Pojawił się na świecie na początku sierpnia 1592 roku, niedługo po tym gdy na ziemiach Królestwa Joseon wbito pierwsze, japońskie chorągwie | Demon Cienia | wynik bólu i nienawiści zrodzonych po masakrze w wiosce Boseong | zabawa ludzkimi umysłami | zręczne iluzje i kontrola cudzych emocji | kilkaset istnień na sumieniu | niezliczone dekady spędzone na błąkaniu się po terenach współczesnej Korei | w Last Salvation od kilku dni | wciąż nieprzyzwyczajony do nowej sytuacji | oddelegowany do pracy w miejskiej bibliotece | gwałtowne wybuchy gniewu | poczucie wyobcowania | trudności ze zrozumieniem tego, co dobre | raczej nieprzystępny | fan milczenia, niepodważalnej kontroli i moralnego bałaganu | samotne wędrówki po lesie | niezgoda na to, do czego pozwolił się zbyt łatwo przekonać
HAN SIWOO
"I was born
in this nature.
Sorry for
being nasty"
in this nature.
Sorry for
being nasty"
code by Haruya
sierpień, 1592
Mówili później, że to miejsce stało się jeoju - ziemią, która przestała należeć do świata żywych. Nie dlatego, że spłonęła doszczętnie, lecz dlatego, że przesiąkła krzywdą i żalem, które nie mieściły się w granicach żadnego z ludzkich wyobrażeń. Strach i zniszczenie wdarły się gwałtownie w granice spokojnej wioski, ogień strawił niemal każdą ze ścian niewielkich domostw, zaś ręce poganiane chciwością i twardymi rozkazami, pochwyciły nie tylko drobne bogactwa, ale i wiele zbyt młodych żyć. A gwar i radość ustąpiły miejsca ciszy…
Sześć nocy później pojawiły się gwishin - niespokojne dusze tych, którzy pomarli nagle, pozostawiając za sobą zbyt dużo niezamkniętych spraw. Bez stóp, bez cienia, błąkające się między ruinami, tonące w popiołach i ziemi wilgotnej od krwi i łez. Przerywały ciszę przeciągłymi jękami, które gubiły się w ciemnościach pobliskiego lasu. Nie płakały, bo ich żal zdawał się być zbyt głęboki na łzy. Niosły za to ciche pieśni o bólu matek, które potraciły dzieci; o gniewie tych, którym odebrano imię i podarowany wcześniej czas. I o nienawiści tak głębokiej i starej, że nie potrzebowała już żadnych wyjaśnień. Ani jedna z tych pieśni nie wzniosła się jednak ku niebu, nie uleciała ponad wydarzenia z dusznych, sierpniowych nocy. Tłoczyły się razem gęsto przy ziemi, w śladach niewidocznych dla oka, aż z czasem przestały być osobne. Tam, gdzie ich ścieżki krzyżowały się najczęściej, ziemia zapadła się w sobie, powietrze zgęstniało, a noc stawała się jeszcze bardziej lepka. Strach związał duchy razem, gniew oddał im głos, a nienawiść wskazała w końcu jeden kierunek. I z tego splotu narodziło się coś, co nie było już gwishin.
Mówili, że pojawił się nagle i cicho; jako skutek czegoś, czego nikt nie zdążył zaplanować. Jak odpowiedź na prośbę, której nikt nie odważył się wypowiedzieć jeszcze na głos. Bez imienia, bez przeszłości, za to z darem siania zwątpienia i paniki w umysłach tych, którzy stanęli mu na drodze. Z jednym celem, zamysłem, intencją. By cudzymi rękoma spłacić światu rachunek, zaciągnięty tej jednej sierpniowej nocy, gdy obce wojska pogwałciły spokój i życie niewinnych osadników. By dopilnować, aby nikt nie zapomniał; by gniew i rozpacz nielicznych ocalałych, znalazły ukojenie w przymusowej pokucie nieznajomych najeźdźców, którzy pod jego namowami, zwrócili się w końcu przeciw sobie.
