warto się nad nim litować XD Dzięki za powitanie i również życzę owocnego wątkowania.]

    Fionntán Ó Cuanáin

    OdpowiedzUsuń
  15. [Cześć! Bardzo dziękuję za przywitanie :) Obie dziewczyny sporo przeszły (w sumie to dosłownie, patrząc na włóczykijowy styl życia), ale D. jest raczej z natury pogodna i zbyt zadaniowa, żeby w tym smutku się zatracać, więc mam nadzieję, że dam sobie z nią radę. Damroka pracuje jako Urzędniczka - mogłaby dostać w przydziale sprawę Hotarubi i stąd byśmy zaczęły wątek. Co ty na to? :) Jeśli masz inny pomysł - śmiało pisz! ]
    Damroka

    OdpowiedzUsuń
  16. Noor nie powinna wchodzić do lasu i wiedziała, że od kiedy problemy z snem się nasiliły, najrozsądniej było się trzymać apteki. Chciała jednak odetchnąć rześkim, mroźnym powietrzem i chciała poczuć pod stopami jak puszysty, świeży śnieg chrupie pod stopami. Świat wokół niej zamarł na chwilę w ciszy przerywanej tylko cichym szumem padającego śniegu. Przez długi czas nic nie działo się, aż nagle z głębi lasu wniosły się stada malutkich spłoszonych sikorek.
    Szła między drzewami, kroczyła spokojnie, bez map i bez kompasu, nie obawiając nikogo i niczego, gdy zagłebiała się w las. Nie widniały żadne zakazy, powstrzymujące mieszkańców azylu tędy spacerować, choć wiedziała, że jest to nierozsądne. Każdy miał swoją naturę, swoje słabości i swoje instynkty i tutaj, jak nigdzie indziej na świecie, kumulacja magicznych istot mogła doprowadzić do starć. Rada pilnowała porządku w azylu, miała swoich , przygotowane zasady i wyszkolone zasoby strażników, ale... niekiedy żywioł był silniejszy. I wtedy tacy mieszkańcy znikali i Noor się wydawało, że zima jest czasem, gdy tak się dzieje najczęściej.
    Szła przed siebie, dostrzegając że krzewy i zarośla są już całkiem ogołocone i nie mają jeszcze sił na przygotowanie do wiosny. Minęła mały strumyk, w którym latem chyba raz spotkała kąpiące się nimfy, albo rusałki, bo ich słodki śmiech niósł się echem między drzewami i dostrzegła leżące w śniegu, niemal niewidoczne futro. Rownie białe co puch wokoło, obsypane świeżymi płatkami, które nieustannie leciały z nieba.
    Powoli, ostrożnie, podeszła do zwierzęcia, jakby obawiając się, że może się obudzić i uciec. Żyło, czuła to z daleka, choć ledwie ruszało się przy oddechu.
    - Nie bój się, nie skrzywdzę cię - powiedziała cicho, choć zwierzę nie mogło jej usłyszeć. Choć może mogło... aura lisa była silna, nietypowa, ale też niejasna, zbyt złożóna i Noor nie wiedziała do końca, z czym ma do czynienia.
    Przez chwilę patrzyła na białe futro z niedowierzaniem, że w tym lesie znalazła niemal konające zwierzę, a potem powoli, w jej oczach pojawiła się iskra nadziei. Obejrzała dokładnie całe ciało leżące w śniegu. Dostrzegła krew lejącą się z boku, gęstą i ciemną i wnyki zatrzaśniete na łapie. To od tego zaczęło, złapała mocno metal i uwolniła połamaną łapę, a w ostatniej chwili odrzuciła pułapkę daleko, nim ta nie ucięła jej palców.
    - To będzie bolało - mruknęła, klękając w śniegu, by dotknąć futra przy brzuchu i sprawdzić, skąd leci krew. Jej dotyk był delikatny, robiła to z troską i delikatnością, jakby obawiała się, że nawet najmniejszy ruch może lisa zabić.
    Las był cichym świadkiem, ptaki przestały śpiewać, a wiatr również z nimi ucichł. Noor nie czuła niepokoju, ani obrzydzenia, gdy dotarła do rany i całe jej ręce splamione były krwią. Wiedziała jednak, że to poważne uszkodzenie wewnątrz może liska kosztować życie, musiała ją stąd zabrać.

