nagłówek

2.04.2026

002. No matter how much I washed my face, I couldn’t wash my soul

Poniżej mogą znaleźć się treści +16.


Jonathan wiedział o niej wszystko w ten chorobliwy i najgorszy sposób. Wiedział, jak bardzo lubiła słodkie rzeczy, jak ceniła sobie miękką poduszkę i z kim rozmawiała najczęściej. Wiedział to wszystko, aby w odpowiednim momencie móc uderzyć najmocniej i wykorzystać całą swoją wiedzę, żeby zmusić Baldwinę do konkretnego działania. Myślał o niej jak o swoim ulubionym zwierzątku – była ładna, zjawiskowa wręcz, ale dziwnie mechaniczna w swoich reakcjach, z całym wachlarzem dziwactw, które starał się z niej wyplenić.
    Pociągnął nosem, podnosząc się z niej. Nagie, białe ciało wydawało się niemal martwe, bo Baldwina nie ruszyła się ani nie zrobiła nic, aby pokazać, że było jej dobrze. Przez cały czas milczała, a gdy złapał ją za włosy, dostrzegł jedynie puste spojrzenie. Nienawidził w niej tego.
    — Ubierz się i idź coś zjedz, tylko nie za dużo — powiedział, wciągając spodnie. Zaraz potem zapalił papierosa i patrzył, jak Baldwina wstaje z materaca, sięgając po swoje ubrania. — Mam nadzieję, że dzisiejszy występ będzie spektakularny, przyjdzie sporo osób. Nie zawiedź mnie.
    Baldwina pokiwała głową, ubrała się szybko i opuściła namiot Jonathana. Między wozami i płachtami namiotów kręcili się ludzie-dziwadła – zmęczone, przyzwyczajone do oglądania twarze, z tanim winem w metalowych kubkach, klnący i pochłonięci rozmowami. Przy jednym z ognisk siedziała kobieta z brodą, starsza już, szeroka w biodrach, z ciemnym zarostem starannie zaplecionym w dwa cienkie warkocze. Nazywano ją Brodatą Królową. Nieopodal stał bardzo wysoki mężczyzna, tak chudy i długi, że w ruchu przypominał tyczkę. Cyrk reklamował go jako Olbrzyma z Północy, choć w rzeczywistości był po prostu człowiekiem o nienaturalnym wzroście, z obolałymi kolanami i wiecznie pochyloną głową. Był tam też karzełek w eleganckiej kamizelce, przedstawiany widzom jako Mały Książę. Przed publicznością kłaniał się przesadnie i opowiadał żarty. Poza sceną bywał najrozsądniejszy z całej trupy, skrupulatnie liczył pieniądze i pamiętał o zadłużeniach reszty. W osobnym namiocie pokazywano syjamskie siostry, zrośnięte ramieniem i bokiem oraz kobietę bez rąk, która malowała, nawlekała igły i podnosiła filiżanki palcami u nóg. Był też chłopak o skórze całej pokrytej znamionami, piegami i ciemnymi plamami. Nazywano go Człowiekiem-Gepardem, występował chętnie i lubił, gdy coś się działo. W innym namiocie występował człowiek z mocno zniekształconym kręgosłupem, znany jako Garbaty Prorok. Właściciel cyrku wkładał mu do ust kwestie o końcu świata i karze boskiej. 
    Każda z tych istot była inna, mniej lub bardziej skrzywdzona, zraniona i spaczona. Baldwina próbowała się dopasować, być częścią grupy. Olbrzym uśmiechnął się do niej, wręczając jej wypełniony tanim winem kubek i wzniósł milczący toast za jej występ. Kościeja wzięła tylko łyk, przemknęła przez mały tłum i stanęła z boku, obok nadmiernie owłosionej kobiety, pochylonej nad pękiem suszonych ziół, które rozdzielała z cierpliwością. Dla odwiedzających cyrk była Dziką Kobietą z Gór, ale poza sceną po prostu Milą. 
    Podniosła wzrok, gdy Baldwina się zbliżyła, i niemal od razu się odezwała: 
    — Byłaś u Jonathana. 
    — Tak — odpowiedziała krótko. 