Mówili także, że gdy ktoś stanie tam po zmroku, usłyszy jego szept... Nie mógł odejść wcześniej. Chyba nawet nie chciał. Jego istotą było trwanie na straży nieśmiałej obietnicy, że żadne z minionych wydarzeń, nie odejdzie w zapomnienie. Że nic nie wymknie się spod zasięgu niewzruszonej odpowiedzi.
Mówili także, że gdy ktoś stanie tam po zmroku, usłyszy jego szept... Nie mógł odejść wcześniej. Chyba nawet nie chciał. Jego istotą było trwanie na straży nieśmiałej obietnicy, że żadne z minionych wydarzeń, nie odejdzie w zapomnienie. Że nic nie wymknie się spod zasięgu niewzruszonej odpowiedzi.
styczeń, 2026
Nagły ruch, dwie sekundy, jeden oddech. Ostry dźwięk tłuczonego szkła rozszedł się po wnętrzu niewielkiego mieszkania, gdy bezmyślnie posłał szklankę w kierunku najbliższej ściany. Gniew znów rozlewał się po najdalszych zakamarkach jego ciała, ale nie próbował z tym walczyć. Już nie. Pozwalał, by ten osiadał ciężko i gęsto, przejmował kontrolę nad myślą i gestem. By przynosił ulgę, gdy sam nie musiał zastanawiać się nad tym, co powinien teraz uczynić. Poddawał się temu, gdy jedna z jego dłoni odruchowo wędrowała w okolice lewej łopatki, by bezwiednie drapać skórę, gdzie nakreślono przeklęte i ograniczające runy. Gdy wzrok błądził po podpisanym dokumencie, gdzie spoczęło jego imię i nazwisko, które wymyślił sobie pewnego dnia, przed kilkoma dekadami, by łatwiej było mu żyć w świecie, którego stał się częścią. Gdy uświadamiał sobie boleśnie, że podjął kilka pochopnych decyzji, pokładając wiarę w zapewnieniach dawnej znajomości, podążając za słodkimi słowami do granic pozornie bezpiecznego azylu. Gdy każda minuta dłużyła się nieznośnie, a cisza, która zapadła nagle w jego umyśle przytłaczała bardziej niż cokolwiek innego. Gdy pierwszy raz stracił kontrolę nad tym kim naprawdę był.
Siwoo, żałośnie nieświadomy tego,
co czekało na niego jeszcze tuż za rogiem.
co czekało na niego jeszcze tuż za rogiem.
________________
Cześć, hej, dzień dobry.
Witamy się pięknie z Siwoo, kłaniamy się nisko; przychodzimy zrobić trochę zamieszania.
Witamy się pięknie z Siwoo, kłaniamy się nisko; przychodzimy zrobić trochę zamieszania.
Jesteśmy chętni na wszystko. I think so.
(c) Na zdjęciu przepiękny Park Seonghwa, a w tytule i karcie powciskane urywki Outlaw od Ateez.
Gdyby zaszła potrzeba: figurkazczekolady@gmail.com
cheers!
[Podglądać, podglądałam, bo tekst karty zwabił mnie od pierwszych słów. Bardzo obrazowo ujęta krzywda, która zostaje pod skórą znacznie dłużej niż powinna. Lubię to!
OdpowiedzUsuńJestem przekonana, że Asta rzuci się w wir nocnych myśli, żeby poznać tego wybuchowego Pana. Zwłaszcza że wśród tego gniewu i bałaganu mogą znaleźć wiele wspólnych, brudnych nici porozumienia.
Karta piękna, Siwoo niebezpiecznie fascynujący. Bawcie się wspaniale w tej naszej fatalnej, azylowej iluzji! :D Zapraszam do siebie, jeśli masz ochotę jeszcze trochę pobłądzić w mroku ;>]
Asta
[Ach, karty na tym blogu czyta mi się niczym dobrą książkę i zawsze na samym końcu mam takie: a gdzie jeszcze jedna strona? Chcę więcej! ;-)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że TLS pozwala nam wszystkim tutaj na taki upust kreatywności, bo przez to nasz azyl staje się z dnia na dzień coraz ciekawszym miejscem.
Samo słowo demon każe mi się zasugerować, że ta postać będzie przesiąknięta złem, ale po przeczytaniu karty, mam wrażenie, że Han jest po prostu... smutny.