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  17. [W sumie to bez różnicy - mogę zacząć, nie wiem tylko, czy jeszcze dzisiaj, jeśli Ty masz ochotę - daj znać ;) ]
    Damroka

    OdpowiedzUsuń
  18. Koczowniczy tryb życia, który prowadziła przez ostatnie lata, wpłynął na jej codzienność bardziej, niż chciała to przyznać. Przyziemne czynności — takie jak jedzenie śniadania, mycie zębów czy ubieranie się bez pośpiechu — z początku były wręcz nieznośnie przyjemne. Odnajdywała niezdrową radość w obserwowaniu masła rozpuszczającego się na grzance, w faktycznym odczuwaniu drętwienia języka po mentolowym płukaniu ust czy w spokojnym zakładaniu kolejnych, wełnianych warstw.
    Ostatnie dziesięciolecia odebrały jej umiejętność doceniania drobiazgów, zmuszając ją do nieustannej obserwacji otoczenia i trwania w gotowości do ucieczki. Teraz czuła się jak na odwyku od adrenaliny.
    Dni zaczynały się zlewać, praca była obrzydliwie spokojna, a życie — zamiast płynąć z nurtem rzeki — zdawało się dryfować po gładkiej tafli jeziora. Była zmęczona spokojem i odpoczynkiem, choć nie chciała się do tego przed sobą przyznać. Ani przed Ubożem, Popielnikiem, który mieszkał z nią od kilku miesięcy i niepostrzeżenie zapełniał pustkę, o której istnieniu Damroka wcześniej nie miała pojęcia.
    Chłopiec w tej rutynie odnajdywał radość, której ona sama czerpać nie potrafiła. Jeden jego uśmiech zdawał się jednak rekompensować każdą niewygodę. A uśmiechał się często — szczerze, pamiętliwie — za każdym razem, gdy wychodzili na długie spacery do lasu, podczas których prześcigali się w nazywaniu mijanych krzewów, odgadywaniu gatunków ptaków i rozpoznawaniu śladów na śniegu.
    Jej ślady zobaczyła jeszcze zanim dowiedziała się o jej przybyciu do Azylu. Wyglądały inaczej. Popielnik twierdził, że pachną obcą magią, lecz Damroka większą uwagę zwróciła na nieregularne odbicia ogonów — zdawało się ich być więcej niż u dzikiego lisa. Mimo nowej posady i szczerych chęci poznania wszystkich nadprzyrodzonych istot zamieszkujących ziemię, nie mogła znać kształtów odcisków każdego z nich. Postanowiła więc nie poświęcać temu więcej myśli, tym bardziej że Bożątko dawno już zmieniło obiekt zainteresowania, skupiając się na wydrążonej w śniegu jamie, do której próbowało się włamać.
    Kiedy poznała smak kawy, postanowiła, że będzie to jeden z tych napojów, których nigdy nie będzie sobie odmawiać. Niosąc ogromny kubek do biurka, omal nie poślizgnęła się na topniejącym śniegu, naniesionym do gabinetu kilka chwil wcześniej. Skomentowała to cichym przekleństwem.

    — Fantastycznie — westchnęła, widząc na dębowym parkiecie brązową plamę, zupełnie ignorując pieczenie na dłoni.
    Wyjęła z torby chusteczki i padła na kolana, by zetrzeć ślady własnej niezdarności. Gdy była zajęta ścieraniem intensywnie pachnącego płynu, usłyszała ciche pukanie do drzwi.
    — Proszę! — krzyknęła, nie wstając z kolan.
    Kiedy w końcu się podniosła, słysząc otwierające się za plecami drzwi, uderzyła głową o biurko, co skwitowała tym razem głośnym przekleństwem, którego nawet nie próbowała ukryć.
    — Przepraszam… zapraszam, proszę usiąść — powiedziała, wskazując na obite koniakową skórą krzesło. Wyminęła je, trzymając resztę chusteczek, których pozbyła się dopiero chwilę później, siadając za biurkiem. — Nazywam się Damroka, bardzo mi miło cię poznać.
    Uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła w jej stronę lekko zaróżowioną dłoń.

    Damroka

    OdpowiedzUsuń
  19. [Smutna historia, ale mam nadzieję, że Azyl, mimo swoich mroków, pozwoli jej przez moment odetchnąć z ulgą. Chęci jak najbardziej są, ale pomysły jeszcze bliżej nie sprecyzowane. Jestem otwarta na burzę mózgów.
    Może z jakiegoś powodu Hotarubi nie będzie mogła wrócić na noc do swojego prywatnego azylu i przenocuje w jednym z pięciu łóżek mojej mary?]

