nagłówek

29.01.2026

[KP] Seething inside my head, my self-interest and envy swirl about

   
CHOI HANBIN
'DO NOT TOUCH' sign needed  —  27 lat — 25.01 — korea południowa, seul — w LAST SALVATION od czterech lat — urzędnik — nervous overload — niedawna przeprowadka do niewielkiego, własnego domu — wybiórczy pedant — poliglota odkopywujący swoje umiejętności od momentu przeniesienia do Last Salvation


Ciepły uśmiech i puste spojrzenie szły ze sobą w parze przy każdej złożonej przez klientów skardze. "Przykro mi" nie niosło za sobą choćby krzty wyrozumienia, a zamykający sprawę podpis niemalże automatycznie lądował na papierze, nie oczekując na kolejne, zdesperowane prośby.
Cedzone przez zęby słowa ociekały fałszywą słodyczą, kiedy cudzy sprzeciw stawał się drażniący, a tykanie wskazówek zegara zaczynało kłuć jego uszy.

I nawet poza czterema ścianami biura; poza bezpieczeństwem dzielącego go od mieszkańców biurka, zaciekła kąśliwość nie przestawała wkradać się w jego wypowiedzi. Była niczym jego nieodłączna część, której nawet nie starał się pozbyć. Z której wręcz korzystał z irytującą pewnością siebie i niewzruszeniem, bo była bezpieczniejsza niż szczerość.

Niż spojrzenie na to, co zakopał kilka lat temu w czeluściach siebie samego, nie dając sobie nawet chwili na przetrawienie i zaakceptowanie druzgocących wydarzeń, przeobrażających młodzieńcze cwaniactwo i arogancję w apatyczną podstępność i bezwzględność.

Zamiast tego znalazł się w Last Salvation, gdzie przerzucił się na inne sposoby na rozstrajanie ludzkiej świadomości, niż poprzez - wcześniej ekscytujące i niekontrolowane - zetknięcie z cudzą dłonią, wypalające zdrowy rozsądek innych, a napajające jego własny.
Zamiast tego mógł kompletnie zapomnieć o przeszłości, idealnie, wręcz irytująco, odnajdując się w roli oddanego swojej pracy urzędnika, czerpiącego niepokojącą przyjemność z upominania i dręczenia zdesperowanych mieszkańców azylu.

witam witam i o zdrowie pytam! przybywam razem z hanbinem do was wszystkich w nieśmiałej próbie włączenia się w świat blogów fantasy C:
ogółem mówiąc otwarci jesteśmy na wszystko i wszystkich - apolacola@gmail.com
fc: bang christopher chan
tytuł: rotten heresy and chocolate - PinocchioP

11 komentarzy:

  1. [hejo ;) Im więcej postaci tym robi się ciekawiej. Pan wygląda obiecująco ;)
    Wpadłam życzyć dobrej zabawy i wielu wątków. Oby "próby" się udały ^^ W razie chęci zapraszam do lisicy ]

    Hotarubi

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Oooo, ale bardzo fajna umiejętność! I zarazem sam pomysł! W ogóle w połączeniu z jego zajęciem daje wrecz piorunujące połączenie! Od takeigo urzędnika nie chciałabym odbierać dokumentów XD
    Dobrej zabawy, dużo fajnych wątków i czasu! A gdyby była ochota, zapraszamy w skromne progi! ]

    Mokseo

    OdpowiedzUsuń
  3. [Noo, złośliwy Pan urzędnik! Nie zdziwcie się jak mój koszmarny chochlik postanowi po godzinach posprzątać na Waszym biurku po swojemu ;D Bo też lubi być złośliwa i to nie tylko w snach, o. Ciekawa koncepcja na postać, a kartę przeczytałam jednym tchem. Mam nadzieję, że będzie Ci się wspaniale pisało, bo moim skromnym zdaniem nie ma nic lepszego niż fantasy! :) W razie chęci zapraszam po wątek do mojej mary, chętnie coś spsocimy.]