    Mila przez chwilę przyglądała się jej w milczeniu. Najpierw obrzuciła spojrzeniem jej twarz, potem dłonie, które obejmowały kubek z winem; zauważyła też, że Baldwina trzymała uda złączone trochę zbyt mocno. To wystarczyło, żeby zrozumieć, że Jonathan porządnie się zabawił. 
    — Usiądź — powiedziała w końcu, wskazując skrzynię stojącą obok wozu. 
    Baldwina zawahała się, ale zajęła sztywno miejsce, odkładając wino. Mila rzuciła zioła i otarła dłonie o spódnicę. 
    — Nie musisz mi nic mówić — zaczęła. — Ja i tak wszystko widzę. 
    — Co to znaczy? 
    — Widzę, jak wracasz od niego. Widzę, jak Jonathan szuka cię wzrokiem. I widzę, że to nie pierwszy raz. 
    Baldwina spuściła wzrok. 
    — To nie jest twoja sprawa — odparła kościeja. 
    — Nie powiedziałam, że jest — odpowiedziała Mila spokojnie. — Ale prywatne sprawy też miewają konsekwencje. 
    Z dala dochodziły przytłumione głosy, pijackie śmiechy i stukot butelek. Baldwina w milczeniu wodziła kciukiem po kostce palca wskazującego, aż w końcu odezwała się cicho: 
    — To… nie jest ani trochę logiczne. 
    Mila posłała jej uważne spojrzenie. 
    — A jest bezpieczne? 
    To pytanie sprawiło, że Baldwina zamilkła. Bezpieczeństwo było bardzo konkretnym pojęciem, ale w takich sprawach irytująco trudnym do zmierzenia. 
    — Chyba nie zawsze — przyznała w końcu. 
    Mila skinęła głową, jakby właśnie tego się spodziewała. Potem sięgnęła do torby, którą zawsze przy sobie nosiła, i wyjęła mały, płócienny woreczek związany niedbale nitką. 
    — Weź — powiedziała. 
    — Co to? 
    — Zioła. Pomogą z konsekwencjami, żebyś nie musiała się później martwić czymś jeszcze gorszym. 
    Baldwina znała ciężar różnych konsekwencji, które były szczególnie dotkliwe, gdy wisiała wysoko, kiedy cała jej egzystencja zamykała się w jednym momencie, w tej konkretnej decyzji. 
    Gwar pod kopułą cyrkowego namiotu przycichł, gdy się pokazała. Publiczność obserwowała białą sylwetkę w dopasowanym kostiumie, który mocno przylegał do ramion i talii, podkreślając niemal niepokojące wychudzenie. 
    Szarfy wisiały nieruchomo przez ułamek sekundy, dopóki Baldwina nie wyciągnęła rąk. Gdy oderwała się od podłoża, owinięta pasami materiału, wyglądało to tak, jakby ciemność u góry zaczęła ją pożerać. Jej ciało wyginało się w długie, czyste linie, napięte w miękki, zmysłowy sposób. Ciasne wiązania wokół talii i ud wbijały się w jej skórę i zostawiały czerwone ślady. I to tam, wysoko nad areną, w tych wszystkich oplotach i uściskach, Baldwina zdawała się najbardziej wolna. Piękna. 
    Była owinięta szarfami tak szczelnie, że przez chwilę wyglądała jak kokon zawieszony wysoko nad areną. Potem wolno zaczęła rozwijać się z materiału. Publiczność zamilkła całkowicie – zbiorowo wstrzymano oddech, kiedy Baldwina rzuciła się w przepaść. Spadała szybko, włosy ciągnęły się za nią jak blada smuga, szarfy świsnęły cicho, a kościeja zatrzymała się nagle, zawieszona kilka stóp nad ziemią, obrócona do góry nogami, z jedną ręką opuszczoną luźno w dół, jakby wcale nie czuła bólu. 
    Jonathan, który obserwował występ, zaczął głośno klaskać, dołączając do wrzawy. Uśmiechał się przy tym szeroko, z wyuczoną, sceniczną aprobatą. Klaskał nie dla Baldwiny, a po to, aby każdy zobaczył, że wspiera swoją artystkę. Ostatecznie wcale nie lubił tego, jaka była, nie interesował się nią jak człowiekiem, a traktował bardziej jak zwierzątko; najbardziej doceniał w niej to, że była po prostu użyteczna – blada, niepokojąca, piękna w ten swój osobliwy sposób, gotowa po raz kolejny wzbudzić w tłumie dokładnie to, czego od niej oczekiwał. 
 