Mam jednak nadzieję, że zarówno Ty, jak i Siwoo będziecie na blogu bawić się przednie i nigdy nie zabraknie wam wątków. ♥]
Rory Nielsen
[Cześć i czołem, wpadam i o zdrowie pytam ;) o jaki fajny demonek a kartę wciągnęłam (podglądałam również) jednym tchem - i tak liskowa powiedziała "czemu tak krótko" xD Dobrej zabawy, dużo wątków - zapraszamy jak coś i w razie chęci ;)
OdpowiedzUsuńHotarubi
[ Hejo!
OdpowiedzUsuńCudowny pan, skomplikowany z dużą nutą ciężaru emocji. Fajna kreacja i jestem ciekawa jak się będzie rozwijał w wątkach!
Może podczas spacerów napotkałby mojego duszka? W każdym razie zapraszamy!
Życzę dużo weny i czasu na pisanie, a w razie chęci zapraszamy w nasze skromne progi :3 ]
Mokseo
[Cześć! Pięknie opisane narodziny demona, obrazowo i z takim klimacikiem niedopowiedzenia - uwielbiam! Tyle w nim emocji, aż wydaje się całkiem ludzki, ale to chyba tylko złudzenie... Jak wspomniała wyżej lisek, jako demon wydaje się być z góry tym złym, a tu taka niespodzianka, że dotykają go inne, często głębsze emocje. Ciekawa kreacja, bardzo piękna w tym mroku, żalu, smutku.... Dużo tego tutaj i chyba to najbardziej hipnotyzuje.
OdpowiedzUsuńChętnie podłożyłabym Noor pod taki rzut czegoś ostrego i ciężkiego 🦈 jakby potrzebna była ofiara ataku gniewu to my się zgłaszamy!
Wspaniałej zabawy i czasu na rozpisanie wszystkiego, co wena naniesie! W razie ochoty, zapraszam.]
Noor ✨
[^___^ miałam podobne odczucia jak czytałam jego kartę patrząc na to, iż z założenia trochę siebie przypominają mniej lub bardziej. No i przybili do miasta w krótkim czasie.
OdpowiedzUsuńNo to zapraszam na burze mózgu ;> Może nawet kiedyś ich drogi się spotkały podczas wędrówek]
*_* Hocia
[maila ci odesłałam] H.
OdpowiedzUsuń[Super, bardzo fajna interpretacja rasy, podoba mi się! Ciekawa historia, poza tym czuć ten demoniczny klimacik oraz nieprzystępność Siwoo :) Niech czas zawsze sprzyja pisaniu, życzę dużo dobrej zabawy na blogu!]
OdpowiedzUsuńZayden Ward
[ jeszcze chwilkę na nas poczekajcie to wam napsujemy krwi <333 ]
OdpowiedzUsuń🔥
[Hej, dzień dobry!
OdpowiedzUsuńUdało Ci się zrobić niesamowity klimat i wciągnąć od pierwszej linijki. Bardzo podoba mi się złożona kreacja tego pana oraz sposób przedstawienia <3 uprzejmie informuję, że posłałam zbyt długiego gmaila z dużą ilością pytań oraz pomysłów. Mam nadzieję, że zostaniecie tutaj w Azylu z jak największą dawką weny, nawet jeśli nie uda nam się zrobić między nimi wątku, to z pewnością będę podglądać :D]
Klementyna
[Witam serdecznie na blogu! <3 Kolejna bardzo ciekawa postać, która nieszczególnie ma ochotę na przebywanie w tak nieciekawym miejscu. Nie ma nic gorszego od poczucia uwięzienia i naporu własnych myśli.
OdpowiedzUsuńPo prostu muszę zaproponować wątek z Morrigan, bo przecież pracują w tym samym miejscu i siłą rzeczy muszą widywać się często. Jeśli też masz ochotę na napisanie czegoś wspólnie, to zapraszam serdecznie! <3 Życzę dużo weny i dobrej zabawy!]