    Asta

    OdpowiedzUsuń
  20. Damroka czuła, że żyje na tym świecie już nieco zbyt długo, by przejmować się konwenansami, dlatego niespecjalnie przejęła się ani otwartymi drzwiami, ani brakiem uścisku dłoni. Prawda była taka, że jako dziewczyna pochodząca z chłopskiej rodziny dawno nauczyła się, iż każdy chce po prostu żyć — dla siebie, dla swoich bliskich, przetrwać. Samo bycie było wystarczająco ciężkie, a sytuacja, w której znajdowała się drobna kobieta naprzeciwko niej, była już i tak wystarczająco stresująca.
    Dlatego Damroka postanowiła się uśmiechać, jakby tym uśmiechem mogła dodać kilka stopni ciepła w pomieszczeniu i w jakiś sposób przekonać do siebie dziewczynę. Jeśli jej się to nie uda, obu będzie tylko ciężej przebrnąć przez obowiązkową dla wszystkich mieszkańców Azylu biurokrację.
    — Mogłabym cię zapytać dokładnie o to samo, Hotarubi — powiedziała spokojnie, wytrzymując jej spojrzenie i nic sobie z niego nie robiąc. — Przybyłaś do Azylu, ale nie zgłosiłaś się do Urzędu ani po przydział lokum, ani po przydział miejsca pracy. Nie otrzymałam też żadnej wzmianki o wyjątkowym traktowaniu ze względu na rodzaj mocy, dlatego sądzę, że musimy przejść przez niezbędne procedury. Mam nadzieję, że miałaś dość czasu, by się tu zaklimatyzować, bo do zadomowienia z pewnością jeszcze ci daleko — przełknęła ślinę, rozkładając na biurku jej dokumentację.
    —Czy masz gdzie spać, Hotarubi? Czy masz dostęp do pokarmu dostosowanego do twoich potrzeb? Co możesz dać Azylowi, a co Azyl może dać tobie? — spytała i usiadła w fotelu. Przez całą wypowiedź towarzyszył jej szczery, najsympatyczniejszy uśmiech, jaki potrafiła z siebie wykrzesać tego zimnego poranka.

    Damroka

    OdpowiedzUsuń
  21. Noor nie była obyta z zwierzętami. Troska, czułość, dbanie i martwienie się o innych nie zostały jej wpojono na tyle, by potrafiła okazywać emocje bez skrępowania, czy analizy lub trwogi jak zostanie oceniona. Bo całe jej życie to była szala, na której przeważała siła ponad wrażliwość. Miała mieszaną krew i ciągle tkwiła w mętliku, ale wiedziała, co powinna robić, gdy widziała kogoś, lub coś, co jest bezbronne, odsłoniete i potrzebuje pomocy. I tak naprawdę, może wcale nie była taka zła, za jaką siebie uważała...
    Kiedy lisica obudziła się po raz kolejny, świat wokół niej był inny. Nie była w lesie, a wokół pachniało ziołami. Rytm tu był spokojniejszy, mniej przerażający, choć gdzieś w katach czaiły się nieujarzmione cienie mrocznej natury Noor. Znajdowała się w małym mieszkaniu, w budynku w którym była też apteka ale piętro wyżej u właścicielki. Rada przydzieliła jej mieszkanie blisko jej lokalu, aby miała interes pod nosem, ale też aby oni mogli ją mieć na oku. Przyniosła znalezione zwierzę do siebie, bo nigdzie nie widziała możliwości otrzymania pomocy, a potem najlepiej jak umiała, zajęła się ranami. Przebitymi wnetrznościami i połamaną łapą, powoli, ostrożnie, czyszcząc i opatrując obrażenia. Najlepiej jak umiała, choć wciąż nie tak idealnie, jak zrobiłby to lekarz, czy... weterynarz? I milczała nieustannie, w drodze i potem w mieszkaniu, bo przecież lis by jej nie odpowiedział. I choć ruchy miała precyzyjne, a spojrzenie uważne, to tylko pozornie wydawała się oschła. Starała się być delikatna i okazała wiele troski zwierzakowi, podsuwając do leżącego ciałka na zwiniętych kocach i poduszkach miskę z wodą i przemielone resztki mięsa i warzyw po obiedzie.
    Zdradliwe światło słoneczne przebijałos ię przez cienką firankę i muskało skórę Noor oraz lisie futro, a w powietrzu czuć było zapach drzewa, ziół i czegoś domowego. Stała w koszulce i miękkich dresowych spodniach nad garnkami i mieszała rosół, którym miała zamiar nakarmić i siebie i to znalezisko z lasu, które zaskoczyło ją swoim pojawieniem się. I tym, że mimo wszystko je tu zabrała, choć nie była pewna, czy może.
    Zdecydowała się zaufać. Ufać tej nieznanej istocie, która, mimo wszystko, okazała się być po prostu ranna. I może była tak samo zagubiona jak była Noor, gdy tu trafiła.
    - Jeśli znowu zaczniesz warczeć, powiadomię Radę i wylecisz stąd jak śmieć, nie drażnij mnie, bo zawdzięczasz mi życie - odezwała się spokojnie, niemal bez melodii, kierując się do lisa z miską nieco przestudzonego bulionu. Kucnęła obok legowiska jakie zrobiła z wielu kocy i ręczników oraz poduch i podsunęła miseczkę bliżej zwierzakowi.