__________
Post sponsorują: w tytule Anna Tsuchiya, a reszta to już Baldwina i jej przeszłość. Chciałam nieco opowiedzieć jej historię cyrkową, więc mam nadzieję, że Was nie zanudziłam... no, wiecie, gdzie nas znaleźć!

10 komentarzy:

  1. Szkoda mi Baldwiny tak bardzo... Piękna, skrzywdzona istotka. Absolutnie nie było w tym ani grama nudy, świetne imiona wymyślone dla innych cyrkowców i fajne zamknięcie klamrą (to chyba się tak nazywa), co bardzo lubię. Fajnie było poznać trochę jej cyrkowej historii, chociaż jest ona strasznie przykra i wydaje się, że mimo ludzi wkoło, Baldwina była tam bardzo samotna. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że w Azylu odnalazła swoje miejsce i swoich "ludzi" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! 🤍 Też mam nadzieję, że Baldwinka znajdzie swoich ludzi i nie będzie już czuć się jakimś ciężarem dla kogoś. Trzymajmy za nią kciuki! 😭

      Usuń
  2. 💔💔💔
    Okrucieństwo przykryte milczeniem i chciwością, perfidna bezduszność. Noor jakby tam wpadła, to by temu Jonathanowi urwała to i owo. Bez. Mrugnięcia. Okiem. Na środku sceny. Popisowo wypruwając to, co uważa, że ma najlepsze. A Baldwinę z kolei pewnie umiałaby zrozumieć i jak Mila nafaszerowała czymś potrzebnym do przetrwania.

    Tak czułam, już zapoznając się z KP kościeii na początku, że podobne przeżycia może mieć za sobą, a jednak czytając o tym, jak wyglądała jej rzeczywistość przez moment, to aż serce mi pęka. Proszę teraz o nią zadbać! Niech już nie będzie taka opuszczona w tłumie. ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja mogę powiedzieć... też chętnie bym facetowi coś zrobiła, ale Baldwina ostatecznie silna baba, przetrwała, znalazła sobie miejsce w azylu i wydaje się szczęśliwa, a to najważniejsze! Dziękuję za komentarz, Soluś 🤍

      Usuń
  3. Dlaczego to jest takie krótkie? Prze-cud-do-wny post. Dotykający bardzo nieludzkich, ciężkich tematów, ale świetnie pokazałaś to, jak właściciel cyrku kolekcjonował dziwadła i potrafił wykorzystywać je według własnego widzimisię.
    Dobrze, że Baldwinaa miała tam przyjazną duszę - Milę, która nie pozwoliła jej na to, aby poniosła konsekwencje, na jakie pewnie nie byłaby gotowa.
    Mam nadzieję, że pokażesz nam więcej scen z życia Baldwiny. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się coś jeszcze wyprodukować, haha 🤍 Dziękuję za komentarz i obym miała okazję jeszcze coś zdradzić. Trzymajmy kciuki i za mnie, i za Baldwinę! :D

      Usuń
  4. Biedna Winnie 😣 Tak też podejrzewałam, że jej pobyt w cyrku mógł wyglądać w podobny sposób i myślę, że Levi także może coś podejrzewać, inaczej nie pytałby o to, czy lubiła występować na szarfach w obawie przed tym, że tego typu prezent mógłby jej sprawić przykrość zamiast radości.
    I oczywiście, że nas nie zanudziłaś! Świetny post, choć krótki 😉 Ja z miłą chęcią przeczytałabym więcej! Wspaniale oddałaś cyrkową rzeczywistość tamtych czasów, kiedy cyrk stanowił azyl dla wszelakich dziwadeł i często był to jedyny sposób, w jaki te mogły przetrwać, co pozostaje bardzo przykre. Dobrze, że w miarę upływu czasu się to zmieniło dobrze, że finalnie Baldwina trafiła do Last Salvation, gdzie bez wątpienia dorobiła się kilku bliskich osób, które urwałyby Jonathanowi jaja 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Levi to w ogóle dobrze trafił z tymi szarfami, jedyny moment wolności dla Winnie!
      Dziękuję za komentarz 🤍 I zdecydowanie cieszę się, że Baldwina ma takie osoby, które po prostu, tak po ludzku przejęłyby się nią i tym, co się z nią dzieje! Azyl jednak daje nadzieję, ot co!

      Usuń
  5. W końcu tu dotarłam! Bardzo się cieszę, że ukazałaś rąbek tej nieładnej historii, którą zgotowałaś Baldwinie, bo to daje nam wszystkim świetny obraz tego, co naprawdę przeżywała, gdy była na łasce Jonathana. Aż mi serce pęka, gdy o tym czytam! 💔 Baldwina jest naprawdę silną babeczką. Silną i kochaną. I w pełni zgadzam się z tym, co napisała Muminek – są tacy, którzy chętnie urwaliby Jonathanowi jaja i nabili go na pal 😎 Czekam na więcej takich urywków 🤍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz 🤍 Baldwina zdecydowanie zdobyła kilka takich osób, choć pewnie sama w to do końca nie wierzy! Azyl jednak nie taki zły, skoro znalazła tutaj swoje miejsce po tyyyylu latach :D
      No i mam nadzieję, że uda mi się coś jeszcze napisać!

      Usuń