Morrigan
[W takim razie życzę cudownej zabawy, a gdyby się zwolniło miejsce, albo znalazło jeszcze troszkę dla nas, to zapraszam <3 Te niekontrolowane i niebezpieczne wybuchy są baaaardzo kuszące :) ]
OdpowiedzUsuńNoor
[Cześć, hej, dzień dobry ;) Choć w tym przypadku, niestety, raczej dobry wieczór ;)
OdpowiedzUsuńKartę czytało mi się bardzo przyjemnie już w trakcie jej sprawdzania i teraz, przy drugim czytaniu, to wrażenie bynajmniej się nie zmieniło :) Dla mnie nadal jest tak samo przyjemnie, jak było, choć beż wątpienia ani trochę przyjemnie nie jest dla samego Siwoo. Mam tylko nadzieję, że odkąd ten jest w Azylu, to nie zdążył jeszcze wytłuc wszystkich szklanek, jakie posiada? ;) Bo inaczej Levi i pozostali Łącznicy nie nadążą z zaopatrzeniem ;) Cóż, a nawet jeśli, to przynajmniej ten mój kotołak nie będzie musiał martwić się o to, że braknie mu roboty i Rada nie wpadnie na pomysł redukcji etatów ;)
Zostań z nami na długo i baw się doskonale!]
LEVI ACKERMANN 🐈⬛
[Muszę przyznać, że dawno nie trafiłam na postać z tak imponującą, niemal mitologiczną genezą. Siwoo robi ogromne wrażenie, tragiczny, potężny i bardzo ludzki jednocześnie, w tej swojej próbie radzenia sobie z czymś, czego nikt z nas nawet nie umiałby nazwać. Mój Malphas traktuje azyl nieco jak więzienie, myślę, że w tej kwestii mogliby sobie zbić chyba piątki. Dużo weny!]
OdpowiedzUsuńMalphas Vane
Asta była duchem nocy, bytującym gdzieś na pograniczu, w dusznym i bezkresnym pomiędzy. Pomimo ludzkiego ciała, które kotwiczyło ją w pozornie istotnej osi, istotą jej funkcjonowania były odmęty ludzkich myśli.
OdpowiedzUsuńZ lekkością wdzierała się w wąskie przesmyki cudzych krzywd, zostawiających po sobie lęki nieznośnie łechtające jej istnienie.
Omijała sny, które dawały ukojenie, i twarze, które potrafiły jeszcze odwrócić wzrok od lęku. Asta wybierała to, co pęknięte. Miejsca, w których świadomość traciła rytm, a wyobraźnia zaczynała drżeć pod własnym ciężarem. To tam osiadała najchętniej, rozciągając się w półmroku jak cień pozbawiony granic. Nie była snem, lecz jego nadmiarem. Nie była koszmarem, ale tym, co zostaje, gdy koszmar przestawał się tłumaczyć.
Zszywała noc z pamięcią, cierpliwie i bez pośpiechu. Prowadziła myśli ku temu jednemu punktowi, w którym strach przestawał być nazwany, ale zaczynał być zupełnie nieludzko postrzegany.
W miejsce wyszyte najczarniejszym haftem, chropowatą nicią i igłą złamaną pod naporem wspomnień.
Dobrze znała ten koszmar. Jawił się przed nią jak otwarta księga, z której, mimo nieznanych znaków, potrafiła czytać bez zawahania. Była kolejnymi słowami tragicznej opowieści, zimnym wiatrem smagającym ciepłe karki. Była drzewami, uginającymi się ciężko pod naporem cierpienia. I tym jednym słowem, szeptanym tuż przed śmiercią.
Ten jeden koszmar ciągnął ją bez pamięci.
Rozpoznała go po smaku, tak ciężkim i gorzkim, zostającym na języku jak popiół. Tak smakowały sny, w których ktoś wciąż udawał, że może kroczyć dalej.
Asta uśmiechnęła się ledwie dostrzegalnie i pozwoliła, by noc domknęła się ponad nimi. Gniew mężczyzny dotarł do najgłębszych czeluści jej czarnego, pustego szkieletu i załaskotał ją niemal przyjemnie. Przygryzła wargę.