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Heeejo! Dzięki za cierpliwość ♥ ]


    Dość mocny zaduch ziół roznosił się po pomieszczeniu sprawiając, że cała atmosfera wydawała się gęsta i ciężka. Światło przytłumione wpadało przez kolorowe, okurzone witraże, przez co całość dawała dość mroczny, nieco tajemniczy klimat. Mokseo lubił to w swoim małym sklepie zielarskim najbardziej. Było tu mimo wszystko przytulnie i ciepło. Ciepły zapach drewna w połączeniu z różnorodnym zapachem ziół zaskakująco dobrze się komponowały. Mimo lubości jaką darzył ten zapach i klimat, nie mógł pozwolić na braku dopływu tlenu. Otwierał więc okna, a w miesiącach cieplejszych również drzwi, zachęcająco zapraszając przechodniów do środka. Wówczas zapach obejmował najbliższą okolice.
    Był jednak bardzo zapominalskim stworzeniem. Miał już sporo lat na karku, nie było, co się dziwić. Dlatego nigdy nie dziwiła go wiewiórka buszująca w jego zbiorach czy inne zwierzę. Złodziei nie było. Nie takich w ogólnym rozumieniu tego słowa, bo co ktoś miałby w nadziei zabrać?
    Tym razem jednak mocno zdziwił się, gdy usłyszał dość mocny huk dochodzący z piwnicy, gdzie trzymał ziemie, donice i same rośliny. Pomyślał, że znów nie zamknął okna i jakieś zwierzę dostało się tam w poszukiwaniu jedzenia czy ciepła. Jednak odgłos był stanowczo za głośny. Zaniepokoiło go to.
    Podniósł się szybko ze swojej kanapy, narzucając na siebie bluzę. Powoli zszedł po schodach na sam dół i rozejrzał się po pomieszczeniu. Westchnął ciężko, a gdy odnalazł źródło tego całego zamieszania, uniósł wysoko brew.
    Zauważył białego lisa, jednak nie takiego zwykłego. Był to kitsune, na pierwszy rzut oka chory, ranny lub bardzo wyczerpany. Mężczyzna zastanowił się dłuższą chwilę, co z tym wszystkim zrobić. Poszedł po koc, którym okrył zwierzę. Obok niego ustawił wodę w miseczce. Samemu zrobił sobie herbatę, przygotował też odrobinę mięsa, które zostawił obok zwierzęcia.
    Samemu usiadł niedaleko, obserwując je. Miał nadzieję, że list ocknie się za niedługi czas i będzie mógł mu jakoś pomóc.


    Mokseo

    OdpowiedzUsuń
  23. [Przyszłam pięknie podziękować za powitanie! Trochę zwlekałam i zaraz wyjaśnię dlaczego, ale najpierw:
    jejku, jaki smutek mnie ogarnął podczas czytania tej karty! Absolutnie genialnie przedstawiłaś tę historię i nie skłamię, jeśli powiem, że chciałabym przeczytać więcej. T_T Siwoo

    OdpowiedzUsuń
  24. [Ogólnie widzę właśnie, że zjadło mi całą drugą połowę komentarza, gdzie rozwodziłam się nad tym, że kusi mnie, by coś razem stworzyć, ale właśnie nie mam pomysłu wartego uwagi, więc musimy pomyśleć razem xD
    Odezwę się zaraz na maila!]

    S.

    OdpowiedzUsuń
  25. [hej hej! oczywiście pięknie dziękuje za powitanie mnie i hanbina oraz za same dobre życzenia<3
    serce samo z siebie się kraja, jak czytałam historię Hotarubi, a ją samą chciałoby się po prostu przytulić.. mam nadzieję, że też znajdzie dla siebie chociaż kapkę szczęścia, a wy same dobre i mniej lub bardziej przyjemne wątki!]

    Hanbin

    OdpowiedzUsuń
  26. [Hej, dzień dobry!

    Mam bardzo dużą słabość do kitsune i mam nadzieję, że Twoja kuleczka odnajdzie się tutaj w Azylu. Widziałam już wcześniej wyświetlenia od podglądaczy, więc spodziewałam się kogoś, ale zawsze bardzo szanuję Tych skromnych, przyznających się :D Dziękuję za bardzo miłe powitanie nas w niezwykłych progach Azylu.]

    Klementyna

    OdpowiedzUsuń
  27. [Hej, hej!
    Bardzo dziękuję za powitanie. :D Mam nadzieję, że zabawimy tutaj na dłużej.
    Dużo weny i masy wciągających wątków!]