    Asta

    OdpowiedzUsuń
  4. [Czy tylko mi się wydaje, czy on ma sadystyczne zapędy? :P Witaj, powtórzę to, co już nie raz padło w komentarzach o bohaterach wyjątkowych - tacy są najbardziej samotni.
    Lubię niepłaskich bohaterów, a także dramaty w tle, haczyki i ślepe zaułki i labirynty w historiach. Kusisz bardzo, aby jednak tę dłoń wyciągnąć i sprawdzić, kogo naprawdę zaboli... :D
    Bawcie się dobrze, a jakby chciał jednak przypomnieć sobie, co go kiedyś ekscytowało, albo potrzebował herbatki na uspokojenie, zapraszamy ;)]

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam moje gwiazdy <3 Chodźcie narobić zamieszania!]

    OdpowiedzUsuń
  6. [zatem zapraszamy do tulenia i/lub na burze mózgów ;>]

    Hotarubi

    OdpowiedzUsuń
  7. [Czy inspiracją dla postaci była może wizyta w urzędzie? Bo trochę poczułam się tak, jakbym właśnie miała coś załatwić i już wiedziała, że nic z tego nie będzie...
    Interesujący pan z równie interesującą mocą — jak już ktoś wyżej wspomniał, pachnie mi to wszystko zapędami sadystycznymi. XDD Na pewno jest to jakiś sposób na uciekanie przed własnymi demonami. Oby przynajmniej jemu wyszło to na zdrowie.
    Życzę świetnej zabawy, wielu wątków i spełnienia pisarskich fantazji! <3]

    Morrigan

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dzień dobry, cześć i czołem :) Zabawne, bo ja sama pracuję w instytucji państwowej i na co dzień użeram się z petentami, choć staram się być milusia, bo ja zawsze dla wszystkich jestem milusia, co uważam za moją wadę - ile razy się przejechałam na tym byciu milusią, to wiem tylko ja ^^
    Co za tym idzie, to bardzo dobrze, że Choi jest tym stereotypowym urzędnikiem i równie dobrze, że ma moc wprost idealną do zawodu, który uprawia ;) Dzięki niemu mieszkańcy pewnie z rozrzewnieniem wspominają stare, dobre czasy sprzed Azylu i mogą poczuć się jak każdy szary obywatel, który zawsze polegnie w brutalnym starciu z biurokracją ;)
    A odchodząc od śmieszkowania, życzę udanej zabawy na blogu i wątków, które nie dają spać po nocach! :)]

    LEVI ACKERMANN

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ten kontrast między ciepłym uśmiechem a pustym spojrzeniem jest absolutnie fascynujący i aż prosi się o głębsze poznanie. Podoba mi się, jak jego pozorny spokój miesza się z kąśliwością, jakby używał jej nie tylko jako narzędzia, ale wręcz jako zbroi. Widać, że pod tą maską siedzi coś ciężkiego, coś, co skrupulatnie zakopał, a mimo to dalej go formuje. Intrygujące to mało powiedziane! Życzę dużo weny ❤️]

    Malphas

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cześć!
    Jakże ciekawą mocą został naznaczony Choi. Idealnie sprawdziłaby się w mało moralnych przesłuchaniach ;> Nie sposób wspomnieć o idealnie kompatybilnych cechach osobowości z pracą urzędnika. Nie ma "zmiłuj" :D
    Życzę samych wciągających wątków!]