– Koszmary nie są niczyją własnością – wyjaśniła beznamiętnym tonem, jakby przychodziło jej to wyjaśniać niemal z każdym powitaniem mroku. Zrobiła kilka niewielkich, powolnych kroków w stronę ciemnej sylwetki bohatera snu – Nie należą do nikogo, choć to ty otwierasz im drzwi.
Oparła wątłe, kościste plecy o uginający się miękko pień wysokiego drzewa, który zatańczył wraz z energią mężczyzny.
– Nie traktuj mojej obecności jako czegoś nieodpowiedniego. To rodzaj… zaproszenia, które wysłałeś długo przed tą nocą – jej głos był lekki, zupełnie spokojny, choć pobarwiony niepokojącym echem ciągnących się win. Lustrowała uważnym spojrzeniem scenerię, jakby sprawdzała, czy noc wypełniła już wszystko, co miało zostać nazwane. Jej sylwetka, ledwie określona w gęstwinie leśnej mgły, majaczyła gdzieś na granicy własnego wytworu, a cudzych wyobrażeń dusznego koszmaru.
Mary nieczęsto pokazywały się w snach. Tej nocy Asta poczuła się wywołana. Spiętrzony gniew był dla niej jak przywołanie, jak wrzask wciągany w płuca świata, który nie miał dokąd uciec. Jak ogień zamknięty pod skórą, domagający się ujścia, choćby miał wypalić wszystko, co jeszcze próbowało nazwać się snem.
Noc wokół nich gęstniała, zapadała się pod własnym ciężarem. Las tracił kształty, rozpadając się na poszarpane obrazy. Drzewa przestawały być drzewami, a stawały się majaczącymi wspomnieniami o drzewach. Wszystko. Wszystko pozostawało wspomnieniem.
– Zawsze śnisz ten jeden koszmar – bardziej stwierdziła, niż zapytała. Pochyliła się nad ciemniejącym skrawkiem ziemi, na której jeszcze niedawno leżało martwe ciało – To woła samo.
Asta pozwoliła, by jej obecność osiadała głębiej. Przestawała być tylko cieniem, ale stawała się ciężarem, którego nie dało się zrzucić z barków. Gniew mężczyzny oplatał ją ciasno, lepił się do jej kości, wpełzał w puste przestrzenie jej bytu, karmiąc ją aż do mdłości.
W ciszy pełnej głuchych jęków, czekała na jego ruch, wiedząc, że cokolwiek zrobi, noc już zapamięta to lepiej niż on.
Asta
[Aktywność jest tutaj bardzo duża ostatnimi czasy, a to rzadko się zdarza! <3 Nie przejmuj się, wszystko rozumiem, człowiek w tych wątkach może się utopić! Jakby co, to wraz z Morrigan zapraszamy, ale absolutnie bez żadnej presji. <3]
OdpowiedzUsuńMorrigan
[Cześć!
OdpowiedzUsuńPięknie obrazowo napisana karta, wręcz nie sposób się nie wczuć w opisane wydarzenia. Podzielam zdanie Hana o pozorności bezpieczeństwa azylu, choć życzę mu aby mimo wszystko odnalazł w nim swoje miejsce :)
Życzę wielu świetnych wątków i dobrej zabawy!]
Faith Smith
Hanbin nieraz zostawiał rutynowe spotkania kontrolne innym pracownikom, odbierając je za zwyczajne marnowanie własnego, ale i cudzego czasu. I tak jak niejedna z wizyt za jego biurkiem mogła mieć podobny efekt, tak odbywała się właśnie tam – na jego terenie; w bezpiecznych ścianach ratusza i z całą siłą po jego stronie, czemu żaden z klientów nie mógłby się nawet przeciwstawić.
OdpowiedzUsuńCo nie zmieniało faktu, że był w stanie - rzadko - robić wyjątki. Tak jak na przykład teraz, kiedy w stercie odłożonych na jego biurku teczek dojrzał tak boleśnie znane mu imię, że był w stanie uznać je za błąd czy nieśmieszny zbieg okoliczności, aniżeli słodko-gorzką rzeczywistość, jaka właśnie się przed nim rozwijała. Walka z samym sobą była bezskuteczna, kiedy po kilku minutach jego dłoń samoistnie sięgnęła po plik papierów, odkrywający przed nim przede wszystkim już mu znane informacje. Mógłby stwierdzić, że prawie że wszystkie.