    Anastasius von Weiss

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Odnalazłam tego maila! Trafiłaś mi do spamu :cccc ]


    Czekał cierpliwie, aż istota się ocknie. Był ciekaw jej reakcji. Ostatecznie mogło potoczyć się różnie. Lis wyglądał na stłuczonego, rannego, więc może zareagować naprawdę różnie. Mokseo szczerze współczuł tej biednej istocie i zastanawiał się, co ją spotkało. Ostatecznie Last Salvation było dość bezpiecznym miejscem. Sam czuł się tu dobrze. Może jednak nie wszystkie stworzenia tak to odczuwały? Był tym dość mocno zaciekawiony i nieco przejęty.
    Gdy kitsune powoli zaczęło się ruszać, mężczyzna wbił w nie swoje uważne spojrzenie, nie ruszając się jednocześnie w ogóle. Nie chciał wystraszyć istoty. Uniósł delikatnie brew, widząc gamę emocji u stworzenia. Nie zdziwił się na widok błyszczących w świetle wschodzącego słońca, wpadającego do pomieszczenia. Rozumiał to, zapewne zachowałby się tak samo w tej sytuacji. Nie ruszył się, po prostu przyglądał się uważnie, mając nadzieję, że swoją postawą nieco uspokoi lisa.
    Widząc jak podchodzi ono do misek, nieco się uśmiechnął. Pozwolił sobie na dalszą obserwację, zastanawiając się, jak powinien to wszystko rozegrać.
    – Dobre, co? – mruknął z delikatnym uśmiechem. Jego ton jak zawsze był bardzo spokojny, wręcz nieco melancholijny, ale przyjazny. – Możesz tu zostać i się ogrzać, ale nie demoluj mi tutaj, dobrze? Te rośliny są dla mnie cenne – oznajmił. – Potrzebujesz czegoś? – spytał, dopiero wówczas nieco się ruszył, przez co jego twarz też znalazła się w świetle budzącego się dnia.
    Nie zamierzał wyganiać tego stworzenia. Tym bardziej, że widocznie było spłoszone i ranne. Nie mógł zrobić nic więcej na ten moment, dlatego chciał dać choć tyle ile mógł: ciepły koc, wodę, jedzenie i spokój. Małą przestrzeń, gdzie kitsune mogło odpocząć, zregenerować się i dojść do siebie. Był ciekawy czy zaufa mu na tyle, czy będzie miała w ogóle możliwość, by się przemienić.


    Mokseo

    OdpowiedzUsuń
  29. Noor spojrzała na liska z skrywaną starannie troską, choć w jej zielonych oczach kryła się też nuta ostrożności. Przez chwilę milczała, zastanawiając się, co powinna powiedzieć, a co lepiej zostawić w tajemnicy. Czy w ogóle to stworzenie ją rozumie? W końcu wyciągnęła rękę i delikatnie pogłaskała ją po głowie, dając znać, że rozumie jej frustrację i ból. Niezależnie od pochodzenia, potrafiła rozpoznać cierpienie.
    - Musisz jeszcze trochę poczekać - powiedziała cicho, starając się brzmieć neutralnie, nie natarczywie i nie uspokajająco. Po prostu brzmieć, by zwierzę zrozumiało, że nie może być niecierpliwie i na wszystko potrzeba chwili. - Twoje ciało potrzebuje czasu, żeby się zregenerować - wyjaśniła, choć miała ochotę przestać się wygłupiać. Przecież to było oczywiste.
    Widząc te znaki i obijanie miski, uśmiechnęła się kącikiem ust, próbując ukryć zmęczenie i rozbawienie. Noor odsunęła się trochę, wstała z podłogi i zaczęła się rozglądać, jakby szukając czegoś, co mogłoby pomóc. W jej spojrzeniu pojawiła się determinacja, choć na twarzy gościł nieustannie spokój.
    - Wiem, że jesteś głodna, ale jeśli zjesz za dużo na raz po tym, jak ledwie przetrwałaś, będzie gorzej niż teraz - powiedziała. - Wiem też, że chcesz wrócić do pełni sił, ale musisz tylko dać czas twojemu ciału, żeby się naprawiło.
    Przy tym słowie Noor wyciągnęła z kieszeni mały woreczek z naparem z suszonych ziół i delikatnie wyciągęła dłoń, aby pokropić nimi jej łapę,.- To pomoże zmniejszyć ból i stan zapalny - wyjaśniła.
    Nie była medykiem, ani nie chciała zagłebiać się w leczenie istoty... bo to nie był zwykły lis i doskonale to czuła. Ale nie chciała jej bardziej zaszkodzić. Prowadziła aptekę, znała się na prostych kompozycjach ziół, na niektórych miksturach i truciznach, a to... to wymagało czegoś więcej.
    Usiadła z powrotem do fotela. Popatrzyła po futrze i po pustej misce i mogło teraz wydawać się, że będzie głodzić lisa, ale Noor po prostu była konsekwentna. A lis był silny, bo gdyby tak nie było, nie przetrwałaby i już.
    - Masz inną postać? - spytała po namyśle, bo w ten sposób nigdy się nie dogadają. Miały sobie rozmawiać na migi łapami w odpowiedzi na pytania...? Taka postać liska nieco utrudniała.