    Faith Smith

    OdpowiedzUsuń
  11. Siwoo nadal nie mógł uwierzyć, że do tego doszło…
    Delegowany. To słowo brzmiało zbyt nierealnie. Zbyt oficjalnie i jednocześnie zbyt… łagodnie jak na fakt, że po prostu zdecydowano za niego. Nikt nie pytał o jego zgodę, nikt nie pochylił się nad tym, czy ten pomysł być racjonalny choć w niewielkim stopniu. Oznajmiono mu (tonem, który podskórnie doprowadzał go do szału), że “aktywność sprzyja adaptacji” i że ma stawiać się w miejskiej bibliotece, kilka popołudni w tygodniu. Jakby był problemem do zagospodarowania. Jakby brak namacalnego gniewu, sączącego mu się przez palce, czynił go nagle bezpiecznym dla otoczenia. Łatwym do zrozumienia i pohamowania.
    Biblioteka, w której pracował była niewielka, cicha i pewnie w innych okolicznościach Siwoo uznałby to za szczęśliwe zrządzenie losu. Za walor sam w sobie; delikatny uśmiech złośliwej codzienności. Teraz nie potrafił jednak oprzeć się wrażeniu, że ten niezaprzeczalny spokój i ciasnota, dusiły go w jakiś niewyjaśniony sposób. Nie chciał skupiać się na tym jednak bardziej, niż było to konieczne. Nie, jeśli miał zachować trzeźwość myślenia. Drewniane regały stały blisko siebie, uginając się pod ciężarem najróżniejszych książek, nawet (a może przede wszystkim) tych o pożółkłych kartkach i popękanych grzbietach. Powietrze pachniało kurzem, starym papierem i czymś jeszcze. Niesprecyzowanym słodkim, trochę uspokajającym. Być może była to pozostałość po czymś, co na razie pozostawało poza zasięgiem jego pojmowania.
    Siwoo stał przez chwilę przy wejściu, jak intruz, który wszedł tu przypadkiem i został przyłapany niemal od razu. Wrażenie to nie opuszczało go ani na moment, mimo faktu, że przecież nie wślizgiwał się przez te drzwi po raz pierwszy. Potem zaczął się krzątać. Bez przekonania, ale metodycznie, szukając dla siebie zajęcia, dzięki któremu mógł osadzić się w rzeczywistości i nie zwariować do reszty. Przesuwał książki, ustawiał je równo, choć i tak wiedział, że nikt nie zwróci uwagi na tę ledwie dostrzegalną różnicę. Zdmuchiwał kurz z półek, zostawiając przy okazji na własnych palcach lekką, szarą warstwę, której nie strząsał od razu. Każdy jego ruch zdawał się być w pełni kontrolowany, powściągliwy, jak zawsze, gdy wmawiał światu, że trzymał we własnych dłoniach jakąkolwiek kontrolę. Lub… choćby jej ochłapy. Dawniej jeden jego gest mógł coś zniszczyć. Teraz, gdy nie mógłby tego zrobić nawet gdyby chciał, czuł się wyczerpany w zupełnie inny sposób. Ograniczony żałośnie, sprowadzony do roli kogoś, kto wykonuje polecenia, zamiast kwestionować je dla samej zasady. Czas płynął mu w irytująco ślimaczym tempie, gdy - ku jego wyraźnemu niezadowoleniu - do biblioteki zawitało kilka nieznanych mu jeszcze istot. Kilka szybkich pytań, dwa machnięcia ręką - działał automatycznie. Byle tylko nie skupiać zbyt dużej wagi na tym jednym, doskonale znanym uczuciu frustracji, rozlewającej się po jego żyłach.
    Próbował przekierować na coś swoją uwagę; zatrzymał się więc przy jednym z regałów, biorąc do ręki księgę oprawioną w ciemną skórę. Tytuł, zapisany w języku, który znał aż za dobrze, wydał mu się dziwnie znajomy, ale nie miał szansy się nad tym dłużej zastanowić. Nie, gdy do jego uszu dotarło zdanie, rzucone niby mimochodem, a jednocześnie z bolesną precyzją, która nie mogła pozostać bez odzewu. Nie, póki miał jeszcze coś do powodzenia.
    — Spotkanie kontrolne — powtórzył niechętnie, odwracając się w stronę nieproszonego gościa i… wszystko dookoła nagle się zatrzymało. Albo ruszyło szaleńczym tempem, jednocześnie zalewając go falami wspomnień i niewygodnych myśli. Nie był pewien… Dokładnie tak samo jak wtedy.
    — Nie wierzę… — warknął, poddając się niepohamowanej wściekłości. Nie zdołał się zatrzymać. Chyba nawet nie próbował. Zupełnie bez udziału woli chwycił mocno za brzegi płaszcza tej pomyłki przeszłości i szarpnął za nie mocno, nim zdał sobie sprawę, że… być może - ale tylko może - nie było to do końca mądre posunięcie. — Chyba, kurwa, kpisz.

    👀

    OdpowiedzUsuń