Oprócz tej jednej, pasującej do reszty jak pięść do nosa, wskazującej na to, gdzie mężczyzna teraz podobno spędzał większość swojego czasu. Gdzie pracował, choć te kilka lat temu byłoby to dla Hanbina niepojęte wyobrażenie.
A teraz było najsłodszą pokusą, aby opuścić wygodę swojego biura i z przerażająco szczerym uśmiechem przekręcić klucz w zamku, zanim wymazał z twarzy choćby gram odczuwanej ekscytacji. Zanim przypomniał samemu sobie, że jest w pracy, i że dalej jest to niewielkie - dla niego już nieistniejące - miejsce na pomyłkę, a dojrzane imię faktycznie było kwestią przypadku.
Choć jak wiele oddałby za to, żeby nie było.
Jak wielie oddałby za to, aby dowiedzieć się, na jakim poziomie wobec siebie stoją tutaj – w przymuszającej do kontroli istocie Last Salvation, gdzie Hanbin i tak trafił akurat na jeden z łagodniejszych skutków, skoro i tak rzadko kiedy pozwalał sobie na przesadne wykorzystanie umiejętności. W szczególności odkąd przekroczył próg azylu. I w pewien, pokrętny sposób, chciał wiedzieć, co spotkało mężczyznę. Jak bardzo tracił przez narzucone z góry ograniczenia, które przecież stały w kompletnym sprzeciwie do jego zwyczajowego podejścia do świata i innych.
Z podobną myślą pozwolił sobie na przekroczenie progu biblioteki, w której mógł dostrzec niewielką grupę mieszkańców, pochłoniętych wybranymi sobie lekturami, czy tracących głowę w poszukiwaniu potrzebnych im informacji. Niektórzy przysłonięci stertami książek, w kontraście do dwójki szepczącej do siebie nawzajem, prawdopodobnie porównując wrażenie co do trzymanego w dłoniach fantasy kryminału, który zdążył się obić Hanbinowi o uszy jeszcze przed trafieniem do azylu.
Żadna z tych rzeczy nie interesowała go tak bardzo, jak odnalezienie pracującego dzisiaj… bibliotekarza? Choć nawet nie był pewien, czy mógł go tak nazwać – a na pewno nie z powagą. Przedzierał się więc zwinnie przez wypełnione książkami regały, nie udawając, że którykolwiek z grzbietów przykuwał uwagę, a pewnie kroki jasno świadczyły, że przemierzał zakątki biblioteki w jakimś, nadanym mu celu. O którym - na dany moment - wiedział tylko on. Który, tak naprawdę, wymyślił sobie sam, bez wyrzutów wykorzystując daną mu pozycję, bo przecież rutynowe kontrole mogły mieć miejsca sporadycznie i bez wcześniejszego ostrzeżenia. Dopóki ktoś nie zamierzał tego przypilnować.
Zwolnił swoje kroki dopiero, kiedy dojrzał niemożliwą do nierozpoznania postać. Kiedy poczuł bijący od niego chłód i złość na raz, a dla wprawionego oka nerwowość ruchów byłaby nie do dostrzeżenia. Gdyby nie fakt, że Hanbin miał okazję poznać go w bardziej podpasowującym mu otoczeniu, niż bogu winna, spokojna miejska biblioteka
— Han Siwoo? Ja z urzędu — automatycznie tracąca swój kojący element, wraz z uniesieniem identyfikatora i wybrzmieniem niewzruszonego, udającego nieświadomość, głosu urzędnika, zwracającego się do istoty, której myślał, że pozbył się ze swojego życia już na zawsze — Spotkanie kontrolne.
Hanbin
[Bardzo ładnie napisana jest ta karta i chętnie przeczytałabym więcej (nie będę wchodzić w szczegóły tej hipokryzji, skoro w swojej wyplułam trzy zdania na krzyż). W każdym razie, bardzo dziękuję za przywitanie, a gdyby ewentualnie pojawiła się chęć na wspólne stworzenie czegoś, droga wolna!]
OdpowiedzUsuńDorian