    zaskakująco cierpliwa Noor

    OdpowiedzUsuń
  30. [Cześć! :) O, Kitsune! Nie wiem czemu ale zawsze wyobrażałam je sobie jako rudowłose kusicielki! :)
    Stwórca rzeczywiście zasługuje na karę, nie wiem czy kołek nie byłby zbyt łagodną opcją... Chyba wolę dekapitację. xd
    Dziękuję za powitanie. W razie chęci na wątek, serdecznie zapraszam!]

    Minerva Cove

    OdpowiedzUsuń
  31. [Jestem, jestem! Po prostu wygrzebuję się ze wszystkiego w bardzo ślimaczym tempie, mam jeszcze kilka zaczęć do wysłania. :(]

    Morrigan

    OdpowiedzUsuń
  32. [O, to w takim razie poproszę o to zaczęcie. <3 Wolontariat też mi się podoba, Morrigan będzie zaskoczona taką ochotą do pracy!]

    Morrigan Ó Dubhuir

    OdpowiedzUsuń
  33. [Hej, na ten moment muszę się jednak wstrzymać. Z doświadczenia wiem, że takie luźne, nie do końca zaplanowane wątki nie idą mi zbyt dobrze ;c]

    Asta

    OdpowiedzUsuń
  34. Noor nie pozwalała się do siebie zbliżać i nie otwierała się łatwo na nikogo. Żyła we własnym zamknięciu, niezrozumiana i samotna, choć to wszystko to były jej wybory z uwagi na ostrożność i lęk. Tam, poza granicami azylu by mogła być już martwa i to niezależnie od tego, jak silna była i jak łatwo mamiła umysły. A tutaj... tutaj była zwykłą aptekarką i jej to odpowiadało. Tutaj chciała zostać, nawet jeśli narzucone zasady ograniczały tak, że z trudem niekiedy łapało się oddech. Lecz lepszy cięższy oddech, niż truchło następnego ranka.
    Spięła się wyraźnie, kiedy wilczyca podniosła się i chwiejnie do niej podchodziła. Noor wiedziała, że jest w tym momencie silniejsza, ale nie miała pojęcia, ile tak naprawdę ta istota potrafi. Może w ostateczności zmiotłaby ją w sekundę... I może pierwszy raz pożałowała, że zabrała to stworzenie do mieszkania, gdy poczuła ja nadgarstku energię, która owijała się wokół niej ciasno.
    - Uważaj... - rzuciła głucho, może nie tylko z troski, ale w uprzejmym ostrzeżeniu. Ona sama nie miała pazurów, ani paszczy pełnej zębisk, ale mogła dość szybko zniechęcić lisicę do jakiegokolwiek ataku, jeśli to co teraz robiła, miało Noor zaszkodzić.
    Poczuła ukłucie, coś co wbiło jej sie nie tylko w żyłę, ale głebiej. Dotarło do duszy, chwyciło jej cząstkę, aż poruszyła sie niespokojnie. Na warkot, który chyba miał ją upomnieć, ściągnęła brwi i zacisnęła obie dłonie w pięści. Drobne, ale twarde jak kamień. Były u niej w domu, a to stworzenie miało czelność na nią warczeć...? Niesłychane!
    - Słyszę... - mruknęła z pewną niechęcią po chwili, gdy w jej głowie odbił się obcy głos. - Mam nadzieję, że tylko tak rozmawiasz i nie zaglądasz mi w myśli... - burknęła. - Trzeba cię zgłosić w ratuszu... nie możesz być tutaj bez wiedzy Rady - poinformowała, choć minęło już i tak wiele godzin, a ona nic z tym nie zrobiła. I jeśli ktokolwiek za to odpowie, to krnąbrna Dubois, czym wydawała się nie przejmować.
    Oparła się w fotelu, pozwalając sylwetce utonąć w szerokim i przytulnym siedzisku. Obserwowała lisa, czekając na wyjaśnienia. Czym jest. Skąd tu przybyła. I co ją doprowadziło do tego stanu.

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  35. To wszystko trwało chwilę, a Noor z kolejnymi upływającymi sekundami gryzła się mocniej w język. Prowadziła aptekę, o czym lis nie mógł wiedzieć, a w jej żyłach płynęła wiedźmowa krew, o czym to stworzenie również nie miało pojęcia, ale... na litość boską, skoro już się nią zajęła, to mogłaby zaufać kobiecie, że ta wie, co robi.
    Zgrzytnęła zębami, nie panując nad rosnącym rozdrażnieniem. I faktycznie, wystarczyłaby chwila, aby się uwolnić od problemu... skręcić kark, lub urwać łapę wraz z językiem i kilkoma ogonami na handel i nastałaby cisza. W jej głowie potok słów dźwięczał nieprzyjemnie, jak zdarte dzwony. Noor nie przywykła do takich rozmów i do tego, że ktoś siedział jej w głowie.
    - Skąd Rada o tobie wie...? - spytała czujna, napinając znów ramiona. Podniosła się z fotela i wsparła dłonie na biodrach, nie rozumiejąc jakim cudem nikt w takim wypadku jeszcze się u niej nie pojawił w progu mieszkania. Skoro mieli rannego przybysza, obcego, powinni natychmiast go przejąć, aby nie siał chaosu. Panowały tu konkretne procedury, twarde zasady i jednak należało ich przestrzegać... w niektóre wierzyła nawet ona, choć z reguły nie angażowała się w prosperowanie miasteczka, a własne sprawy.
    Uniosła dłoń i odetchnęła głębiej. Jej spokój i opanowanie najczęściej ratowały ją z wszelkich kłopotów i teraz tak miało być również. Utrata kontroli i wybuch mógł być zgubny nie tylko dla lisicy, ale i samej Noor, szczególnie że od kilku nocy cierpiała na bezsenność, która pożerała ją za dnia.
    - Nie potrzebuję lekcji zielarstwa. Jesteś u mnie i pomogę ci tak, jak uznam za stosowne - wyjaśniła bardzo uprzejmie, tonem tak wyważonym, aż niemal bezbarwnym. - Daj ten kłak - mruknęła, bo jednak najwidoczniej część z tego, co mówiła lisica miało sens, a Noor nie była totalną ignorantką, aby się obrażać i udawać, że pozjadała wszystkie rozumy.
    Odebrała wyrwane pasmo i zostawiając lisa na posadzce, cofnęła się do drugiego pokoju, który był jej sypialnią z szafką pełną skarbów. Teraz nie ośmieliłaby się wyjść z mieszkania i zostawić zwierzę samo.
    - To jest na sen, będzie wspierać regenerację - powiedziała, podając na łyżce gęsty i słodki jak miód syrop zwierzakowi. - A to... to jest lepsze niż tonik, który nic nie zrobi na takie poharatane tkanki - dodała, pokazując butelkę z rzadkim brunatnym płynem, który był gorzki jak ziemia krzemowa i skrzypiał między zębami przy połknięciu. Podsunęła leki pod pysk lisicy i czekała, aż wypije.
    Noor nie wiedziała, co zrobić z tym przebitym płucem i jak złoży łapę, ale wiedziała, że uśmierzy ból lisa i sprowadzi kogoś.


    Noor

    OdpowiedzUsuń
  36. Mokseo był zmęczony podróżowaniem po świecie. Może bardziej przytłoczony, zasmucony, przebodźcowany jak to się teraz zwykło mówić. Narodził się w czasach o wiele wolniejszych, skupionych na zupełnie innych celach. Ludzie żyli w zgodzie z naturą, szanowali ją, traktowali jako nieodłączną część swojego życia. Jego obecność traktowano niemal jak zesłane przez bóstwa, przez co często bywał różnorako nagradzany. Nie to było jednak dla niego ważne. Przyzwyczaił się jednak do akceptacji ludzi, tej wdzięczności jaką mu okazywano. Troszczono się i opiekowano. Sytuacja miała miejsce przez dziesiątki lat, a Rim rzadko kiedy siał spustoszenie w plonach i doprowadzał ludzi do głodu, a przez to i do śmierci. Jednak w ubiegłym stuleciu świat wystrzelił jak z procy. Taka stara dusza jak nie miał możliwości przystosowania się do tego nowego biegu. Pozostał w tyle, co miało fatalne konsekwencje. Musiał uciekać, przemieszać się, jednocześnie nie rozumiejąc otaczającego go świata. Aż trafił tutaj. Rozumiał te ograniczenia, wiedział, że życie tu nie jest usłane złotem i różami, ale dzięki temu jego życie zwolniło. Tak jak kiedyś. Żył spokojnie, powoli, bez pośpiechu.
    Postanowił dać jej odpocząć. Lis zdecydowanie tego potrzebował. Zabrał miski, po czym wrócił do swoich obowiązków. Dzisiejszego dnia o dziwo zjawiło się więcej klientów niż zazwyczaj, przez co nie miał zbyt wiele czasu, by najść swojego niespodziewanego gościa.
    Dopiero w porze obiadowej zajrzał do piwnicy, która nie przypominała już swojego stanu z rana. Uniósł zaciekawiony brew, patrząc na regał i rośliny. Uśmiechnął się delikatnie, po czym ostrożnie postawił kolejną miskę z jedzeniem i wodą. Dorzucił też dodatkowy koc. Widział, że zwierzę obudziło się, gdy tylko wszedł. Posłał mu życzliwe spojrzenie.
    – Dziękuję – oznajmił, zerkając krótko w kierunku naprawionej szafki. – Nie musisz się jednak tak frasować – dodał.
    Na chwilę zamilkł, wyraźnie o czym myśląc i analizując.
    – Na górze jest trochę cieplej. Mam małe zaplecze, na które nie wchodzi nikt poza mną. Możesz się tam przenieść jeśli chcesz. Mogę ci pomóc, jeśli mi pozwolisz – oznajmił, zerkając na nią wyczekująco. Jednocześnie wskazał w kierunku drewnianych schodów, by w razie przypływu samodzielności, kitsune wiedziało gdzie się udać.


    Mokseo

    OdpowiedzUsuń
  37. [Serio? Ja to wręcz przeciwnie, uwielbiam rudzielce, co zresztą widać po mojej pannie ^^
    Mi też w sumie na razie nic nie przychodzi do głowy... Ale jak coś mi zaświta, to na pewno jeszcze do Ciebie wpadnę. :D]

    Minerva Cove

    OdpowiedzUsuń
  38. [Witamy niesfornego liska! Że też komuś przyszło do głowy wybijać te istoty, okropne. Hotarubi wydaje się bardzo fajna i ciekawa! Widzę, że zabawa dopisuje, ale mimo to życzę Ci jej jeszcze więcej. Dziękuję za powitanie! :)]

    Tove

    OdpowiedzUsuń
  39. Zamknęła oczy na chwilę, próbując odciąć się od wszystkich zbędnych myśli. Nie nadążała nad zmiennością nastroi i potokiem myśli przekazywanych przez lisa. Samo to połączenie wydawało się felerne i uwierało ją gdzieś pod czaszką... Na dodatek ta bezsenność, któa od kilku nocy sprawiała, że Noor nie tylko nie spała, ale zaczynała gubić wątki i miała mętlik i szum w głowie... Coś się działo, a ona nie wiedziała, co.
    Zatrzymała spojrzenie na futrze, gdzie nadal była zaschnieta krew. Wzięła lisa z lasu do siebie. A więc musiała się nią zająć do końca. Nie powinna zaczynać, jeśli nie ma mozliwości skończyć, tylko... do diaska, to naprawdę nie było proste zaopiekować się i opatrzyć stworzenie, które ostatecznie było jej nieznane. Nawet nie była pewna, czy zasady w azylu na to pozwalają...
    - Wezwanie? - wychwyciła od razu i ściągnęła brwi. Zacisnęła usta, sznurując je i przyjrzała się lisicy uważnie. Podejrzliwie. Ona została sprowadzona, uratowana, ale to wezwanie zabrzmiało inaczej. Jakby ktoś lisicy szukał... i może nie była poturbowana za nic i to wszystko się łączyło...?
    Noor czekała, aż zwierzak uśnie. I gdy tak się jej przyglądała, poczuła rosnący żal i rosnącą złość. To stworzenie, czymkolwiek było, w ogóle nie było grzeczne i wdzięczne za okazaną pomoc.
    - Nic o mnie nie wiesz... - mruknęła pod nosem, czekając, aż jeszcze po tym jak opadły powieki zwierzakowi, oddech również się unormuje, a ciało rozluźni... Uśpiła liska? Owszem. Ale sen to naprawdę moment regeneracji, a ona podała mieszankę wzmacniającą ciało i ducha... I musiała wyjść po coś silniejszego, albo pomoc.
    Noor żyła sobie sama. Sobie była panią w aptece i sama sobie rządziła w mieszkanku. Ostatecznie nie sprowadzała gości, a ci co przychodzili, nie byli traktowani z honorami, choć na specjalne względy mogli liczyć. Nie mogła więc i nie chciała nikogo sprowadzić, a zatem zebrała z apteki silne środku lecznicze i jedną magiczną miksturę, która leczy wszystko. Miała ją przehandlować za kilka nocy... ostatecznie nie zrobi tego, ale policzy liskowi dług i kiedyś odbierze zapłątę. Musiała jej pomóc, skoro już się od niej nie odwróciła.
    Wracając na górę, poszła jeszcze do sklepu, aby kupić kilka rzeczy do jedzenia dla niespodziewanego gościa.

    Noor

    OdpowiedzUsuń